BootCamp czy mgr

Odpowiedz Nowy wątek
2019-09-30 20:26

Rejestracja: 4 miesiące temu

Ostatnio: 2 tygodnie temu

0

Cześć,
Piszę do Was z prośbą o radę co lepiej wybrać, chociaż pewnie był tu już niejeden podobny temat.
Nieco o mnie : skończyłem w tym roku studia inżynierskie (elektronikę) na polibudzie i jestem zapisany na zaoczne magisterskie (informatyka) które mam za tydzień zaczynać :D
jednak ostatnio zacząłem się zastanawiać czy nie bardziej opłaca na razie zrezygnować z tych studiów i zapisać się na bootcamp

interesuje się programowaniem C# w różnych technologiach ( głównie wpf, asp.net z wzorcami MVC ) na platformę .NET (chociaż jakiś super projektów to na razie nie zrobiłem , takie bardziej podstawy etc sklep internetowy) ale w tym kierunku chciałbym szukać pracy , jako backend developer (jednak komercyjnego doświadczenia to narazie nie mam żadnego).

Jeżeli są tu osoby które taki bootcamp skończyły powiedzcie proszę jakie i na jakim poziomie trudności projekty się tam robi ?
i czy faktycznie według Was jest tak jak myślę, że więcej idzie się nauczyć i bardziej się opłaca taki kurs, niż iść na te studia magisterskie ?

z góry dzięki za wszystkie opinie :)

Pozostało 580 znaków

2020-01-31 19:52

Rejestracja: 4 lata temu

Ostatnio: 29 minut temu

1
renderme napisał(a):

Ten moj kumpel w zadnym stopniu nie pasuje do tego opisu. Jest po trudnych technicznych studiach, w ktorych gorna granica zarobkow to 5k i pomiatanie w pracy. Z reszta gadalem z nim i wiekszosc osob byla tam po sensownych studiach, wszak musieli miec kase na kurs. Takie ocenianie ludzi, ktoruych sie nie zna jest bardzo slabe.

Ale to się nie wyklucza. Można skończyć trudne studia i być nadal niezaradnym życiowo.


Wiedza to potęga

Pozostało 580 znaków

2020-01-31 22:40

Rejestracja: 1 rok temu

Ostatnio: 1 godzina temu

8
Haskell napisał(a):

Ale to się nie wyklucza. Można skończyć trudne studia i być nadal niezaradnym życiowo.

Dla mnie to jest dość podły sposób myślenia, pełen hipokryzji, trochę jak ktoś kto dostał wielki spadek i poucza ubogich, że bieda to ich wina (znam takich).

Ok, czyli jak pracowałem na uczelni i widziałem tam statystykę, że po studiach na kierunku informatyka ponad 90% absolwentów pracuje w branży, a po np. architekturze około 25%, a po inżynierii medycznej 12%, to rozumiem, że jak ktoś wybrał architekturę, to znaczy, że był mniej zaradny życiowo.

Idźmy dalej; jak zobaczy się ściema raporty na stronach typu pracuj.pl, wynagrodzenia.pl, to można dojść do wniosku, że w sumie iNfOrmaTyk zarabia tylko 10% lepiej niż biotechnolog, a przecież wszystko zależy wyłącznie od mojej zaradności - "kim jestem, jestem zwycięzcą".

Potem przychodzi taka chwila na studiach (innych niż informatyka), że czyta się te różne szałowe oferty bez widełek. Widzi się, że nikt ze starszych kolegów nie może znaleźć pracy, ale człowiek myśli - czy gdzieś jest lepiej? Może ogólnie w Polsce taka bieda? Myśli sobie taki człowiek (ja też tak myślałem) - no ja przecież będę bardziej zaradny - ja się wybije, będę tym jednym na 100. Przecież na forum, ktoś napisał, że wszystko to kwestia zaradności. Potem się przekonujesz, że tak nie jest, że w innych branżach, żeby coś osiągnąć trzeba mieć kapitał i układy, a przede wszystkim przedsiębiorczość, a tego nie ma na studiach.
Funkcjonując w budownictwie i porzucając je, a teraz od wielu lat w programowaniu, muszę powiedzieć, że tych dwóch rynków nie da się porównać. To jak porównać spacer w przyjemny wiosenny dzień z marszem w zamieci przy -20.
Jak w programowaniu wysyłam gdzieś ofertę na zlecenie, to zwykle je dostaje, a prawie zawsze dostaje informacje zwrotną. W budownictwie przeważnie byłem "ghostowany", a stawki były na poziomie 25pln/h dla osoby z uprawnieniami w kontrakcie na 3 miesięca, a potem nara. Sam jak pracowałem w jakiejś firmie budowlanej, to tyle dostawalismy CV, że nikt nie nadążał tego czytać.
A co najlepsze, te CV niczym się od siebie nie różniły, bo wbrew wyobrażeniom, w większości branż nie ma kultu kompetencji, ani rozległych umiejętności, które trzeba opanować.
Takie przeciętne zadanie budowlańca, to wytłumaczyć Ukraińcom, że mają mieć założone kaski jak sikają z dachu, bo jak spadną i zginą i się okaże, że nie mieli kasku, to będą problemy.
CV w innych branżach brzmi mniej-więcej, "skończyłem studia, pracowałem 3 lata, mam prawo jazdy B", w programowaniu jest lista technologii, które się ogarnia - merytoryka.

