Nowy podatek od pojazdów spalinowych

3

@smieszekheheszek: ja jako fan komunikacji miejskiej twierdzę, że to jest głupota. Sprawa jest prosta - czym innym jest jazda po zatłoczonym mieście, a czym innym jest dojeżdżanie tam, gdzie transportu nie ma. Sam znam człowieka, który do Żabki oddalonej o 900 metrów jechał samochodem po dwa czteropaki piwa, ale to nie znaczy jeszcze, że wszyscy mają ten komfort.

Są tacy niepoprawni ludzie, ale większość osób które znam wsiada za kółko bo alternatywy albo nie ma, albo są one bardzo niepraktyczne.

2

@smieszekheheszek: przestaniesz być fanem zbiorkomu jak wszyscy przerzucą się na komunikację, popyt przekroczy ilość dostępnego miejsca/biletów, przytulony do szyby jak glonojad pociągając nosem zapach spoconej pachy sąsiada ale szczęśliwy z efektów walki nad globalnym ociepleniem.

Zgadzam się z @wartek01, jak mieszkasz pod miastem bez auta ani rusz jeśli jedyny autobus jeździ co 1,5-2 godziny, nie masz jak się dostać do pracy, sklepu, lekarza. Nie każdy ma możliwość pracować zdalnie i zarabiać duże pieniądze aby walić go takimi dodatkowymi opłatami co rok jak OC

2

@leoninus: Ale co to za argument, że ktoś potrzebuje do pracy? Wiadomo, że samochód w niektórych pracach jest potrzebny. Ale koszty jego utrzymania, to koszt jak każdy inny i będzie dotykał wszystkich na rynku. Rzeczywistość jest taka, że za 2 minimalne pensje można kupić coś, co czasami jeździ. Kiepska komunikacja zbiorowa/publiczna powoduje, że jak pracujesz nawet delikatnie nietypowo, to musisz poruszać się samochodem, bo np. nie masz szans dotrzeć autobusem do pracy w sensownym czasie na 6 rano, albo wrócić do domu kończąc o 22. Tylko nie rozumiem, dlaczego jest to argument za tym, że samochody powinny być tańsze w utrzymaniu, a nie za tym, że komunikacja miejska powinna być lepsza.

Co do reszty postów - tak są sytuacje, w których samochód jest potrzebny, albo ciężko go obecnie zastąpić. Tylko pomiędzy pojechaniem 500m do żabki po kondony, a dowiezieniem worka cementu na budowę jest jeszcze pozostałe 90% sytuacji, w których samochodu można byłoby nie używać, a z różnych powodów się go używa. Np. odwożenie dzieci do szkoły kilometr od domu, dojeżdżanie z osiedla mieszkaniowego do jakiegoś biurowca w centrum i inne podobne.
Jeżeli ktoś, kto pracuje za ~minimalną, dojeżdża do pracy samochodem, to to nie jest normalne. Nie żałuję mu, że to robi, ale po prostu powinien mieć bardziej opłacalną alternatywę w postaci dogodnego połączenia zbiorowego.
@bartnskey: Oczywiście, że utrzymanie autobusów kosztuje, ale wcale nie więcej niż rozbudowa i remonty dróg wymuszone przez zwiększający się ruch samochodów osobowych. Budżet to kwestia wyboru - można albo rozbudowywać drogi, co generalnie da niewiele, bo geometria to świnia, a można poprawić komunikację zbiorową.

1
piotrpo napisał(a):

@leoninus: Ale co to za argument, że ktoś potrzebuje do pracy? Wiadomo, że samochód w niektórych pracach jest potrzebny. Ale koszty jego utrzymania, to koszt jak każdy inny i będzie dotykał wszystkich na rynku.

Ja tylko piłem do tego emeryta w tico i stwierdzeń, że do pracy zawsze można dojechać samochodem albo rowerem.

I nie, nie dotknie wszystkich, w każdym razie nie jednakowo. Bardziej dotknie tych, którzy nie tylko dojeżdżają do pracy, ale też w pracy jeżdżą, jak też tych, którzy nie dojadą w rozsądnym czasie zbiorkomem ani rowerem albo muszą wozić sprzęt. I jasne, koszt jak każdy inny, tyle że paliwo plus serwis + OC + podatek, i nagle z faktycznej (!) średniej (!) schodzisz w okolice minimalnej albo poniżej, bo mówimy o, dajmy na to, tysiącu miesięcznie.

Powtórzę: zbiorkom zbiorkomem, ale faktyczne zarobki nie uzasadniają dowalania podatków w takiej wysokości, o jakiej mowa w tym wątku (tysiące rocznie).

W ogóle chyba niektórzy nie zdają sobie sprawy, ilu ludzi korzysta w pracy z własnych samochodów, od rozwozicieli jedzenia poprzez pielęgniarki z hospicjum domowego po pracowników pomocy społecznej. Wielu nie dostaje przy tym za zwrot paliwa.

Tak czy inaczej, powtórzę raz jeszcze, chodzi mi o domniemaną wysokość, a nie ogólny kierunek.

2

@leoninus: Mi chodzi o to, że jeżeli jest 10 firm zajmujących się tym samym (np. wykończeniówką), to ich działalność będzie w podobnym stopniu dotknięta przez podatki, co spowoduje podobny wzrost kosztów działalności i nie wpłynie na konkurencję pomiędzy tymi firmami. Oczywiście do momentu, w którym któraś nie znajdzie sposobu na optymalizację tych kosztów.

To, że jest w PL spora grupa ludzi, która zarabia faktycznie poniżej minimalnej, bo np. wymaga się od nich utrzymania samochodu, albo zamiast 168 godzin miesięcznie zapieprzają 250 jest oczywiście patologią, ale zupełnie osobną.

2
piotrpo napisał(a):

@leoninus: Mi chodzi o to, że jeżeli jest 10 firm zajmujących się tym samym (np. wykończeniówką), to ich działalność będzie w podobnym stopniu dotknięta przez podatki, co spowoduje podobny wzrost kosztów działalności i nie wpłynie na konkurencję pomiędzy tymi firmami. Oczywiście do momentu, w którym któraś nie znajdzie sposobu na optymalizację tych kosztów.

