Wątek przeniesiony 2020-11-08 22:47 z Kariera przez cerrato.

Firma sii - czy na b2b są płatne urlopy?

6

Dla mnie to jest przede wszystkim ucieczka przed lewactwem. Dwie strony chcą nawiązać między sobą współpracę, aż tu nagle wkracza państwo swoimi wielkimi butami, i mówi, co mamy nie robić, a czego nie - czyli tak zwany kodeks pracy.

7
doktorko napisał(a):

Dla mnie to jest przede wszystkim ucieczka przed lewactwem. Dwie strony chcą nawiązać między sobą współpracę, aż tu nagle wkracza państwo swoimi wielkimi butami, i mówi, co mamy nie robić, a czego nie - czyli tak zwany kodeks pracy.

łatwo mówić jak się pracuje w branży gdzie to pracownik najczęściej dyktuje warunki. Pogląd, że wolny rynek wszystko załatwi to mrzonka. Wśród programistów b2b to w zdecydowanej większości tylko optymalizacja podatkowa. Patologią jest, że będąc na b2b mogę sobie wziąć TV czy ekspres do kawy "na firmę". Teraz dostali prezent w postaci zwolnienia z ZUS-u czy bezpowrotnej pożyczki 5k.

title

6

chciałbym żeby w końcu ludzie przestali [email protected]#[email protected]ć że przejście na B2B to "tylko wyższa stawka"... :( :( to moje skryte marzenie wobec ludzkości

2

Każdy kto odrobinę umie liczyć nie chce się dokładać do instytucji typu ZUS, a to największa różnica między umową o pracę, a B2B.
Każdą inną kwestię można dopracować w umowie, tylko czasem trudno takie zapisy w umowie przeforsować, jak np. odpowiedzialność do kwoty 3 pensji, płatność za gotowość (urlop) itp.
W Polsce jest taki przykry zwyczaj dogadywania wielu rzeczy na gębę, a to jest fajnie, dopóki jest dobrze. Niestety też w sądach nie ma co szukać sprawiedliwości.
Prawo - prawem, a życie - życiem.

2

przykry zwyczaj dogadywania wielu rzeczy na gębę,

Wręcz przeciwnie, moim zdaniem takie coś jest fajne. I nie chodzi mi o umawianie się na kasę pod stołem czy inne obchodzenie przepisów, ale o to, ze w wielu przypadkach ustalenia słowne są wiążące. W Polsce mamy zamiłowanie do biurokracji, tworzenia umów na 20 stron, a do tego jeszcze fetysz pieczątek. Jeśli pod umowa albo pismem nie ma przynajmniej trzech, to nikt poważnie tego nie potraktuje.

W innych krajach ludzie zachowują się honorowo, są uczciwi a nie szukają okazji, jak można każdego wydymać. Chociażby taka prozaiczna sprawa jak sprzedaż. Sam kilka razy widziałem w innych krajach (chociażby Holandii) wystawione przy drodze stragany/stoiska, na których masz wyłożone owoce/kwiaty, informację o cenie oraz słoiczek na pieniądze. I tam ludzie podchodzą, biorą co im potrzebne, wkładają kasę do słoiczka oraz ewentualnie wydają sobie resztę. U nas takie coś by było nie do pomyślenia. Nie tylko momentalnie by słoiczek zniknął, ale jeszcze chwilę później wszystko wystawione na straganie, a potem by podjechał Mieciu jakimś starym Sprinterem, na którego by załadował stoły i namiot, w którym sprzedaż była prowadzona.

2
cerrato napisał(a):

Wręcz przeciwnie, moim zdaniem takie coś jest fajne. I nie chodzi mi o umawianie się na kasę pod stołem czy inne obchodzenie przepisów, ale o to, ze w wielu przypadkach ustalenia słowne są wiążące. W Polsce mamy zamiłowanie do biurokracji, tworzenia umów na 20 stron, a do tego jeszcze fetysz pieczątek. Jeśli pod umowa albo pismem nie ma przynajmniej trzech, to nikt poważnie tego nie potraktuje.

