Jak sobie radzić z presją menedżera jako programista?

2
kevin_sam_w_domu napisał(a):

3,5 roku jako Java Developer w korporacji
...
"na kiedy będzie to skończone"

Ja bym powiedział że będzie skończone gdy będzie, jeśli się nie podoba to niech sam zrobi ;D
Jak jesteś na UoP to 8 godzin i elo. Nie mają cię prawa trzymać. Każda godzina ponad to liczone jako 150%
Zacznij szukać nowej roboty. Z fartem kolego

2

Za bardzo się zaangażowałes. Czyżbyś dużo zarabiał? Nie skończysz zadania w Sprincie to nie skończysz kogo to problem? Spotkania olewaj ja tak zacząłem robić bo w koncu jestem programista a nie gościem od uczestniczenia w spotkaniach. Jeżeli będą mieli jakieś problemy, skarz na managerów że zabierają pracę programisty organizując za dużo spotkań.

3
zgrzyt napisał(a):

Spotkania olewaj ja tak zacząłem robić bo w koncu jestem programista a nie gościem od uczestniczenia w spotkaniach. Jeżeli będą mieli jakieś problemy, skarz na managerów że zabierają pracę programisty organizując za dużo spotkań.

@zgrzyt co się stało w Twoim życiu, że nagle takie zmiany na plus?
Jeszcze w zeszłym roku i 2 miesiące temu słabo to wyglądało:
Szef wymagajacy nie wiadomo czego
Spotkanie w sprawie komunikacji w zespole, eskalowac konflikt czy kopac pod dywan?
a teraz rozstawiasz wszystkich po kątach.

Zmieniłeś robotę, czy po prostu zagroziłeś że odejdziesz i całe IT od Odry do Renu upadnie, czym ich złamałeś? :D
Na 4programmers dużo dołujących historii, jakieś successful story by się przydało od czasu do czasu poczytać.

5

Kiedyś też pracowałem na podobnych warunkach - w żadnym januszsofcie - w 1 z bardziej rozpoznawalnych marek w Polsce, chwalącą się miejscem w prestizowym rankingu dla pracodawców (teraz taki ranking to dla mnie teraz czerwone światło), codziennie siedziałem po 9 godz, z czego 1 godz za darmo.

Oni wiedzą że robimy/pracowaliśmy za darmo - ta presja jest wywierana intencjonalna, sama nazwa sprint ma sugerować że nie idziesz ale masz zapierd... - dla kogo? Na nowy jacht prezesa. To zawsze oznaka toksycznego miejsca.

Odkąd zmieniłem firmę - zero nadgodzin, dużo lepsza płaca. Polecam

9
kevin_sam_w_domu napisał(a):

Na daily rano pojawiają się pytania "na kiedy będzie to skończone", "czy dzisiaj dasz radę to skończyć", które mówiąc szczerze powodują we mnie stres

Tutaj mały tip życiowy. Nie wiem czy zadziała w twoim wypadku, ale w moim wypadku zadziałał. Sprawdź co się stanie jak na pytanie "czy dzisiaj dasz radę to skończyć" odpowiesz "nie". Otóż managerowie zawsze chcą wiedzieć kiedy skończysz, ale często przy tym nie mają zamiaru popędzać. Tylko my to potem odbieramy jako popędzanie.

Z poprzedniej pracy zwolniłeś się sam bo czułeś się popędzany, i czułeś że masz niewystarczającą wiedzę (przez co robiłeś darmowe nadgodziny). A co by było jakbyś się nie zwolnił? Myślisz że by cię zwolnili? Myślisz że by cię zwolnili jakbyś nie robił darmowych nadgodzin?

BTW jeśli czegoś nie wiesz to zamiast dokształcać się sam po godzinach męcz managera. W idealnym świecie task przekazany programiście powinien być rozpisany od strony biznesowej tak żeby programista nie musiał się już nikogo dopytywać

11

@Sirvius:

skoro nowa domena to dodać 10% na poznanie domeny.

10%?

xD chyba ci zera zabrakło

3
kevin_sam_w_domu napisał(a):

Chodzi o to, że zacząłem pracować w nowej dla mnie domenie, tj. branży finansowej, przetwarzaniem płatności SWIFT. Już nie mówiąc o tym, że zacząłem po godzinach się dokształcać na temat płatności SWIFT kosztem wolnego czasu, to manager zaczął już rozpisywać taski i wiele rzeczy dla niego jest oczywistych, a dla mnie i dla moich kolegów nie. Nie mówiąc o tym, że aby coś "zakodzić" trzeba nieraz siedzieć więcej niż te 8 godzin. W ciągu dnia mam też pełno tzw. calli które skutecznie wybijają z rytmu, pracuję też zdalnie, więc komunikacja jest utrudniona.