A ja mówię o pracownikach. W przypadku niektórych przestanie mieć sens codzienne telepanie się 25-letnim gratem za tysiąc powyżej minimalnej, bo w byle żabce pod nosem dostaną tyle samo. Na przykład znajoma codziennie dojeżdża kilkadziesiąt kilometrów do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego. Płaci ze 200 zł za paliwo, OC i płyny - dalsze 100, serwis - nie wiem, ale u nas to jest 300 miesięcznie jak nic (tylko ostatnie półtora roku: wahacze, opony, chłodnica, tłumik, kradzież katalizatora, urwane lusterko, przednia szyba, alternator, przewód hamulcowy, lampa, żarówki, olej). Zabiorą jej drugie 500 miesięcznie, to równie dobrze może pójść do pobliskiego DPS-u, gdzie pewnie dostanie minimalną albo niewiele więcej, bo to jednostka samorządowa, więc nie obejmuje jej ustawa o pracownikach zdrowia, tylko rozporządzenie wykonawcze do ustawy o pracownikach samorządowych.

0

Macie racje, rozgryzłem to.
Wprowadzą podatek, który dotknie największe gruzy tj. najuboższych. Następnie to spowoduje, że prywatne koncerny i ich fabryki/magazyny upadną, bo nie będzie jak do nich dojechać z pobliskich wsi (no przecież nie wpadną na to, by wprowadzić jakieś autobusy) przez co w praktyce wzrośnie konkurencja na stanowisku sprzedawca w Żabce czy nauczyciel w szkole.

Plusy:

  • Żabki rydzyka będą mogły płacić mniej bo będzie większa konkurencja
  • Będzie się opłacało zostać nauczycielem, bo w każdej wsi jest szkoła, stawki również nie będą musiały być podnoszone bo lepiej za minimalną jako nauczyciel niż kupić elektryka i robić w montowni
  • W każdej wsi jest również kościół, więc z powrotem seminaria duchowne będą pełne
  • Budżetówka - jak wyżej, bo wszędzie jest urząd gminy itp.
  • Będzie więcej lekarzy, bo przychodnia też powinna być w większej gminie, więc będzie to opłacalny zawód bez potrzeby dojeżdżania
  • Państwo wykupi prywatne firmy, będziemy produkować Izerę, więc nie będzie problemem wprowadzenie autobusów elektrycznych które jednak będą zbierały ludzi z pobliskich wsi by pracowali

Już wiem dlaczego PiS chętnie przyjął zapisy tej ustawy.

0
piotrpo napisał(a):

To w jaki sposób rozwój OZE i energetyki jądrowej rozłoży nasz przemysł? Żeby nie było, obniżenie emisji CO2 o 75% to faktycznie jakaś bzdura na kiblu pisana.

Jaki rozwój?
Jeśli czytałeś kiedykolwiek jakiś plan - to regulacja rynku polega głównie na obowiązkach i opłatach. Czy będzie jakiś rozwój i czy będzie energetyka jądrowa to się dopiero zobaczy - tzn. jeśli rynek dostarczy. Jeśli rynek nie dostarczy to żadnego rozwoju nie będzie a opłaty będą na pewno.

wartek01 napisał(a):

Teraz na poważnie: to, że maleją nam zasoby wody to fakt namacalny. Jedną z przyczyn jest zmiana klimatu: https://polskieradio24.pl/5/1222/artykul/2959307,w-polsce-mamy-permanentna%C2%A0susze-hydrolog-imgw-o-zmianach-klimatu . Poza tym mamy nie mamy retencji oraz po prostu marnujemy wodę.

A przepraszam - jak "namacałeś" ten fakt?
I po dokładniejszym pomacaniu - wyszło ci że maleją a) od 7 lat b) od 20 lat c) od 200 lat?
Bo piszesz tak jakby nasze zasoby były niskie od kilku lat.

Przypomina, że susza jest spowodowana brakiem opadów deszczu oraz wysoką temperaturą. - Efektem braku opadów i wysokiej temperatury jest to, że zmienia się klimat

Może po kolei - pomieszałeś zasoby wody z opadami (a właściwie ich brakiem) i postawiłeś znak równości.

Dałoby się temu zapobiec zwiększając właśnie procent retencji - ale to kosztuje i to jest właśnie koszt zmiany klimatu.

Tylko że nie wolno ukrywać że koszt związany z retencją to odcinanie dopływu wodu - tam gdzie ona odpływa - czyli rzek i finalnie do morza.
Tymczasem widzę że wzorując się na różnych portalach i gazetach - z twojej wypowiedzi (i nie tylko twojej) można niechcący odnieść wrażenie że retencja przywróci wodę do rzek.
Bo "organizacje ekologiczne" wyrażają się jasno (co wymaga czytania ze zrozumieniem czego na tym forum szczególnie brakuje):

"Odtworzenie retencji glebowej i krajobrazowej, a także odstąpienie od inwestycji mających na celu udrażnianie i regulowanie cieków, w konsekwencji przyspieszających odpływ wody ze zlewni i zwiększających ryzyko zarówno suszy na terenach rolniczych, jak i powodzi w dolnych odcinkach dużych rzek, to najpilniejsze zadania, które chronić będą zasoby wodne Polski i zapewnią trwałość produkcji rolnej, a zatem bezpieczeństwo żywnościowe kraju – wyjaśnia Przemysław Nawrocki z fundacji WWF Polska."

Znikające zasoby wodne można wytłumaczyć jeszcze inaczej - im wyższe wymagania jakościowe dot. wody - tym mniejsze zasoby wody mamy w kraju:

"Pojęcie stresu wodnego nie skupia się wyłącznie na ilości dostępnych zasobów, ale także na ich jakości. Na tym polu również występują problemy. Przykładowo w 2019 roku państwowi inspektorzy sanitarni zakwestionowali jakość 1 764 próbek wody w gminach wiejskich położonych na terenie 5 województw, co stanowiło ok. 11 proc. wszystkich przebadanych."

Czyli - dokładnie tak jak ze smogiem - im bardziej pompujemy dopuszczalne poziomy różnych zanieczyszczeń - tym bardziej dramatyczna staje się sytuacja - i tak zasoby wody znikają.

leoninus napisał(a):

Tak czy inaczej, powtórzę raz jeszcze, chodzi mi o domniemaną wysokość, a nie ogólny kierunek.

A mi chodzi o kierunek, bo kierunek nie ma żadnego naturalnego bezpiecznika gdzie należałoby zatrzymać głupi marsz, tzn. dopóki ludzie politycznie akceptują idiotyzmy - dopóty można to robić  nie martwiąc się o skutki uboczne

0
Przebrzydły Kontestator napisał(a):
wartek01 napisał(a):

Teraz na poważnie: to, że maleją nam zasoby wody to fakt namacalny. Jedną z przyczyn jest zmiana klimatu: https://polskieradio24.pl/5/1222/artykul/2959307,w-polsce-mamy-permanentna%C2%A0susze-hydrolog-imgw-o-zmianach-klimatu . Poza tym mamy nie mamy retencji oraz po prostu marnujemy wodę.

