ShookTea
2017-03-14 11:10

#offtopic #humor
#wspomnienia z #technikum nie wiem, po co to piszę, ale może ktoś się uśmiechnie z komizmu sytuacji :D
Początek klasy maturalnej w Najlepszym Technikum W Regionie™. Zajęcia z matematyki, nauczycielka pyta się:

Kto z was chciałby napisać maturę rozszerzoną?

Zgłasza się jakaś połowa z 30 osób. Matematyczka stwierdza, że większość z nich nie ma szans na dobry wynik i obstawia, że jedynie 2-3 osoby (w tym ja <3) mogą osiągnąć coś więcej. Dodała też, że jeżeli uzna, że ktoś nie jest w stanie zdać rozszerzonej matematyki, to... po prostu nie dopuści do egzaminu.

Nie wiem, dlaczego, ale część z osób naprawdę się tymi słowami przejęła. Na nic się zdały przekonywania, że matematyczka nie może nie dopuścić do matury, może jedynie wstawić ocenę niedostateczną i kogoś zablokować, ale:
1) od oceny można się odwoływać
2) jeżeli wcześniej nie mieli żadnych jedynek, to i tak przechodzą warunkowo.
No i część z tych kilkunastu osób zrezygnowała z rozszerzenia, które było dla nich numerem 1 przy rekrutacji na studia. Jakieś rozszerzenie na maturze trzeba jednak wziąć, a że w technikum prawdziwych polonistów ze świecą szukać, większość postanowiła pójść na drugi najważniejszy w rekrutacji przedmiot - angielski.

Kilka dni później, lekcja angielskiego. Do sali wchodzi wkurw... wkurzona nauczycielka. Podzieliła się z nami kilkoma ciekawostkami.
Nauczyciele przygotowujący uczniów do matury mają prowadzone statystyki zdawalności. Przyznają to wszyscy nauczyciele z wyjątkiem matematyków, według których takie statystyki nie istnieją.
Mimo to, wszyscy matematycy postanowili tego roku straszyć wszystkie klasy maturalne, że nie uda się im zdać matury rozszerzonej, przez co wiele osób - nawet tacy, którzy z maty są całkiem nieźli, a z języków obcych głąby - postanowili pisać rozszerzenie z angielskiego.

Rok szkolny 2015/16 zostanie tam zapamiętany jako wielka wojna domowa między matematykami a anglistami. <3

jarekw30

Pytanie tylko co mieli nauczyciele na myśli, skoro przedmiotu rozszerzonego nie da się nie zdać. O ile przy podstawie trzeba mieć 30% z każdego przedmiotu, o tyle na rozszerzeniu 0% to nadal zaliczenie. Zresztą takie sytuacje (że kogoś zmuszają pisać do innego przedmiotu, bądź nie dopuszczają) w technikach to praktycznie codzienność (przynajmniej rok temu tak było)

datdata

Traktowałbym to raczej jako patologię, niż codzienność.

Niektóre szkoły/nauczyciele mogą nie chcieć, żeby gorsi uczniowie zdawali matury, bo wpływa to na rankingi szkół lub ocenę nauczyciela. Łatwiej zabronić uczniowi zdawać maturę niż go nauczyć, żeby zdał lepiej.