No, ale poza trochę prześmiewczym opisem tej sytuacji, który wydaje mi się subiektywny, to co właściwie jest w tym złego, że jest DOKUMENTACJA relacji biznesowej w formie umowy?

Ja podam przykład z życia. Pracowałem kiedyś w firmie, gdzie urlopy, wypowiedzenie i chorobowe miałem na gębę. Obiecał mi je aktualny prezes firmy i przestrzegał jak świętości.
Człowiek bardzo uczciwy i honorowy. Problem był taki, że jak w firmie zaczęło robić się źle, to inwestor zdjął gościa ze stanowiska i chciał zlikwidować firmę. Oczywiście nie chciał nic słuchać o moich okresach wypowiedzenia, zaległych urlopach itp.

Nigdy nie wiesz, co się stanie z osobą, z którą dogadujesz się na "gębę", a w życiu bywa różnie.
W innych branżach też to często widzę. W budowlance też nikt nie chce żadnych umów itp., a później są problemy, że coś jest uszkodzone i nie wiadomo, dlaczego, kto odpowiada, czy ja miałem coś przygotować i coś wytłumaczyć, czy nie miałem nic tłumaczyć i sam wykonawca miał rozumieć, że ma zrobić zgodnie z przepisami itp.

Edit:
A raz miałem też w drugą stronę sytuację. Miałem umowę B2B o treści - przez najbliższe X miesięcy robię projekt do stadium Y.
Klient się wycofał, a oni nie mogli mnie zwolnić, ani przerzucić do innego projektu, bo ja mogłem powiedzieć: "Ziomki, nic mnie to nie obchodzi" ja mam kontrakt to robię.
Oczywiście dogadałem się na aneks i zmianę projektu, ale tam na logikę w jakiej byliby sytuacji, gdyby np. nie mieli innego projektu, a ze mną mieli kontrakt i ja przez następne np. 6 miesięcy uparłbym się na robienie nikomu nie potrzebnych funkcji i wystawiał co miesiąc faktury?

3

@renderme: może inaczej - nie ma niczego złego w spisaniu ustaleń, ale też nie zgadzam się, że ustalanie rzeczy "na gebę" jest przykrym zwyczajem (i jedynie do tego się odnosił mój post). To po prostu zależy od tego, z kim się rozmawia i jaki poziom te osoby prezentują. Sam parę razy pożyczałem kumplom dość niemałe sumy, albo np. dawałem samochód na weekend (bo gdzieś musiał pojechać) i żadnych papierów do tego nie robiłem. Wiem, porównanie znajomego do firmy jest trochę naciągane, ale chodzi mi jedynie o to, że jeśli masz świadomość, że gadasz z kimś uczciwym i solidnym, to (postawa coraz rzadziej spotykana) słowo takiej osoby ma taką samą wartość, jak papierek.

4
cerrato napisał(a):

chodzi mi jedynie o to, że jeśli masz świadomość, że gadasz z kimś uczciwym i solidnym, to (postawa coraz rzadziej spotykana) słowo takiej osoby ma taką samą wartość, jak papierek.

To jest jak z ubezpieczniami. Dopóki wszystko jest ok, to są zbędne. Może się jednak okazać, że osobie, z którą się dogadywałeś coś się np. stało i robi się dziwna sytuacja.
Ludzie są skłonni do różnych zachowań, gdy kończą im się pieniądze :)

1
renderme napisał(a):

Każdy kto odrobinę umie liczyć nie chce się dokładać do instytucji typu ZUS

Wyjątki od reguły nikogo nie obchodzą.

4
cerrato napisał(a):

To po prostu zależy od tego, z kim się rozmawia i jaki poziom te osoby prezentują. Sam parę razy pożyczałem kumplom dość niemałe sumy, albo np. dawałem samochód na weekend (bo gdzieś musiał pojechać) i żadnych papierów do tego nie robiłem. Wiem, porównanie znajomego do firmy jest trochę naciągane, ale chodzi mi jedynie o to, że jeśli masz świadomość, że gadasz z kimś uczciwym i solidnym, to (postawa coraz rzadziej spotykana) słowo takiej osoby ma taką samą wartość, jak papierek.

To prawda. Jednak jak uczy życie - umowy podpisuje się na złe czasy.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1