A przepraszam - jak "namacałeś" ten fakt?

Od tych dziesięciu lat w lato wychodzę i widzę, że jest coraz bardziej sucho.

Bo piszesz tak jakby nasze zasoby były niskie od kilku lat.

A ty piszesz tak, jakbyś nie potrafił czytać. Tu nie chodzi o to, że nasze zasoby są niskie, ale o to, że maleją. W 1980 roku były niskie, teraz są o 20-30% niższe, pomimo tej samej liczby opadów.

Przypomina, że susza jest spowodowana brakiem opadów deszczu oraz wysoką temperaturą. - Efektem braku opadów i wysokiej temperatury jest to, że zmienia się klimat

Może po kolei - pomieszałeś zasoby wody z opadami (a właściwie ich brakiem) i postawiłeś znak równości.

:D
Dostałeś cytat: "susza jest spowodowana brakiem opadów oraz wysoką temperaturą" - a ty piszesz tylko o tym pierwszym. Rozmawiamy o temperaturze - sam zadałeś pytanie o jej wpływ.

Tylko że nie wolno ukrywać że koszt związany z retencją to odcinanie dopływu wodu - tam gdzie ona odpływa - czyli rzek i finalnie do morza.
Tymczasem widzę że wzorując się na różnych portalach i gazetach - z twojej wypowiedzi (i nie tylko twojej) można niechcący odnieść wrażenie że retencja przywróci wodę do rzek.
Bo "organizacje ekologiczne" wyrażają się jasno (co wymaga czytania ze zrozumieniem czego na tym forum szczególnie brakuje):

I nic z tego nie wynika bo:

  • retencję mamy na bardzo niskim poziomie (odpowiednio spowodowana działaniami ludzi - 7%, i suma naturalnej i ludzkiej - 15%)
  • a jeziora i rzeki i tak wysychają

Czyli - dokładnie tak jak ze smogiem - im bardziej pompujemy dopuszczalne poziomy różnych zanieczyszczeń - tym bardziej dramatyczna staje się sytuacja - i tak zasoby wody znikają.

Oho, widzę nowy wątek w sprawie - czyli jeziora nam wysychają a Polska powoli wysycha bo hydrolodzy zmieniają normy.

3

Celem nowego podatku jest zniechęcenie obywateli do posiadania i użytkowania starych pojazdów
Żelazna logika - zabierzmy kasę tym, którzy ją odkładają, by móc zmienić stare auto na nowe - na pewno zrobią to szybciej :D

Haskell napisał(a):

S = cc^2 * euro * 500zł

Mam 22 letnie auto (na liczniku dopiero 160Mm, więc ledwo silnik dotarty), nie mam pojęcia jaką normę euro ma - w necie nie udało mi się znaleźć (Citroen Xsara Picasso, 2001, 2.0 HDi).
Wartość rynkowa grubo na oko 5000zł.
To czy ja dobrze liczę? Zakładając najniższą normę euro 1 = 8
2^2 * 8 * 500zł = 16000zł?! I tak co roku?

Nie zarabiam najniższej krajowej, ale jak spojrzałem na ceny aut, które mnie interesują, to musiałbym sprzedać 20 takich Xsar by kupić nowe auto. To jak mi chcą zabierać taką kasę, to tylko wydłużają czas ile nim będę jeździł, bo zwyczajnie zabierają ją z puli "na nowe auto". Kogoś pogrzało ostro. Nie ma opcji, że ten wzór ma sens.

2

@Przebrzydły Kontestator: jak wjedziesz w przyszłym roku np. do Krakowa tym autem - to będzie Ciebie ścigał aparat, nawet jak przejedziesz tylko 100m poza granicę miasta (w szczerym polu za tabliczką z nazwą miejscowości). Wkrótce zostaniesz ściganym przestępcą

Jedno zdanie, kilka kłamstw. Nie szczere pole, bo jedynie SCC w ścisłym centrum, i nadal będzie można tym samochodem (Euro 2) tam wjechać.

@Marooned: Dacia Spring podobno od 107000, dotacja 27k w programie "mój elektryk". Z nowych taniej, już tylko jakieś żabulce typu Kijana Piccanto i podobne.

0
piotrpo napisał(a):

Jedno zdanie, kilka kłamstw. Nie szczere pole, bo jedynie SCC w ścisłym centrum, i nadal będzie można tym samochodem (Euro 2) tam wjechać.

Witamy następnego bambika z typu nie wiem, ale na pewno mam rację, a więc skoro nie przeczytałeś oficjalnej strony SCT w Krakowie, to "poczytaj mi Mamo" bo sam nie bardzo umiesz
strona SCT: https://ztp.krakow.pl/sct/wymogi-sct

Nie szczere pole, bo jedynie SCC w ścisłym centrum,

Zapraszam do oglądania mapki - z SCT wyłączona jest tylko obwodnica - wszystkie pola na peryferiach SĄ W STREFIE!!
screenshot-20231013121439.png

i nadal będzie można tym samochodem (Euro 2) tam wjechać.

Otóż nie - bo nie wystarczy mieć EURO 2 - trzeba mieć jeszcze NALEPKĘ:

screenshot-20231013121658.png

Więc nie rób z ludzi idiotów że wjadą sobie "na pałę" i nic się nie stanie. Masz EURO 6 ale nie masz nalepki to NIE WJEDZIESZ. Kropka.

Poniżej zdjęcie wjazdu do Krakowa od strony Katowic - za tym zielonym znakiem od 1VII MUSISZ mieć nalepkę.
Wg. piotrpo - na zdjęciu jest "ścisłe centrum"

screenshot-20231013123403.png

A opowiadających bzdury zapraszam na filmik o "grzmocących się pandach"

2

@Przebrzydły Kontestator: Nie wiedziałem, że SCT w Krakowie ma zostać rozszerzona - mój błąd. Pomysł z nalepkami - powinno być to zrobione elektronicznie, skoro i tak jest już CEPiK. Natomiast nadal, te "czyste" samochody to diesel wyprodukowany po 1996 roku, z wyłączeniem osób starszych, niepełnosprawnych itp.