Raz jeszcze, ocenianie w ten sposób ludzi, to dla mnie to dość podły sposób myślenia.
Znam pełno programistów, którzy w najmniejszym stopniu nie są zaradni życiowo (jakieś 98%) i w każdej innej branży inżynierskiej zarabialiby 2000-4000 netto, a tu mają jeszcze jedno 0 w wypłacie.
Uwaga, w programowaniu nie trzeba być zaradnym, trzeba być kompetentnym.

Prawda jest taka, że w wieku 19 lat (a często wcześniej, bo człowiek musi się przygotować do matury) 95% populacji nic nie wie, o przyszłym zawodzie i wybiera studia, które:
a. Wydają jej się związane z jej zainteresowaniami.
b. Wydają jej się dobrze płatne i pewne pod względem zarobków w przyszłości (pewnie statystyczny maturzysta myśli, że architektura lub budownictwo to świetny i pewny zawód).
c. Bo rodzice radzili iść na te studia.

Ludzi po bootcampach mi trochę żal. Osobiście mogę ich zrozumieć. Mechanizm myślenia mojego znajomego był następujący:

  • skończyłem trudne studia i klepie biedę, śpię w jakichś kontenerach jak w III świecie, 500 km od domu, pracuję w zimnie i deszczu, w dodatku jak się zamyślę, to mnie koparka zmieli i zginę w męczarniach lub dostanę wyrok, bo zmieli jakiegoś pracownika bez kasku.
  • programiści zarabiają kokosy i w sumie nie ponoszą ryzyka,
  • żeby wykonywać swoją pracę nie potrzebuję żadnych wybitnych kompetencji, ot trzeba znać autocada i czytać dokumentacje i specyfikacje techniczną (każdy debil bez studiów by to opanował), ale trzeba mieć uprawnienia. Na studiach nie nauczyłem się nic przydatnego (studiowaliśmy razem :D), wszystkiego nauczyłem się w pracy, np., żeby wyleć beton o 4 w nocy, bo jak przyjedzie wcześniej klient, to się połapie, że nic nie jest zgodne z projektem, a tak jest zalane - po ptakach. Sam na początku nic nie umiałem i nadrabiałem dobrą miną i "zaradnością"
    Oznacza to, że pewnie w innych branżach (w tym w programowaniu) jest tak samo, trzeba być ogólnie zaradnym i to wystarczy.
  • żeby być programistą nie trzeba mieć żadnych uprawnień,
  • zrobię sobie kursik i zostanę programistą :D, co może pójść nie tak.

Później taka osoba widzi, że w programowaniu, żeby móc być przydatnym dla zespołu, trzeba mieć bardzo szerokie umiejętności i ogólną wiedzę informatyczną. Nie da się nadrabiać "zaradnością".

edytowany 1x, ostatnio: renderme, 2020-01-31 22:52

Pozostało 580 znaków

2020-02-01 11:53

Rejestracja: 4 lata temu

Ostatnio: 29 minut temu

1

@renderme - Nie ma w tym nic podłego. Po prostu stwierdzam fakty. Ludzie, którzy nie mają pracy, bądź pracują w kiepskiej pracy są zazwyczaj nieogarnięci życiowo lub nie oczekują więcej od życia. Cała masa ludzi po studiach to głąby, ponieważ studia w dzisiejszych czasach nic nie znaczą. Dodatkowo większość ludzi, poza tym, że są nieogarnięci to jeszcze nie czytają książek i są wtórnymi analfabetami. Nawet jak czytają, to czytają wiedźmina albo harrego pottera czyli badziewie, beletrystykę. Ludzie bardzo często nic sobą nie reprezentują. Nie uczą się, nie robią nic ze swoim życiem. Są przekonani, że studia lub bootcamp sprawią, że w magiczny sposób rozwiążą wszystkie swoje problemy. Ich zainteresowania ograniczają się do spędzania miło czasu z kolegami przy piwku i blantach albo do podróży zagranicznych.

