Darmowe nadgodziny kolegów z pracy

3
V-2 napisał(a):

Nie zgadzam się więc kompletnie z @Adam Boduch (ani licznie plusującymi tę opinię), który uważa, że "największym wygranym w tym przypadku jest firma". Firma nie jest żadnym wygranym. Prędzej czy później będzie mieć wypalonego pracownika o zmarnowanym potencjale

Z tym jednym się nie zgadzam.
Nawet po ankietach na forum i dyskusjach jak mają wyglądać tematy widać, że jest pewna liczba ludzi którzy będą w siódmym niebie w takiej firmie dla no-lifów.

Wystarczy ich tylko ściągnąć kusząc buzz-hyper-nerd-bajerami i będą zasuwać aż do wypalenia.
A jak się wypalą to się pod buzz-hyper-nerd-bajer ściągnie do firmy następnych, napalonych i jeszcze nie wypalonych.

PS
Czy na przykład w game-dev taki styl działania firm to nie jest reguła?

1
BraVolt napisał(a):

Nawet po ankietach na forum i dyskusjach jak mają wyglądać tematy widać, że jest pewna liczba ludzi którzy będą w siódmym niebie w takiej firmie dla no-lifów.

Wystarczy ich tylko ściągnąć kusząc buzz-hyper-nerd-bajerami i będą zasuwać aż do wypalenia.
A jak się wypalą to się pod buzz-hyper-nerd-bajer ściągnie do firmy następnych, napalonych i jeszcze nie wypalonych.

Gdyby to było takie proste, to czemu nawet "zwykłym" firmom brakuje sensownych ludzi.
Zasoby frajerów-pracoholików tym bardziej nie są niewyczerpane.
A konieczność polowania akurat na takich ludzi trudno uznać za przewagę konkurencyjną.

Czy na przykład w game-dev taki styl działania firm to nie jest reguła?

Na tym sektorze się nie znam i nie przesądzam sprawy. Nie wiem, na ile stereotypy odpowiadają prawdzie.
Na pewno mogą sobie pozwolić na więcej, bo łatwiej znaleźć freaków, dla których sama możliwość pisania gier to jak złapać Boga za nogi.
Apki biznesowe nigdy raczej nie wzbudzą w wykonawcach porównywalnego entuzjazmu.

2

Jeśli kolega woli Javę za darmo po godzinach to znaczy że jeszcze nie odkrył 4p. Nie bądź świnią - masz szansę uratować kolejne istnienie dla IT.

7

Jak byłby planning to bym powiedział w prost, że nie każdy pracuje na darmowe nadgodziny i w związku z tym tamtym członkom zespołu proponowalbym specjalną estymate taskow, albo stworzyć dla nich osobny zespół. Jeżeli reszta kolegów to widzi to cię poprze.
Ty szacuj sobie taski dla siebie a na dodatek możesz się z nich śmiać, że tracą życie na korpo.

No i możesz między czasie szukać czegoś nowego. U mnie w poprzedniej firmie źle management patrzył na nadgodziny i dobrze. Sam manager powinien o to zadbać.

4

Wszyscy piszą, żeby zwrócić uwagę, a to znowu nie jest takie łatwe - na początku można się bać być oskarżonym o to, że się broni swojego lenistwa. Ale to nic - trzeba twardo, asertywnie odmówić, kiedy ktoś się niby "kulturalnie" pyta na kiedy to będzie? czy dzisiaj to dowieziesz? - np fajna odpowiedź wtedy to zobaczę, aktualnie piszę testy do tego, chcę przetestować edge casy, albo zastanawiam się czy zrobić to na poziomie modelu czy w jakimś osobnym utilu

1

Ta odpowiedź jest jak świnka morska - ani fajna ani asertywna. Trzeba po prostu powiedzieć że będzie na za 2-3 dni i tyle.

2
Pinek napisał(a):

kiedy ktoś się niby "kulturalnie" pyta na kiedy to będzie?

To są dwa RÓŻNE pytania. Na powyższe po prostu należało by odpowiedzieć zgodnie z prawdą kiedy się można spodziewać rezultatu. Tylko tyle i aż tyle. Potem można dyskutować czemu tak długo/krótko itd.

dzisiaj to dowieziesz?

Natomiast tutaj zależy od tego czy estymacja była na dzisiaj albo było w jakikolwiek inny sposób zakomunikowane, że będzie dzisiaj to wtedy powinno być dzisiaj i takie pytanie jest jak najbardziej na miejscu. Jeśli jednak estymacja była na za dwa dni a ktoś pyta czy będzie dzisiaj to (o ile nie masz tego już zrobionego) to odpowiedź jest bardzo prosta - nie

0

Może po prostu estymujący i nadzorujący nie zgrali się w strefach czasowych? Dość typowy problem dzisiaj.

7

Szacowanie (czyli estymacja) a zobowiązanie (czyli commitment) to są dwie różne rzeczy.

Mogę szacować, że coś skończę w dwa dni. To znaczy, że taki termin uważam za najbardziej prawdopodobny, tzn. o szansach powodzenia na poziomie np. 60%. To jest środek rozkładu prawdopodobieństwa.

Zobowiązanie się na jakiś termin to co innego. W tym wypadku ręczę, do kiedy zrobię coś na 99% (teoretycznie rzecz jasna 100%, no ale ludzkie zdolności przewidywania mają swoje granice).

Niby oczywiste, ale nie takie oczywiste, bo szacowanie często jest mylone ze zobowiązaniem, i trzeba o tej różnicy przypominać.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0