0
piotrpo napisał(a):

@Przebrzydły Kontestator: Nie wiedziałem, że SCT w Krakowie ma zostać rozszerzona - mój błąd. Pomysł z nalepkami - powinno być to zrobione elektronicznie, skoro i tak jest już CEPiK. Natomiast nadal, te "czyste" samochody to diesel wyprodukowany po 1996 roku, z wyłączeniem osób starszych, niepełnosprawnych itp.

Nie ma być rozszerzona tylko OD RAZU obejmie całe miasto z wyjątkiem obwodnicy zarządzanej przez GDDKiA. Całe miasto = 326 km2 - możesz to porównać z wielkością stref i powierzchnią innych miast.

Jedyne co się zmienia z czasem to coraz wyższe wymagania co do normy EURO - dzięki temu będzie można kłamać za rok że "coraz więcej jest w mieście starych samochodów nie spełniających norm".
Będzie więcej samochodów nie spełniających normy bo norma się zmienia na wyższą.

Ale tak czy siak nie należy ludzi robić w buca i powtarzać im nieprawdy

wartek01 napisał(a):

A ty piszesz tak, jakbyś nie potrafił czytać. Tu nie chodzi o to, że nasze zasoby są niskie, ale o to, że maleją. W 1980 roku były niskie, teraz są o 20-30% niższe, pomimo tej samej liczby opadów.

Piszę tak żeby zrozumieć źródła Twojego "namacania". I skąd bierzesz wiarygodne źródła, bo to wcale nie jest takie proste

Dostałeś cytat: "susza jest spowodowana brakiem opadów oraz wysoką temperaturą" - a ty piszesz tylko o tym pierwszym. Rozmawiamy o temperaturze - sam zadałeś pytanie o jej wpływ.

Czekaj czekaj, widzę znowu jakiś skrót myślowy - wróćmy do kontrowersyjnych tez które gdzieś wymacałeś:
Teza 1: zasoby wody w Polsce maleją - tak czy nie? Od kiedy?
Teza 2: susza jest spowodowana brakiem opadów i wysoką temperaturę - NIE, w Polsce nie ma obszarów z brakiem opadów, więc nie ma nigdzie suszy wg. Twojej (i medialnej) definicji

Susza hydrologiczna i rolnicza to zupełnie inne pojęcia.

I nic z tego nie wynika bo:

  • retencję mamy na bardzo niskim poziomie (odpowiednio spowodowana działaniami ludzi - 7%, i suma naturalnej i ludzkiej - 15%)
  • a jeziora i rzeki i tak wysychają

Wypadałoby wskazać gdzie jest ten niski poziom, bo pokazałeś jakieś przypadkowe jezioro w Wielkopolsce, może pokaż retencję np. w Tatrach nad Morskim Okiem dla porównania
No ale zakładam że 7% (od czego? 190 mld m3) to na pewno poziom do niepokoju, bo któraś "gazeta" tak "wymacała".

Oho, widzę nowy wątek w sprawie - czyli jeziora nam wysychają a Polska powoli wysycha bo hydrolodzy zmieniają normy.

To może zacznijmy od najprostszych informacji:

Polska ma zasoby wody typowe dla naszej strefy klimatycznej. Ilość i dostępność wody nie jest poważnym problemem. Jeśli występują niedobory, to mają one charakter lokalny lub przejściowy. To, że wody nie brakuje w Polsce, nie oznacza, że nie ma problemów w obszarze gospodarki wodnej. W większym stopniu odnoszą się one do jakości niż do ilości. Polska ma problemy z jakością wód powierzchniowych.

Zgadzasz się z tezami tego raportu? https://serwisy.gazetaprawna.pl/ekologia/artykuly/8202279,woda-jakosc-ilosc-fundacja-przyjazny-kraj-raport.html

1

W systemie CEPIK od 20 sierpnia przez 30 dni trwała aktualizacja normy spalin wszystkich aut zarejestrowanych przed 2018. Podobno jest dużo błędów, sprawdźcie sobie. To może mieć duże znaczenie przy nowym podatku albo chociaż przy wjeździe do strefy czystego transportu.

0

Dobrze wiecie że podnoszenie opłat za emisje ma się nijak do ekologii bo co zmienia większa opłata względem środowiska. Tym bardziej że te pro ekologiczne rozwiązania są wątpliwej często jakości ekologicznej. Moja teoria jest w tej sprawie bardzo nieprawdopodobna. Nie do uwierzenia. Trąci szaleństwem - a o niej poniżej..

A. Urzędnicy UE są przekupieni przez Chiny aby całkowicie zatopić gospodarkę krajów UE i zdeklasyfikować ten HUB zaplecza dla USA. Europa w zasadzie jest często liczona jako jedna struktura a szalą jest zawsze USA względem obecnie Chin. Więc może urzędnicy UE dostają grubo masła aby skutecznie zatopić Europę gospodarczo. Bo innych rezultatów nie bardzo można oczekiwać po tych wymyślonych zasadach. Lub opcja 2.

B. UE czyli tak naprawdę Niemcy chcą zrobić federalizację Europy pod ich butem (taką tam 4 rzeszę). Jednakże kraje silnie jednolite etnicznie lub kulturowo nie są modalne. Więc najpierw zapraszają afrykańskich programistów na pontonach aby zniwelować etniczność i poczucie narodowe. Jak już wszystkie kraje się rozmiękczy jak choćby Francję (kochająca adwentowe paczkomaty Impost przed świętami) czy Szwecję to powoli się wprowadzi wspólną armię UE, wspólną politykę bez prawa weta. A potem to co było znane w koloniach na przykład UK. Zarządzanie siłą niepokornych i wypychanie już nie większości ale niewygodnej grupy do lamusa - getta (niekoniecznie kowidowego). Następnie już sobie oczyszczą powoli odpowiednią metodą sterylizacji swój faterland czyli erupę. A Niemcy planują na dziesiątki lat a nie jak Polska na jutro.

Oczywiście to nieprawdopodobne teorie, niemożliwe, jak wszystkie inne jakie miały miejsce. A że wszystkie kraje zwirowały tak samo wbrew danym i statystyką i to na raz to czysty przypadek. Tutaj wymyka się reszta świata kultury zachodu - może warto by wprowadzić grupę trzymającą banki światowe do tego - że ogólnie ludność świata ma się dzielić na tego co ma władzę i tego co służy i jest nic nie znaczący. A kto ma niemal całą kasę w ręku zarządzania bankami światowymi - ci co często krzyczano że zatruwali studnie w średniowieczu. A przynajmniej tak się wydaje.

