Konsekwencje sfałszowania obecności

Odpowiedz Nowy wątek
2018-12-12 17:29
Krakowiak
0

Wykłady z pewnego przedmiotu na uczelni są nieobowiązkowe. Niemniej jednak jest prowadzona lista obecności. Lista obecności z wszystkich wykładów jest zapisana na jednej kartce, więc technicznie można wpisać obecność sobie na wykładach wstecz. Warto ryzykować i wpisać się wstecz jeśli się było nieobecnym? Potencjalnie dodatkowy termin egzaminu do zyskania, lub wyższa ocena na koniec, lub 0 zysku.

Jakie mogą być realne konsekwencje bycia złapanym?

Pozostało 580 znaków

2018-12-12 17:56
3

U nas jeden wykładowca brał listę i liczył ile osób jest wpisanych. Potem liczył osoby na sali i wykreślał tyle osób od tyłu ile wynosiła różnica :D

A co do Twojego przypadku to zalezy pewnie od wykładowcy. W najgorszym wypadku mozesz pewnie nie zaliczyć przedmiotu. (A moze wizyta u dziekana?) Generalnie nie polecam. Nie wiesz czy gośc nie ma gdzieś swojej kopii :)

edytowany 2x, ostatnio: Veox, 2018-12-12 18:02
u naa tak samo :P PRz? - Spine 2018-12-12 18:36
a czy nie byl czasem ten wykladowca profesorem matematyki? ;pp - lambdadziara 2018-12-12 19:40
Nope ;p PŁ ale widze ze to dość częsta praktyka wykładowców :) - Veox 2018-12-12 19:47

Pozostało 580 znaków

2018-12-12 18:48
5

Nie rozumiem kompletnie wykładowców wymagających obecnosći. Jak potrzebują publiczności to może powinni o karierze w showbiznesie pomyśleć.
(chociaż z tego co kojarze, część wykładowców tłumaczyła się, że im to zwisa, ale uczelnia wymaga).


Bardzo lubie Singletony, dlatego robię po kilka instancji każdego.
często wykład nie jest obowiązkowy ale obecność daje jakieś +5% - danek 2018-12-12 19:41

Pozostało 580 znaków

2018-12-12 19:08
0

u mnie też były listy, ale tylko na 1 roku były wykłady obowiązkowe, a gdy się dogadaliśmy z wykładowcą, że za obecność podwyższy ocene końcową to nagle wszyscy chodzili :D

edytowany 1x, ostatnio: mr_jaro, 2018-12-12 19:08

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 17:10
Czarny Kowal
1

Najlepszym rozwiązaniem tego typu konfliktów byłoby zlikwidowanie polskich uczelni, podpisanie umów z uczelniami amerykańskimi i branie od nich wykładów w formie video (większość uczelni amerykańskich nagrywa wykłady wewnętrznie dla studentów)+materiałów do nauki+ćwiczeń+egzaminów. Polscy wykładowcy mogliby służyć w tym systemie jako dodatkowi konsultanci, w razie jak student by czegoś nie rozumiał. Można by dzieki temu parukrotnie ograniczyć ich liczbę.

Z takiego czysto racjonalnego punktu widzenia, jaki jest dalszy sens istnienia polskich wykładowców, jeśli mamy dziś dostęp do 10 razy lepszej jakości nauczania?

Oczywiście nie znaczy to że powinniśmy wyeliminować instytuty naukowe/studia doktoranckie, mówie tutaj wyłącznie o samej edukacji wyższej.

bo wykłady z usa świetnie sprawdza się jako nauka na polonistyce xd - mr_jaro 2018-12-13 18:41
nie musisz miec uczelni do tego, na yt jest pelno darmowych wykladow z uczelni typu MIT, Stanford i co tam sobie jeszcze wymarzysz - lambdadziara 2018-12-13 19:19
Ja nie wiem co Wy z tymi amerykańskimi uczelniami oraz tym, że polskie uczelnie są słabe. Są bardzo dobre. W szczególności przyglądnij się wysokiemu poziomowi informatyki na najlepszych polskich uniwersytetach (UW, UJ, UWr). Popatrz też na różne rankingi konkursów programistycznych. Mamy bardzo dobre informatyki! Mówiąc o polskich naukowcach jako "konsultantach" nawet nie wiesz jak bardzo obrażasz wielu specjalistów, będących jednymi z najlepszych w swoich dziedzinach na świecie. - watek 2018-12-13 19:26

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 19:16
Skromny KotNo
0

Na UJ (WMiI) żaden wykład nie jest obowiazkowy bo po prostu nie pozwala na to regulamin studiów. Jakoś studenci chodzą na wykłady, bo chcą się czegoś nauczyć, chcą ułatwić sobie zaliczenie oraz wiedzą, po co studiują.