W IT też jest masa nieogarów, którzy mają pracę i dobrze zarabiają. Wynika to z tego, że w IT jest olbrzymie ssanie na ludzi. Póki co komputery jeszcze nie potrafią pisać algorytmów, stąd przedsiębiorcy biorą niemal wszystkich jak leci. Jeżeli ktoś po przeczytaniu kilku książek do programowania ma nadal problem ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy w IT, to znaczy, że jeszcze musi nad sobą popracować. Prawdopodobnie ma jakieś istotne problemy z komunikowaniem się, bądź nie ogarnął treści czytanej książki i nic nie potrafi.

Obecnie można zarobić na wszystkim i to dobrze zarobić zajmując się czymkolwiek, wystarczy być ogarniętym. Przykładowo w sąsiedniej wiosce jest człowiek, który mieszka w pięknej willi, a na co dzień jeździ szambiarką. Jak to możliwe? Zwyczajnie... jeździ swoją szambiarką. Dodatkowo zrobił sobie parę kursów na maszyny np. koparkę i czasem przesiada się w swoją koparkę, żeby wykopać jakiś dołek przez godzinę za kilkaset złotych. Obok domu postawił sobie szopkę, którą przerobił na motel i salę bankietową. Zaprasza tam wczasowiczów i robi jakieś przyjęcia od czasu do czasu. Ogarnia życie, chociaż jest zwyczajnym Januszem.

Większość ludzi obecnie kończy szkołę, idzie na studia ale nic ponad to. Nie potrafią wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić coś poza schematem. Nie potrafią zakasać rękawów i zwyczajnie wziąć się do pracy. Obecnie jest ogromne zapotrzebowanie na tzw. złote rączki czyli ludzi, którzy położą kafelki, wymienią kran i zrobią inne tego typu proste rzeczy. Naprawdę, nie trzeba kończyć szkół żeby się nauczyć to robić. Tymczasem brakuje takich ludzi. Nawet jak ktoś się znajdzie, to biorą 70 zł za metr kwadratowy, za położenie terakoty. Ludzie kończą studia, uważają się za nie wiadomo kogo, a tymczasem pieniądze leżą na ulicy. Wystarczy zarejestrować działalność przez Internet , na zwykłej kartce domowej drukarce wydrukować sobie ulotki oferując swoje usługi, założyć jakiś fanpage na Facebooku, zakasać rękawy i zacząć kłaść kafelki. Oczywiście to przykład z tymi kafelkami, można robić cokolwiek wystarczy tylko przekroczyć schemat. Zamiast szukać nisko płatnej pracy, gdzie są poniżani, wystarczy sobie samemu stworzyć miejsce pracy i zająć się czymś, czego potrzebują ludzie. Absolwenci studiów nie potrafią zakasać rękawów i wziąć się do pracy. Są roszczeniowi i twierdzą, że za skończenie nic nie wartych studiów coś im się należy...


Wiedza to potęga
edytowany 1x, ostatnio: Haskell, 2020-02-01 11:54
chociaż jest zwyczajnym Januszem. dlaczego? - WeiXiao 2020-02-01 15:51
pięknie, tylko trzeba się najpierw nauczyć się układać te kafelki. Poza tym nie jest to łatwa i lekka praca, wysiada kręgosłup i kolana. Dobry fachowiec na pewno zarobi znacznie więcej niż przeciętny programista, ale nie każdy się do tego nadaje - cw 2020-02-01 15:55
dlaczego beletrystyka to badziewie? - Miang 2020-02-02 11:23

Pozostało 580 znaków

2020-02-01 12:03

Rejestracja: 4 lata temu

Ostatnio: 1 godzina temu

Lokalizacja: Piwnica

0

Mi wujaszek kilka ładnych lat temu dał dobrą radę "ucz się języków" ludzi z natywnym angielskim/niemieckim zawsze chętnie zatrudnią, a nawet jeśli nie, to wyjedź, poznaj świat, zobacz jak żyją w innym miejscach.
Oczywiście go nie posłuchałem, bo byłem młody i głupi (leniwy). :)