Także nie będziecie mieli nic i będziecie szczęśliwi... już niebawem. A jak nie.. to chińska kamera wykryje, że nie jesteście dość na twarzy szczęśliwi i nie wpuści was do autobusu, pociągu lub innego roweru.

0
Cimron napisał(a):

A. Urzędnicy UE są przekupieni przez Chiny aby całkowicie zatopić gospodarkę krajów UE i zdeklasyfikować ten HUB zaplecza dla USA. Europa w zasadzie jest często liczona jako jedna struktura a szalą jest zawsze USA względem obecnie Chin. Więc może urzędnicy UE dostają grubo masła aby skutecznie zatopić Europę gospodarczo. Bo innych rezultatów nie bardzo można oczekiwać po tych wymyślonych zasadach. Lub opcja 2.

Dlaczego Chiny a nie Rosja? Przecież Rosja ma swoich agentów na zachodzie europy od czasów rewolucji październikowej. To Rosja urzymywała najważniejszych polityków zachodnich - takich jak G. Schroeder. Masła na pewno nie zabraknie, a dla Rosji (czy ZSRR) od czasu utworzenia NATO - jest to główny przeciwnik i na pewno zrobi wszystko żeby osłabić NATO - choćby "europejską armią" w rurkach.

B. UE czyli tak naprawdę Niemcy chcą zrobić federalizację Europy pod ich butem (taką tam 4 rzeszę). Jednakże kraje silnie jednolite etnicznie lub kulturowo nie są modalne. Więc najpierw zapraszają afrykańskich programistów na pontonach aby zniwelować etniczność i poczucie narodowe. Jak już wszystkie kraje się rozmiękczy jak choćby Francję (kochająca adwentowe paczkomaty Impost przed świętami) czy Szwecję to powoli się wprowadzi wspólną armię UE, wspólną politykę bez prawa weta. A potem to co było znane w koloniach na przykład UK. Zarządzanie siłą niepokornych i wypychanie już nie większości ale niewygodnej grupy do lamusa - getta (niekoniecznie kowidowego). Następnie już sobie oczyszczą powoli odpowiednią metodą sterylizacji swój faterland czyli erupę. A Niemcy planują na dziesiątki lat a nie jak Polska na jutro.

Niemcy właśnie tak działają w obszarze UE - tyle tylko że samodzielnie są za słabe żeby zdominować resztę krajów europy. Dlatego wcześniej potrzebowali Francji i Rosyjskich paliw. Teraz Niemcy przeorientowują się na Chiny, ale mechanizm będzie podobny - niby będą pozwalać na rozwój gospodarczy unii, ale głównym partnerem będą chinole dostarczający komponenty do niemieckich fabryk.
Dlatego mi osobiście brakuje debaty - co dla Polski jest celem i po co w ogóle jesteśmy w UE - bo na razie panuje lemingoza i przygłupizm

0
Przebrzydły Kontestator napisał(a):
Cimron napisał(a):

Rosja wydaje mi się, że jest za biedna na działania tak szeroko zakrojone. Kiedyś tak, dziś wydaje mi się, że są już bankrutem z odroczoną informacją. Agentów nadal mają, nawet w Polskim rządzie - tak samo jak Niemcy. BA myślę że w Polskim rządzie jest więcej agentur niż Polaków - tam jest wszystko tylko najmniej stronnictwa faktycznie polskiego. Dlatego nie stawiam na Kacapów bo są obecnie za biedni i nie mogą wysuwać tak szerokich planów finansowych - dodatkowo plany samounicestwienia Europy gospodarczo by dla nich nie miały chyba sensu.

Co do drugiego akapity - on wiąże się z pierwszym. Z czego Niemcy też mają tam w mojej ocenie drugą grę. Polegającą na tym, że wysokie wyśrubowane normy mają spełniać ich produkty, ich pompy ciepła, ich samochody, ich panele solarne, ich silniki, ich paliwa (syntetyczne - jak dobrze to znane z historii). Także aby biedne kraje finalnie albo kupowali produkty niemieckie - co spełniają normy albo niemieckie (UE) albo płacili na niemieckie (UE) nalepki czy opłaty dodatkowe lub certyfikaty spełniania norm. Nawet światła rowerowe w Niemczech muszą spełniać normy niemieckie - poniekąd absurdalne wymysły. Tak oni nie tylko chronią swój biznes ale także narzucają go innym.

UE dla Polski ma wiele stron a nie tylko jak moneta 2. Jak by nie to UE to dziś byśmy byli Białorusią lub Ukrainą (oczywiście pod nazwą Polska). To nie UE nam coś dała ale nie pozwalała przestępcą w rządzie być całkowicie bezkarnym czy kaczuchom zrobić dyktaturę. Z drugiej strony to UE rozmontowuje wiele gałęzi Polskiego biznesu, ale znowu inne wspiera - choć fundusze często lub bardzo często są rozkradane. Ba - nawet 60% funduszy programowych jest rozkradanych w Polsce. Tutaj mógłbym wymienić konkretne "inwestycje" i zakresy bo pracowałem w kontroli budżetowej wiele lat. Ale nawet coś z środowiska sieciowego -ile to stron widzieliście w Internecie co miały na dole strony znaczek - że powstały z kapitału środków UE... a te strony to większość trupy lub gówna do niczego, byle powstały za środki unijne. Tego idzie w dziesiątki tysięcy witryn. A co dopiero przy obmiarach w budowach już regularnych infrastruktury.

Unia nie była by zła gdyby nie była ideowo Lewicowa i socjalistyczna. Dodatkowo gdyby faktycznej władzy nie sprawowali tam pod swoją modłę Niemcy przy pomocy z "postępową" Francją. Faktycznie rządzą Niemcy. Tylko znowu widać też możliwe silne podążanie z akapitem 1.

Obecnie Chiny - to jest kraj jaki wykupił bilardowe inwestycje w Europie, już sami nie wiemy co jest chińskie a co nie. Tak samo w USA. Obecnie Chiny chyba także są najpotężniejszym krajem gospodarczo i być może militarnie - bo ilość to też jakość :-S Obecnie nikt nie wie ile oni mają i jak szeroko włożone struktury finansowe w Europę. Wiadomo tylko że mają bardzo bardzo dużo. A oni mają kasę aby korumpować i zmienić kierunek UE przez przekupnych polityków na samozniszczenie. Dlatego te dwie teorie mi się widzą, albo jedna albo druga albo dwie na raz.