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 20:09
Czarny Kowal
0

@lambdadziara:

owszem, więc po co studenci mają tracić czas na przerabianie i tych (polskich słabych) i tych (amerykańskich dobrych) wykładów? skoro możemy stworzyć system edukacji przynajmniej częściowo oparty na modelu bezpośredniego transferu wiedzy ze stanów do polski?

@watek:

najlepszy polski wydział informatyki/matematyki czyli mimuw jest chyba 150 na świecie. Wchodzenie w debatę czemu polski system edukacji wyższej jest kijowy jest chyba bez sensowne, jaki jest koń każdy widzi. Najlepiej oceniać jakość danego systemu po efektach: polska innowacyjność, przemysł jest praktycznie zerowy. Nawet w sektorze IT opieramy się albo na outsourcingu, albo na powtarzaniu rozwiązań z zachodu, a nie na tworzeniu nowych innowacyjnych rozwiązań opartych o nowe technologie.

Zgodnie najnowszymi rankingami ~50, co w skali światowej, wypada całkiem imponująco. - Hakuna 2018-12-13 22:06

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 22:21
1

Z takiego czysto racjonalnego punktu widzenia, jaki jest dalszy sens istnienia polskich wykładowców, jeśli mamy dziś dostęp do 10 razy lepszej jakości nauczania?
Można by dzieki temu parukrotnie ograniczyć ich liczbę.

Niby fajnie, ale studia (mówię o publicznych) służą do tego, żeby trwały jak drzewo i zapewniały miejsca pracy wykładowcom, oraz innym pracownikom uczelni. A także do tego, żeby dostawać dotacje i czy zarabiać na płatnych zajęciach. Interes studenta jest na drugim(albo trzecim czy dwudziestym) miejscu. Ważne tylko, żeby dany kierunek był na tyle atrakcyjny, żeby ktoś na niego się zapisywał. Ale do tego wystarczy prestiż/marka uczelni czy mit o tym, że pewne kierunki są przyszłościowe(a jeśli nie są przyszłościowe, to się zachęca studentów, że są przynajmniej ciekawe).

(Tzn. krytykuję tutaj system edukacji wyższej w Polsce ogólnie, bo sami wykładowcy potrafią być bardzo pro-studenccy. Ale jak system jest zły, to nic nie zdziałają. Poza tym nawet fajni wykładowcy są już czasem przesiąknięci tym matriksem akademickim i np. wymagają obecności "bo tak się robi" bo "muszą mieć podstawy do zaliczenia". Chociaż w sumie nie wiem, może to też czasem jest narzucone przez chory program studiów?).


((0b10*0b11*(0b10**0b101-0b10)**0b10+0b110)**0b10+(100-1)**0b10+0x10-1).toString(0b10**0b101+0b100);
edytowany 2x, ostatnio: LukeJL, 2018-12-13 22:22

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 22:24
Elka
0

Spotkałem się z sytuacją, że domyślnie wykłady nie są obowiązkowe z wyjątkiem przedmiotów na których można uzyskać zaliczenie na podstawie obecności na wykładzie. Nawet wtedy był wybór, bo można było nie przychodzić i przynieść referat lub napisać kolokwium.

Pozostało 580 znaków

2018-12-13 23:08
Czarny Kowal
0

@Hakuna:

jeden wydział na którym studiuje 50 osób na roku, 50 na świecie, to jest dla Ciebie imponujące xD ? przecież my jesteśmy 24 gospodarką świata. Conajmniej jedna polska uczelnia powinna być w top100. Nawet białoruskie i ukraińskie uczelnie są wyżej od naszych. Jakiś mistrzu zaraz wyjdzie hurr durr to tylko rankingi, subiektywne i w ogóle. Ale te rankingi świetnie oddają poziom rozwoju technologicznego i innowacyjności kraju. Nie chce mi się tu teraz robić badań statystycznych, ale korelacja między tymi rankingami a innowacyjnością kraju jest praktycznie 100% patrząc na oko.