Pozostało 580 znaków

2020-02-01 15:45

Rejestracja: 3 tygodnie temu

Ostatnio: 2 tygodnie temu

0

Moja kuzynka skończyła magistra z niemieckiego i miała zerowe doświadczenie w IT. Na początku zaczynała w korporacji
(Excel + rozmowy po niemiecku) i już wtedy.... zarabiała bardzo dużo, bez relatywnie dużych wysiłków. Aktualnie pracuje jako Product Owner z językiem niemieckim i zarabia tyle co niejeden, a nawet dwóch programistów... i pracę jeszcze godzi z tym, że ma dzieci i męża. Poza tym sam osobiście uważam, że umiejąc niemiecki na poziomie C1 można zarobić więcej niż wielu programistów i vice versa. (tak jak ktoś wyżej napisał, kwestia ogarnięcia życiowego, zaradności)

edytowany 7x, ostatnio: mieszko30, 2020-02-01 15:50

Pozostało 580 znaków

2020-02-01 16:56

Rejestracja: 1 rok temu

Ostatnio: 1 godzina temu

7
Haskell napisał(a):

@renderme - Nie ma w tym nic podłego. Po prostu stwierdzam fakty. Ludzie, którzy nie mają pracy, bądź pracują w kiepskiej pracy są zazwyczaj nieogarnięci życiowo lub nie oczekują więcej od życia. Cała masa ludzi po studiach to głąby, ponieważ studia w dzisiejszych czasach nic nie znaczą.

Ok, super definicja. Uwielbiam definicje, które zawierają tautologię i są absolutnie sprzeczne z powszechnie przyjętym terminem "osoby nieogarniętej życiowo".
Z tej definicji wynika, że 98% populacji jest nieogarnięta życiowo. W dodatku świetnym elementem definicji jest ocenianie człowieka przez pryzmat jego bieżącej sytuacji życiowej, zakładając, że życie większości osób nie jest kierowane przez przypadek.

Dobrze, przetestujmy tę definijcę

void CzySaOgarnieteZyciowo (zbior ludzi){
If (kiepska praca || brak pracy){ 
Console.log("nieogarniete zyciowo");
return;
}
Console.log("ogarniete zyciowo");
}
CzySaOgarnieteZyciowo (osoby które nie wiedziały na jakie studia iść, rzuciły monetą i wybrały informatyke) // ogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (osoby które nie wiedziały na jakie studia iść, rzuciły monetą i wybrały farmacje) // nieogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (osoby którym rodzice doradzily informatyke) // ogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (osoby którym rodzice doradzily biotechnologie) // nieogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (99% nauczycieli) // nieogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (99% strażaków) // nieogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (Osoby zarabiające poniżej 5K - 97% populacji) // nieogarniete zyciowo
CzySaOgarnieteZyciowo (piwniczaki-programisci, ktorzy nie potrafiloby nawet prowadzic warzywniaka, ale zarabiaja 15k) // ogarniete zyciowo

Super definicja. To jak powiedziec: kazdy z IQ ponizej 130 jest kompletnym głupkiem.

Ps. To o co mi chodzi to fakt, że większość osób studia wybiera przypadkowo, na podstawie niesprawdzonych wyobrażeń. Jedni wybierają trudne studia bez przyszłości, a inni takie, w których jest sensowna płaca, to co ich różni to wyłącznie uśmiech losu.
Oczywiście jest grupa osób, która studia i karierę wybrała bardzo świadomie.

edytowany 1x, ostatnio: renderme, 2020-02-01 17:00
Pokaż pozostałe 5 komentarzy
akurat Bila Gates nie podawałbym za przykład bo oprócz wielkiego talentu do programowania to pochodził on z dość zamożnej i znanej rodziny prawniczej, a dziadek zostawił mu 1mln $ na funduszu powierniczym (lata 70 dzisiaj to pewnie równowartość 3-5mln). Uczęszczał on też do prywatnej szkoły w której miał dostęp do terminala komputerowego (lata 70) co nie byłoby możliwe w publicznej szkole. Mógł więc bez obawy o swój byt rzucić studia i zająć się tym co lubił robić czyli programowaniem bez gwarancji na sukces. - cw 2020-02-02 16:51
Zresztą pierwszy jego i Paula Allena biznes niezbyt się udał (komputer do mierzenia natężenia ruchu na ulicy). - cw 2020-02-02 16:53
Być może miał łatwiej, ale to nie o to chodzi. On po prostu coś zrobił, a nie wiadomo dlaczego większość ludzi nie robi nic i oczekuje efektów. - Haskell 2020-02-02 17:16
Nawet ci młodsi przed 30-tką protestowali, pomimo tego, że mogliby się przebranżowić. Stać ich tylko na narzekanie na swój los i dziecinny szantaż. a przebranżowienie to nie jest po prostu ucieczka? ;) prawda jest taka, że ktoś musi nauczać, więc może warto powalczyć, aby warunki były lepsze(bo zyskają na tym wszyscy) niż uciekać? - WeiXiao 2020-02-02 17:29
@WeiXiao: to w niektórych przypadkach też może być prawdą. Jeżeli ktoś zmieniając zawód ucieka przed prawdą o samym sobie, to też zachowuje się jak dziecko. Często nie trzeba wcale zmienić zawodu, żeby rozwiązać swoje problemy, często wystarczy zmienić sposób myślenia. - Haskell 2020-02-02 17:38