0
Cimron napisał(a):

Rosja wydaje mi się, że jest za biedna na działania tak szeroko zakrojone. Kiedyś tak, dziś wydaje mi się, że są już bankrutem z odroczoną informacją. Agentów nadal mają, nawet w Polskim rządzie - tak samo jak Niemcy. BA myślę że w Polskim rządzie jest więcej agentur niż Polaków - tam jest wszystko tylko najmniej stronnictwa faktycznie polskiego. Dlatego nie stawiam na Kacapów bo są obecnie za biedni i nie mogą wysuwać tak szerokich planów finansowych - dodatkowo plany samounicestwienia Europy gospodarczo by dla nich nie miały chyba sensu.

Co do finansowania - wystarczy utrzymać istniejącą siatkę.
Załóżmy że udałoby się zwerbować TW. "Michnik" w 1988 roku. Czy w 2023 potrzeba gigantycznych pieniędzy żeby ten wpływ utrzymać? NIE. Czy w 2023 roku TW. "Michnik" ma ogromny wpływ na media w Polsce? TAK
Wystarczy że na studiach zwerbować ludzi perspektywicznych a potem nawet trzymać ich w uśpieniu przez 20 lat - praktycznie bezkosztowo.

Dlaczego uważasz że samounicestwienie Europy byłoby niekorzystne dla Rosji? W takim scenariuszu wkraczają siły pokojowe/zielone ludziki i Rosja dostacza pomoc humanitarną (tzw. biały konwój).
Nawet tak osłabiona Rosja była w stanie "nieść pokój i przyjaźń" - chociażby w Górskim Karabachu (co właśnie się skończyło).
Nawet gra na osłabienie, sponsorowanie różnej maści ekologów, ruchów antywojennych i robienie zamieszania w polityce jest Rosji na rękę.

Co do środków - jak myślisz czym się zajmuje/zajmował ten personel? Przecież nie wydawaniem wiz i organizowaniem festiwali piosenki radzieckiej:

Jak wynika z ustaleń portalu, w Polsce pracuje 57 osób związanych z rosyjską służbą dyplomatyczną. I nie jest to specjalnie duża liczba na tle innych państw naszego regionu.
Sąsiednie Czechy goszczą u siebie aż 135-u dyplomatów z Rosji. Z kolei na Węgrzech pracuje 105 osób z rosyjskim immunitetem dyplomatycznym.
Podobna co w Polsce liczba dyplomatów rosyjskich pracuje w Serbii (53) i Bułgarii (55).

https://wpolityce.pl/swiat/548129-ilu-rosyjskich-dyplomatow-pracuje-w-polsce-ciekawe-zestawie

Co do drugiego akapity - on wiąże się z pierwszym. Z czego Niemcy też mają tam w mojej ocenie drugą grę. Polegającą na tym, że wysokie wyśrubowane normy mają spełniać ich produkty, ich pompy ciepła, ich samochody, ich panele solarne, ich silniki, ich paliwa (syntetyczne - jak dobrze to znane z historii). Także aby biedne kraje finalnie albo kupowali produkty niemieckie - co spełniają normy albo niemieckie (UE) albo płacili na niemieckie (UE) nalepki czy opłaty dodatkowe lub certyfikaty spełniania norm. Nawet światła rowerowe w Niemczech muszą spełniać normy niemieckie - poniekąd absurdalne wymysły. Tak oni nie tylko chronią swój biznes ale także narzucają go innym.

Wystarczy popatrzeć na cykl życia wielu dyrektyw - niemiecki biznes o wymuszanych dyrektywach zwykle wie 8-12 lat wcześniej niż polski. Dla nich koszty dostosowania są o wiele niższe - a nierzadko sami o nich decydują. Częściowo odpowiedzialne od ćwierć wieku są nasze rządy które zamiast decydować o dyrektywach opóźniają wdrożenie ich do momentu kiedy inne kraje sa już dawno przygotowane.

UE dla Polski ma wiele stron a nie tylko jak moneta 2. Jak by nie to UE to dziś byśmy byli Białorusią lub Ukrainą (oczywiście pod nazwą Polska). To nie UE nam coś dała ale nie pozwalała przestępcą w rządzie być całkowicie bezkarnym czy kaczuchom zrobić dyktaturę. Z drugiej strony to UE rozmontowuje wiele gałęzi Polskiego biznesu, ale znowu inne wspiera - choć fundusze często lub bardzo często są rozkradane. Ba - nawet 60% funduszy programowych jest rozkradanych w Polsce. Tutaj mógłbym wymienić konkretne "inwestycje" i zakresy bo pracowałem w kontroli budżetowej wiele lat. Ale nawet coś z środowiska sieciowego -ile to stron widzieliście w Internecie co miały na dole strony znaczek - że powstały z kapitału środków UE... a te strony to większość trupy lub gówna do niczego, byle powstały za środki unijne. Tego idzie w dziesiątki tysięcy witryn. A co dopiero przy obmiarach w budowach już regularnych infrastruktury.

To zależy jak zdefiniujesz polski interes w UE. Niestety takiej dyskusji nie ma bo każdego łatwo zakrzyczeć że jest brudnym "polexit-owcem".
UE dała nam fundusze strukturalne, ale sporo zabiera. Nasza zła dyskusja polega na tym że nie liczymy w ogóle kosztów - bo ktoś uznał że korzyści są kraju, a koszty dla obywateli.
Przykładowo - za dostosowanie skrzynek pocztowych do "wymagań UE" zapłaciłem sam z własnej kieszeni. Nikt mi tych pieniędzy nie oddał. Z mojej więc perspektywy UE zabiera pieniądze a nie daje.

Trzeba uważać żeby nie wyolbrzymiać - fundusze programowe nie są rozkradane tylko najczęściej źle wydatkowane - często na rzeczy niepotrzebne, lub takie na które nie wydalibyśmy własnych pieniędzy - bo urzędnicy są oceniani czy "absorbują 100% środków UE". Ale dokładnie to samo się dzieje w innych krajach, a nawet z krajowymi środkami budżetowymi przeznaczanymi na różne głupoty.

Unia nie była by zła gdyby nie była ideowo Lewicowa i socjalistyczna. Dodatkowo gdyby faktycznej władzy nie sprawowali tam pod swoją modłę Niemcy przy pomocy z "postępową" Francją. Faktycznie rządzą Niemcy. Tylko znowu widać też możliwe silne podążanie z akapitem 1.