a kogo obchodzi uczelnia kiedy w kraju łamana jest konstytucja :D - mr_jaro 2018-12-13 23:30
Jaka konstytucja? XD Jest coś takiego w ogóle w Polsce? XD Myślałem, że Konstytucja w Polsce to tylko takie święto, żeby nie iść do pracy 3 maja. - LukeJL 2018-12-14 15:26
Chociaż jak jest to i tak niedługo i tak ją zlikwidują jakąś ustawą o likwidacji konstytucji. Albo UE każe nam ją zlikwidować albo stworzy nam odgórnie nową. - LukeJL 2018-12-14 15:27
@LukeJL: a kto tu mówi o polskiej, jak w poście chodziło o Białoruś? :O - enedil 2018-12-14 20:48

Pozostało 580 znaków

2018-12-14 12:15
1

Niby fajnie, ale studia (mówię o publicznych) służą do tego, żeby trwały jak drzewo i zapewniały miejsca pracy wykładowcom, oraz innym pracownikom uczelni. A także do tego, żeby dostawać dotacje i czy zarabiać na płatnych zajęciach. Interes studenta jest na drugim(albo trzecim czy dwudziestym) miejscu

A dlaczego interes studenta jest daleko? Bo uczelnie nie są rozliczane praktycznie z jakości kształcenia! Są rozliczane z liczby studentów (a dokładnie stosunku studentów do kadry). Jako pracownik naukowo-dydaktyczny, jestem pilnowany tylko abym wyprodukował odpowiednią liczbę punktów za publikacje/patenty/cokolwiek akurat wymyśliło ministerstwo (aktualnie na topie: granty, które dostaje głównie Warszawa), a oceny studentów za zajęcia praktycznie nie są brane pod uwagę przy ocenie pracowniczej (chociaż z nazwy stanowiska by wypadało to brać pod uwagę?). Przeprowadzane są ankiety okresowe prowadzących przez studentów, ale obecnie (może coś się zmieni, ale wątpię) nie mają większego wpływu (żeby nie było, to i studenci olewają oceny prowadzących, przeklikując np. same 5/5, albo 1/5, albo coś w tym stylu - BTW sama ankieta też jest skopana, ale to inna sprawa).

Dodatkowo, w rankingach... też nie bierze się pod uwagę jakości kształcenia! Liczą się: publikacje, patenty, Noble i tym podobne. Ciekawe, czy dzięki nowej reformie będzie gorzej - bo jest jeszcze większy nacisk położony na publikacje i punktozę, liczenie współczynników, przeliczników, slotów, wypełnień, liczby N i setek dziwnych rzeczy.

I fakt, że jeśli jestem w stanie, to stale aktualizuję przedmiot i staram się pokazywać najnowsze rzeczy, jakie mogę, kompletnie nikogo nie obchodzi i daje tylko mi jakąś satysfakcję.

No i na koniec: znajdźcie specjalistów z informatyki, którzy będą chcieli pracować na najwyższym światowym poziomie (jesteśmy 24. gospodarką świata!) za ~2,5k netto na początek.

Poza tym nawet fajni wykładowcy są już czasem przesiąknięci tym matriksem akademickim i np. wymagają obecności "bo tak się robi"

Albo bo np. jest tak wymagane w regulaminie studiów.

u mnie na uczelni wykładowcy od programowania i nie tylko nie robili na full etat na uczelni. Większość z nich miała swoje firmy i często opowiadali o projektach które realizują. - mr_jaro 2018-12-14 12:27
Właściwie na polskich uczelniach nie powinno być pracowników naukowo-dydaktycznych, a powinni się nazywać dydaktyczno-naukowi, bo podział czasu takiego pracownika to obecnie 65% działalności dydaktycznej, 25% naukowej a 10% organizacyjnej. Jak można robić jakąś rozsądną naukę 10 godzin tygodniowo, gdy tacy Chińczycy, Hindusi itd. siedzą nad nauka po 40 godzin tygodniowo albo i więcej. Generowanie 'autputu' (tak mawiał mój szef) w postaci publikacji to nie tylko pisanie, robienie badań ale także czytanie i myślenie co zajmuje sporo czasu, którego nie ma. - cs 2018-12-16 11:54

Pozostało 580 znaków

Odpowiedz
Liczba odpowiedzi na stronę

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0