Dotacje z unii, a wyciaganie kasy

3

Rynek dotacji to jest patologia. Jak masz faktycznie jakiś dobry pomysł to 1/3 dotacji zje Ci proces jej pozyskania (robisz to pierwszy raz, więc sam tak łatwo nie ogarniesz). Dotacja nakłada tyle bzdurnych wymogów, że okazuje, się że nie możesz wydać na to co potrzebne bo to nie są koszty kwalifikowane więc zaczyna się kombinowanie typu firma X wystawia Ci fakturę na "konsulting", a robi wdrożenie itp.
Mam wrażenie, że dotacje opłacają się tylko w momencie, gdy idealnie się wstrzelisz w target albo z gruntu postanawiasz kasę przekręcić i potwierdza to moje doświadczenie.

Na wszelkie kwestie "dofinansowanych" szkoleń jestem podwójnie uczulony bo zazwyczaj wygląda to tak, że firma szkoleniowa dostaje 80% zwrotu kosztów, ale samo szkolenie jest np. tylko 10-30% tańsze od ceny rynkowej. Finalnie zarabia na tym tylko firma szkoląca bo szkolenie wcale nie jest jakoś bardziej dostępne. Są też oczywiście szkolenia za darmo na których 3/4 osób jest z łapanki albo z przypadku bo skoro za darmo to sobie zostanę Scrum Masterem chociaż mój związek z IT to granie w pasjansa.

Oczywiście są też programy, które mają sens - np. modernizacja parku maszynowego w przemyśle, programy infrastrukturalne itp.

2
KamilAdam napisał(a):

Mnie nie dziwi padanie takich biznesów. Jak się bierze pieniądze od Unii to jest wiele dziwnych kruczków

ogólnie można odnieść wrażenie, że te całe dotacje, to:

  1. miejsca pracy dla urzędników, którzy muszą rozpatrywać wnioski

  2. fikcyjna zapomoga - tj. tysiąc miejsc gdzie można człowieka udupić, bo wymagania, co trzeba zrobić, żeby dostać dotację, są naprawdę z d**y (jakieś kilometrowe wnioski).

  3. ale jednak ktoś musi to napisać, więc dodatkowa praca dla osób specjalizujących się w pisaniu wniosków?

  4. dodatkowo - jest pełno "biznesów", które wzięły duże dofinansowania, a g**no zrobiły. Czy zaistniała tutaj korupcja i kasa pod stołem? Czy może po prostu ktoś cwany wykorzystał słabość systemu (dają, to "bierę"?) Albo po prostu system sam się zaorał jak w tym przykładzie podanym przez @cerrato ze sprzętami, które "musiały" być kupione? System dotacji działa w sposób autodestrukcyjny, niczym budżety w korpo.

Przypuszczam, że najlepsze co można zrobić z dotacjami, to wyspecjalizować się w doradztwie na ich temat i kosić hajs za udzielanie porad związanych z tymi wnioskami, dotacjami itp. Czyli sprzedawanie łopat jak wszyscy chcą się dokopać do złota. Ew. właśnie działanie na granicy etyki i wyzyskiwanie systemu do cna, jak to robi wiele firm.

1

@LukeJL: specjalizacja w poradach na temat wniosków to tak jak nauczenie na bootcampach - nie robisz nic wielkiego a bierzesz taką kasę, że niejeden programista tyle nie zarabia.

0

Te słynne dotacje z UE to ludzie dostają na rozpoczęcie działalności, czy dostaje się obietnicę, że ktoś pieniądze zwróci za jakiś czas, ale finalnie to nie zawsze te zwroty następują? ;)

2

Zauważyłem że dotacje "pomagają" w momencie gdy tak naprawdę masz już gotowy produkt tylko potrzebujesz kasy by go dopieścić i wypromować, a wniosek składasz jako innowacja. Ewentualnie masz jakiś klocek który musisz dołożyć do swojego systemu/sfinansować upgrade systemu. To dotacja na badania, na gargantuiczną kwotę. Przypadkiem te badania wypluwają klocek/upgrade i kończymy - chyba że chce nam się bawić dalej w przekładanie papierów. W obu przypadkach mamy ten sam schemat - jest projekt, który chcemy zrobić i bez dotacji byśmy go sfinansowali, ale jak ktoś może się do tego dołożyć to czemu nie...

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0