Zapewne za taką właśnie unią głosowali wszyscy w referendum. No ale nie upilnowaliśmy Brukseli, więc trzeba się zastanowić co dalej. Obsmarowywanie wszystkich niezadowoloncych z UE mianem polexit-owców nie pomoże w tej dyskusji.

Obecnie Chiny - to jest kraj jaki wykupił bilardowe inwestycje w Europie, już sami nie wiemy co jest chińskie a co nie. Tak samo w USA. Obecnie Chiny chyba także są najpotężniejszym krajem gospodarczo i być może militarnie - bo ilość to też jakość :-S Obecnie nikt nie wie ile oni mają i jak szeroko włożone struktury finansowe w Europę. Wiadomo tylko że mają bardzo bardzo dużo. A oni mają kasę aby korumpować i zmienić kierunek UE przez przekupnych polityków na samozniszczenie. Dlatego te dwie teorie mi się widzą, albo jedna albo druga albo dwie na raz.

Tu się zgadzam ale uważam że potrzebują na to przynajmniej kilkunastu lat - na zastąpienie wpływów Rosji własnymi. Na razie idzie im to dosyć ciężko bo silnie różnimy się kulturowo i oni nie rozumieją jak to u nas działa, jak pociągać za sznurki i gdzie uderzać żeby za 10 lat mieć sukces.

Ale będzie im łatwiej jeżeli będąc w UE nauczymy się i przyzwyczaimy do:

  • hasła że produkcja jest za granicą, a my zajmujemy się usługami i rolnictwem
  • ważniejsze jest ratowanie planety niż samowystarczalność gospodarki
  • jak mamy problem z inaczej myślącymi w kraju to trzeba zwrócić się do instytucji międzynarodowych lub obcych krajów - już to przerabialiśmy z carycą Katarzyną.
  • braku konkurencji bo przecież nie musimy z nikim konkurować a "ajfony" same przyjeżdżają do pobierających zasiłek

W pewnym momencie obudzimy się (albo i nie obudzimy się) ze świadomością że dyrektywy przychodzą z Azji a nie z Brukseli.

0

Przebrzydły Kontestator - samemu nie widzę możliwości na to, że będzie lepiej. Raczej będzie tylko coraz dziwniej. Mógłbym napisać dlaczego bardzo długi wywód jako człowiek obserwujący politykę, geo gospodarkę wraz z odrobiną socjologii od wielu lat.

Obecnie kraje jakie rozumiemy "zachodem" się degenerują - czyli nasz króliczek za jakim żeśmy biegli staje się czyś innym. I tutaj ponownie wraca się do punktów jakie poruszyłem wcześniej. Degeneracja jest widoczna bez wątpienia dla każdego. Czyli nasza "muza" przestaje być silnikiem napędowym - a raczej sterowym.

Dodatkowo myślę że skala korupcji w krajach zachodnich jest dziś olbrzymia, w Polsce jest taka, jakiej sobie nawet ludzie nie wyobrażają (korupcji i defraudacji). Polska to taka druga Ukraina tylko w mniejszym na razie przekroju od strony korupcji. Ale to staje się nagminne także w innych krajach - gdzie nie było nigdy aż tak spotykane.

Coś powoduje UE i jej decyzjami - albo długofalowe interesy wyłącznie (niemal) Niemiec albo Chin. Innego nie widzę w tym uzasadnienia w skrajnie chorym wdrażaniu w malutkim skrawku świata EKO rozwiązań mogących utopić im gospodarkę. Skoro pozostałą cześć świata ma to totalnie gdzieś. Hindus płacze jak wywala śmieciarką jej zawartość do rzeki i tak samo chińczyk. :-D. Ktoś te sznurki pociąga i robi to na niekorzyść Europy - ewentualną korzyść samych Niemiec lub Chin.

Samemu już Rosji nie biorę pod uwagę w tych najnowszych przemianach geopolitycznych. Ona jest stroną ale nie stroną o takim rozmachu bo nie ma do tego środków - pomimo faktu, że masa ludzi w Europie jest wyznania socjalistycznego - szczególnie ci co nigdy nie zaznali "dobrobytu" socjalizmu na własnej skórze znanego z Kacapi i Chin. Ruskie będą infiltrować Europę i ją korumpować oraz w niej jątrzyć, ale nie mają sił do tak dużych zamierzeń jakie się dzieją na naszych oczach. A przybysze z Afryki to też jest jakiś plan wpisujący się w całość działań UE. I ponownie wracamy do A i B - albo Niemcy albo Chiny - albo żydzi (o ile to oni rządzą bankami światowymi).

3

screenshot-20231022193944.png

screenshot-20231022194005.png
Zakażmy jazdy autami spalinowymi. Polska z 0.83% światowej produkcji spadnie w najlepszym wypadku do 0.7%
Ekoświry.

2

W temacie do postu powyżej

0

Sluchałem dzisiaj debaty zwiazanej z wyborami i dochodze do wniosku, że maturę przyznaje się zdecydowanie zbyt łatwo.
Kiedyś na maturze była matematyka (za moich czasów).
Ciągle slysze argument, ze samochody elektryczne emitują mniej CO2, jezeli ktoś zasila je ze żródeł odnawialnych.
Co wiecej, jeden typ nawet powiedzial, ze jezeli taka francja ma 50% energii ze źródeł innych niż spalanie (wiekszosc krajów ma 5-25%,, francja jest w czołówce atomu), to 50% energii takiego pojazdu jest odnawialne. Rece opadły mi do ziemi. Ktos uznał, że jezeli dołoży do bilansu energetycznego kolejne zapotrzebowanie w postaci pojazdu elektrycznego, to pomnoży to magicznie źródła energii innej niż kopalniane i wyczaruje polowe tego zapotrzebowania z innych źródeł niż spalenie dodatkowego węgla. Mówiąc inaczej, cała energia nieemisyjna jest wykorzystywana we francji w przemysle/gospodarstwach domowych. Trzeba dopalać wunglem. Jak się do tego układu dołoży pojazd elektryczny to będzie nadwyżka po stronie zapotrzebowania, ale nie wypłynie to na bilans po stronie pozyskania energii nieodnawialnej. Po prostu trzeba bedzie spalic wiecej wegla.