Pozostało 580 znaków

2020-02-01 17:54

Rejestracja: 16 lat temu

Ostatnio: 2 godziny temu

0
mieszko30 napisał(a):

i pracę jeszcze godzi z tym, że ma dzieci i męża.

Znam takie... Tylko, że mąż spędza dużo czasu z dziećmi, albo w ogóle dzieci są zostawione same sobie...
Jeszcze taka "nie ma czasu" sprzątać/gotować (bo praca) i też albo robi to mąż, albo każą dzieciom...

Niestety nie jest godzenie pracy z obowiązkami, tylko zaniedbywanie obowiązków na rzecz pracy ..

edytowany 3x, ostatnio: Spine, 2020-02-01 20:39
znaczy rozumiem ze te dzieci z pierwszego małżeństwa a pomaga drugi mąż, który jest tylko na przychodne? bo jak nie to są to też jego obowiązki - Miang 2020-02-01 23:26
też jego, a nie tylko jego ;) - Spine 2020-02-02 02:28

Pozostało 580 znaków

2020-02-01 18:28

Rejestracja: 5 lat temu

Ostatnio: 21 minut temu

Lokalizacja: Chorzów

1
Haskell napisał(a):

@renderme - ... Absolwenci studiów nie potrafią zakasać rękawów i wziąć się do pracy. Są roszczeniowi i twierdzą, że za skończenie nic nie wartych studiów coś im się należy...

Ja widzę w tym głębszy problem. Rzecz w tym, że obecnie moment decydowania o swojej własnej karierze przypada na wiek około 20 lat ( jak nie więcej ).
To zdecydowanie zbyt późno.
Wcześniej napisałem, że już ja w 7 klasie podstawówki oraz większość moich kolegów wiedzieli co będą robić po szkole podstawowej ( większość dzieci górników, hutników, robotników - żadne dzieci profesorów ). Co ciekawsze kolegowałem się z dwoma "największymi chacharami" w szkole nawet te 2 chachary wiedziały, że pójdą do samochodówki inny kolega wiedział, że pójdzie do liceum gastronomicznego a jeszcze inny do handlowego. Ja oraz trzech kolegów z klasy interesowaliśmy się komputerami i elektroniką dwóch poszło do technikum elektronicznego a ja z tym trzecim do liceum i klasy o profilu mat-fiz-inf. W tej klasie było 20 osób z czego 10 już miało styczność z programowaniem a z 5 potrafiło pisać samodzielnie proste programy.

Wynika z tego, że ledwo 25 lat temu nastolatkowie myśleli już o swojej przyszłości i o tym, że będą musieli jakoś żyć jako dorośli. Byli o wiele bardziej samodzielni i myśleli bardziej perspektywicznie. Jako temat do refleksji pozostawiam porównanie tego co napisałem z zagubionymi dziś jak dzieci we mgle dwudziestokilkuletnimi studentami, którzy błądzą po świecie jak dzieci we mgle. Pomijając to, że większość z nich po tych studiach jest co najwyżej na poziomie ówczesnych licealistów lub dzieciaków w zawodówkach a o tych po technikach nie wspomnę - bo jak technikum było odrobinę lepsze to jego absolwenci byli zwyczajnie gotowi do wykonywania zawodu.

Pewnie teraz zostanę "spalony na stosie" ale i tak uważam, że miernoty należy nazywać miernotami bo nimi są. Poklepywanie ich po plecach nie nie da poza tym, że będzie jeszcze więcej miernot.