Ktoś ci kazał siedziec po godzinach, czy sam sobie to wkręciłeś?

Przez pierwsze dwa miesiące pomyślałem sobie, że no trudno, no i siedziałem znowu po godzinach dokształcając się z wiedzy domenowej aby potem cokolwiek zakodzić w pracy. Znowu robiłem po 10-12h na dzień aby się wyrobić z taskami w Sprincie. Na daily rano pojawiają się pytania "na kiedy będzie to skończone", "czy dzisiaj dasz radę to skończyć", które mówiąc szczerze powodują we mnie stres, co z kolei powoduje chęć sięgnięcia po alkohol...

Wszędzie, każdy chce mieć robotę na wczoraj. Ktos ci wyznacza terminy dla tych tasków? Wyluzuj, bo nie dasz rady tak ciągnąć na dłuższą metę. Jak ci coś przeszkadza w efektywnej pracy, to masz prawo i obowiązek zgłaszać to na daily.

Teraz mija kolejny miesiąc pracy i przychodzi do przedłużenia umowy i nie chcę znowu rezygnować, ponieważ psychicznie jestem już zdołowany aby szukać czegoś nowego, ale z drugiej strony też widzę jak cierpi na tym moja rodzina, a w szczególności dwójka dzieci które mam. Ta sytuacja przeszłaby gdybym był młodszy, świeżo po studiach, ale nie teraz, kiedy chciałbym robić te 8h dziennie i mieć święty spokój. Jak mogę sobie poradzić z presją na szybkie ukończenie tasków ze strony managera, kiedy terminy gonią? Jak zasygnalizować, że sobie nie daję rady wyrobić się w 8 godzinach? (przecież praca programisty to codzienna nauka nowych rzeczy + wiedzy domenowej)

Wyceniaj te zadania tak, żeby było miejsce na naukę. Nadgodziny nie są wyjściem, bo pracując 60 godzin tygodniowo (na dłuższą metę) zrobisz tyle samo co pracując 40.

Dodam, że w tej i poprzedniej pracy zauważyłem tendencję, że programistom łatwo wmówić, że "nie umieją", przez co potem powstają takie sytuacje. Widzę, to też po kolegach w zespole w aktualnej firmie i poprzedniej, że jest znowu to samo. Że sporo programistów siedzi po godzinach aby dokończyć taska. Dzięki Wam za opinie jak sobie radzić w takich sytuacjach, ponieważ mam wrażenie że ta sytuacja będzie się powtarzać.

Jak nie masz wiedzy, to co to wmawiać? Tylko, że ktoś cię z takim stanem wiedzy (w szczególności domenowej) zatrudnił i dał d**y przy wdrożeniu w projekt.

Jeszcze jedno - jak nie rozumiesz taska (w 100%) to mówisz to najpóźniej podczas estymaty. Ktoś go źle napisał, to niech go poprawi, zamiast zmuszać ludzi do zasuwania z pustą taczką, bo nie wiadomo co trzeba zrobić, a wszyscy boją się zapytać.

0

Jak to wygląda w korpo:

1

To całkiem normalne iż studia nie dają pełnego przygotowania aby to wszystko umieć a jedocześnie uczysz się tych rzeczy w "praniu". Osoby i firmy z którymi współpracowałem mają takie zdanie - "wszyscy informatycy się spóźniają" :)

Tak więc jeśli projekt się przeciąga, błędy, nieporozumienia - to całkiem normalne i jest tak chyba wszędzie!

1
bronex napisał(a):

To całkiem normalne iż studia nie dają pełnego przygotowania aby to wszystko umieć a jedocześnie uczysz się tych rzeczy w "praniu". Osoby i firmy z którymi współpracowałem mają takie zdanie - "wszyscy informatycy się spóźniają" :)

Tak więc jeśli projekt się przeciąga, błędy, nieporozumienia - to całkiem normalne i jest tak chyba wszędzie!

Tak jest kiedy zaczyna się projekt bez przygotowania i omówienia wszelkich szczegółów, czyli norma w PL, kraju ludzi bez wyobraźni.

Samo programowanie / klepanie w klawiaturę to już na samym końcu, i to powinno zająć jakieś 5-10% czasu przeznaczonego na całą pracę nad powstaniem projektu.

Ja zanim zacznę coś robić to wypytuję zleceniodawcę tak szczegółowo, że często ma mnie dość, ale dzięki temu nie muszę nagle przerywać pracy, zastanawiać się co dalej, chodzić i pytać.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0