W wielkim uproszczeniu przyszło mi do głowy takie zadanie:

Jest mężczyzna imieniem Marek.
Jego gospodarstwo domowe zużywa 1000 KWh energii miesięcznie.
20% tej energii generuje ze spalenia 100 litrów oleju napędowego, pozostałe 80% z paneli fotowoltaicznych. Oznacza to, że spalenie litra oleju napędowego w jego generatorze zapewnia mu 2KWh
Dodatkowo zużywa on 100 litrów oleju napędowego miesięcznie do napędzania samochodu.
Zużywa on zatem 200 litrów oleju napędowego miesięcznie.
Zdecydował się on na sprzedaż samochodu spalinowego i kupił samochód elektryczny.
Zwiększyło to jego zapotrzebowanie na energię o 200 KWh. W związku z tym musi on spalić dodatkowe 100 litrów oleju napędowego.
W tym przypadku, w jaki sposób zmiana samochodu elektrycznego wpłynęła na zużycie oleju napędowego?
Czy powyższy przykład ilustruje, że wyłącznie w przypadku dostępności ponad 100% zapotrzebowania energetycznego ze źródeł odnawialnych zmniejszy się zużycie oleju w przypadku zmiany samochodu?
Dla zawansowanych:
Według badań sprawność elektrowni spalinowych to około 33% dla wytwarzania prądu, z uwzględnieniem strat na przesyle to około 15%, a sprawność wykorzystania energii w aucie elektrycznym to 70-90% w zależności od warunków atmosferycznych. Napędzanie pojazdu przy pomocy benzyny/oleju napędowego to sprawność na poziomie 35-50%. Pomijając kwestię śladu węglowego, o ile jest większa emisja gazów cieplarnianych w każdej znanej gospodarce (żaden kraj nie ma 100% energii ze źródeł innych niż spalania) przy przejechaniu 1km autem elektrycznym?

1
renderme napisał(a):

Sluchałem dzisiaj debaty zwiazanej z wyborami i dochodze do wniosku, że maturę przyznaje się zdecydowanie zbyt łatwo.
Kiedyś na maturze była matematyka (za moich czasów).
Ciągle slysze argument, ze samochody elektryczne emitują mniej CO2, jezeli ktoś zasila je ze żródeł odnawialnych.
Co wiecej, jeden typ nawet powiedzial, ze jezeli taka francja ma 50% energii ze źródeł innych niż spalanie (wiekszosc krajów ma 5-25%,, francja jest w czołówce atomu), to 50% energii takiego pojazdu jest odnawialne. Rece opadły mi do ziemi. Ktos uznał, że jezeli dołoży do bilansu energetycznego kolejne zapotrzebowanie w postaci pojazdu elektrycznego, to pomnoży to magicznie źródła energii innej niż kopalniane i wyczaruje polowe tego zapotrzebowania z innych źródeł niż spalenie dodatkowego węgla. Mówiąc inaczej, cała energia nieemisyjna jest wykorzystywana we francji w przemysle/gospodarstwach domowych. Trzeba dopalać wunglem. Jak się do tego układu dołoży pojazd elektryczny to będzie nadwyżka po stronie zapotrzebowania, ale nie wypłynie to na bilans po stronie pozyskania energii nieodnawialnej. Po prostu trzeba bedzie spalic wiecej wegla.

W wielkim uproszczeniu przyszło mi do głowy takie zadanie:

Jest mężczyzna imieniem Marek.
Jego gospodarstwo domowe zużywa 1000 KWh energii miesięcznie.
20% tej energii generuje ze spalenia 100 litrów oleju napędowego, pozostałe 80% z paneli fotowoltaicznych. Oznacza to, że spalenie litra oleju napędowego w jego generatorze zapewnia mu 2KWh
Dodatkowo zużywa on 100 litrów oleju napędowego miesięcznie do napędzania samochodu.
Zużywa on zatem 200 litrów oleju napędowego miesięcznie.
Zdecydował się on na sprzedaż samochodu spalinowego i kupił samochód elektryczny.
Zwiększyło to jego zapotrzebowanie na energię o 200 KWh. W związku z tym musi on spalić dodatkowe 100 litrów oleju napędowego.
W tym przypadku, w jaki sposób zmiana samochodu elektrycznego wpłynęła na zużycie oleju napędowego?
Czy powyższy przykład ilustruje, że wyłącznie w przypadku dostępności ponad 100% zapotrzebowania energetycznego ze źródeł odnawialnych zmniejszy się zużycie oleju w przypadku zmiany samochodu?
Dla zawansowanych:
Według badań sprawność elektrowni spalinowych to około 33% dla wytwarzania prądu, z uwzględnieniem strat na przesyle to około 15%, a sprawność wykorzystania energii w aucie elektrycznym to 70-90% w zależności od warunków atmosferycznych. Napędzanie pojazdu przy pomocy benzyny/oleju napędowego to sprawność na poziomie 35-50%. Pomijając kwestię śladu węglowego, o ile jest większa emisja gazów cieplarnianych w każdej znanej gospodarce (żaden kraj nie ma 100% energii ze źródeł innych niż spalania) przy przejechaniu 1km autem elektrycznym?

Coś Ty się tego węgla uczepił? Do stabilizacji systemu energetycznego używa się mniej emisyjnych, sprawniejszych i lepiej sterowalnych elektrowni gazowych (elektryk na prąd z gazu jest mniej emisyjny niż spalinowy), więc to nie jest tak że więcej zapotrzebowania na energię = więcej spalania węgla.

0

@benoni12

elektryk na prąd z gazu jest mniej emisyjny niż spalinowy

Citation needed

A nawet jeśli jest mniej emisyjny to praktycznie we wszystkich badaniach jakie wypadły mi w ręce uwzględniających całkowite emisje łącznie z produkcją i utylizacją okazywało się że elektryki są co najwyżej odrobinkę mniej emisyjne od HEV, tak max do 20% mniej emisyjne.

1

@renderme Żeby wyprodukować i dostarczyć 1l benzyny musisz zuzyć 7KWh. Wyprodukwoanie olejów do spalinowego, części zamiennych to też setki/tysiącie KWh. Czemu wszyscy w obliczeniach zapominaja o częściach eksploatacyjnych ? Sprzęgła, pompy wody z nieba spadają :p ?

3
renderme napisał(a):

Mówiąc inaczej, cała energia nieemisyjna jest wykorzystywana we francji w przemysle/gospodarstwach domowych. Trzeba dopalać wunglem.

Nie, nie trzeba - a nawet się nie da, bo mają zwyczajnie za mało zainstalowanej mocy węglowej. Mają za to sporo zapasu w EJ.

screenshot-20240403230821.png

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1