Wyprowadzka - czy to już czas?

1

Lepszy ciasny ale własny kąt niż mieszkanie... z dziadkami?
Wynajmij lub weź kredyt.
No chyba, że nie przejawiasz zainteresowania kontaktami intymnymi / głośną muzyką / alkoholem, wtedy można żyć u dziadków lub w klasztorze do samego końca.

0
Sandstorm napisał(a):

Myślę sobie jako o introwertyku, chociaż czuję rosnącą potrzebę kontaktu z ludźmi. [...]
Wydaje mi się, że wyprowadzka pozytywnie wpłynęłaby na moje życie towarzyskie...

A mi się wydaje, że nie. O ile to życie towarzyskie nie miałoby się kręcić wokół libacji alkoholowych bądź czegoś podobnego, to ani dziadkowie, ani inni członkowie rodziny nie powinni być w tym przeszkodą. Bardzo dużo czasu można towarzysko spędzać na powietrzu - co jest nawet korzystne w przypadku pracy biurowej. Nie trzeba też tych towarzyskich spotkań przeciągać do nocy (co, jak sądzę, może dziadkom przeszkadzać). Nawet podejrzewam, że wyprowadzka by te relacje minimalnie utrudniła w następujący sposób: gdy się nie mieszka z rodzicami/dziadkami, wypada ich raz na jakiś czas odwiedzić, czasem się dopominają, a czasem człowiek sam pomyśli, że warto. Zazwyczaj te odwiedziny najwygodniej wykonać w weekend. A jednocześnie weekend bywa też najlepszym czasem na kultywowanie pozarodzinnych znajomości.

Niestety, problemu utraty satysfakcjonujących relacji międzyludzkich, problemu bardzo typowego dla współczesnej kultury i pojawiającego właśnie około wieku w którym jesteś, nie rozwiąże się zmianą sytuacji mieszkaniowej.

Ile mieliście lat, gdy wyprowadziliście się z domu rodzinnego? Czy mieszkaliście wtedy sami przez pewien czas?

19 - wyprowadzka do akademika, 25 - mieszkanie w pojedynkę. Czas życia w akademiku wspominam bardzo dobrze. Później drastyczne pogorszenie - właśnie w kwestii kontaktu z ludźmi. Stopniowo to poprawiam, natomiast w czyimś mieszkaniu z najbliższymi znajomymi spotykam się sporadycznie.

0

Tak na prawdę, to punkt widzenia zależy od punktu siedzienia. Są np. osoby, które miały powiedzmy fajny start, rodzice zadbali o rozwój i takie dziecko startuje w miarę wcześnie i faktycznie mając te dwadzieścia kilka lat ma za co żyć, ale są i przypadki gdzie jednak takiego startu nie było i nie ma np. możliwości pójść na swoje i żyć a nie wegetować.

Masz 24 lata i moim zdaniem zamieszkanie ze studentami lvl 20 lat, to raczej zły pomysł. Inne oczekiwanie od życia i możesz się męczyć. No chyba że jakieś fajne koleżanki będziesz miał ;)

@Sandstorm musisz sam ocenić gdzie jesteś, czego teraz potrzebujesz i nie patrzeć przez pryzmat innych osób, bo nie znasz sytuacji tych osób.

0

Każdy jest inny i inaczej podchodzi do wyzwań. Wyprowadzka to jest solidny kop w stronę samodzielności. Z drugiej strony kosztowny. Ale za doświadczenie się płaci tak albo inaczej. Zamiast żyć na własnych warunkach i robić karierę możesz obejrzeć film jak inni to robią albo posłuchać jak dziadkowie opowiadają o synu sąsiada, który sobie dobrze radzi. Zamiast zbudować coś samodzielnie możesz pomóc dziadkom w tym co już zaczęli. Zamiast się potykać możesz po prostu usiąść.

0

Jeśli nie jesteś w stanie się utrzymać to sam sobie odpowiedź. Prosta analiza.

0

Wyprowadzilem się gdy mialem 19 lat, dla mnie to nie jest normalne mieszkac z rodziną w wieku 20+

1

ostro mnie skrytykowali niektórzy za kilka słów prawdy, a niestety nie wygląda tak że facet ma mieszkanie za 1000przyjdzie dziewczyna i on ma za 500 i ona za 500. raczej oboje mają osobno mieszkania a jak zamieszkają razem to wydatki spadną ale tak że zamiast 2*1000=2000 będzie 1800, czyli na każdą osobę po 900. Oczywiście można liczyć na poznanie minimalistki która potrzeb nie ma żadnych, chociażby większego łóżka nie potrzebuje bo się prześpi na podłodze...
To tak jak uważanie że za pińcet plus i rodzice se pożyją

jeszcze dodam że są inne zalety materialne mieszkania z inną osobą istnieją, znaczy może być bardziej ogarnięta życiowo jeśli chodzi o zakupy i pokazać jak żyć oszczędnie, ale założenie z góry ze na pewno się oszczędzi to nieuprawniony optymizm. A co jeśli laska straci pracę, na bruk ją?

1

Czekaj, ja dalej nie rozumiem.

Chodzi o to, że mając wspólne wydatki, np. jedno duże łóżko na dwie osoby zamiast jednego małego łóżka bądź dużego dla jednej osoby (do wyboru, nie wiem też skąd założenie, że facet nie będzie miał dużego łóżka, ja zawsze od wyprowadzki z akademika mam dwuosobowe), założenie jest takie że to mężczyzna ma płacić za całość wspólnych wydatków? To by się już kłóciło z Twoimi kalkulacjami, więc może mężczyzna to z założenia minimalista, a kobiety muszą dostawać od życia wszystko, co dobre?

Przepraszam, ja nie rozumiem dalej, zwłaszcza że z Twoich kalkulacji faktycznie wychodzi, że życie we dwoje jest tańsze, nawet jeśli nie dwukrotnie to i tak dalej wychodzi gość na plus.

Gubię się.

2

Dobrze ktoś napisał powyżej. Inwestuj w to mieszkanie, najlepiej z emerytur dziadków na ile się da. Dopilnuj też, aby zapisali ci mieszkanie. I poczekaj, nie pali się.

1

Nie ma uniwersalnej rady na taką sytuację, bo każdy ma inną. Sam musisz przeanalizować swoją sytuację i podjąć decyzję. Jeśli na dzień dobry wiesz, że możesz nie być w stanie ogarnąć tematu finansowo, albo starczy Ci kasy na styk, to może się nad tym zastanów i skup się w pierwszej kolejności na podniesieniu kompetencji, żeby nie mieć problemów z pieniędzmi i zastanawianiem się, czy Ci starczy kasy, czy nie.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0