Projektowanie i programowanie. Hobbystycznie elektronika i audio oszołom.
edytowany 2x, ostatnio: katakrowa, 2020-02-01 18:37
Nie gloryfikowałbym tak bardzo wczesnego określania ścieżki zawodowej. W tak młodym wieku trudno ocenić predyspozycje. Pamiętam, że miałem w liceum znajomego, który ciągle płakał nad tym, że w Polsce specjalizacja tak późno, bo on już dokładnie wie, co chce w życiu robić. Faktycznie, poszedł na te studia i niedawno pisał do mnie z pytaniem, od czego miałbym się zacząć uczyć programowania, bo jego zawód to bagno i go rzuca. - renderme 2020-02-01 23:09
A dodam jeszcze taki paradoks, że dużo moich znajomych, co miało ścieżkę życiową przypisaną do const, dość słabo na tym wyszło. Faktycznie zrobiło te studia, pracują w branży i jest tam lipa, a już za późno na zmiany. Znam też sporo takich czarodziejów, którzy zacznali 3 kierunki, w końcu skończyli jakiegoś humana i zaczepili się w korporacjach na bardzo dobrych posadach - ot byli elastyczni i obserwowali, co się opłaca. Kult kompetencji poza IT, nie ma dużego znaczenia. Większość pracujących osób nie korzysta z umiejętności twardych (bądź korzysta szczątkowo). - renderme 2020-02-01 23:12

Pozostało 580 znaków

2020-02-02 11:27

Rejestracja: 1 rok temu

Ostatnio: 2 dni temu

4

Nie, strajkowanie to nie jest przyjmowanie roli dziecka, które robi focha, zaczyna płakać i się obraża. Mowa tutaj o pracownikach budżetówki. Można z nimi się zgadzać, można się nie zgadzać, ale tak po prostu wyglądają w tej części gospodarki negocjacje. Nie ma tu wolnego rynku, nie ma konkretnej weryfikacji kompetencji, realnej zależności kwoty od indywidualnych umiejętności. To Ty tworzysz jakieś swoje definicje, wypowiadasz się na tematy, o których nie masz pojęcia albo nad którymi się dłużej nie zastanowiłeś, segmentujesz ludzi, uważasz się za alfę i omegę, i jeszcze uparcie brniesz dalej w sposób myślenia nawet wtedy, gdy ktoś Ci wytknie, że coś jest w nim nie tak. Kiedyś wszyscy mi wmawiali, że środowisko programistyczne jest otwarte, ogólnie zajebiste, ale to jest wielkie i obrzydliwe rakowisko. Ludziom się poprzewracało od zarobków napompowanych przez outsourcing i rynek globalny. To jest chyba najgorsza rzecz jaka w tej branży występuje i szczerze jej nie znoszę, zwłaszcza że przez przebywanie w jej pobliżu oddziałuje ona i na moje zachowanie. Wcale się nie dziwię, że do władzy doszła partia typu PiSu i próbuje jakoś spłaszczyć społeczeństwo, bo w ludziach już coś po prostu pęka.

takie opinie że biedni są sami sobie winni się biorą stąd że trzeba jakoś zredukować dysonans poznawczy.... - Miang 2020-02-02 12:26
Od kiedy szantaż to negocjacje? - Rado95 2020-02-02 12:35
Od zawsze? - ToTomki 2020-02-05 21:10

Pozostało 580 znaków

2020-02-02 17:08

Rejestracja: 5 lat temu

Ostatnio: 17 minut temu

Lokalizacja: Warszawa

1

@ToTomki: no właśnie na tym polega problem że nie ma w ogóle rynku i na tym że nauczyciele w ogóle nie uczą praktycznych rzeczy a stawka zalezy od wyrobionych dupogodzin. System edukacji w Polsce to żart, ale nie słyszałem żeby nauczyciele robili strajki przeciwko liście obowiązkowych lektur. Ja nie pamiętam 90% rzeczy ze szkoły i źle z tym się nie czuje.
Zresztą nie jest to tylko moja opinia:


Nie pomagam przez PM. Pytania zadaje się na forum.
Ale ja przecież nie mówię, że nauczyciele uczą rzeczy sensownych, jednak tez nie widzę dlaczego mieliby strajkować w sprawie lektur. Walczą o swoje - to negocjacje, nic więcej. - ToTomki 2020-02-05 21:09
chodzi mi o to że w dupie mają dzieci tylko chcą więcej zarabiać a przesłaniają swoje żądania jakimiś ideami. - scibi92 2020-02-05 21:11
Jak facet który chce tylko podupczyć a mówi o wielkiej miłości :P - scibi92 2020-02-05 21:12

Pozostało 580 znaków

Odpowiedz

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0