Czy kupiłbyś samochód elektryczny?

7

;-)
screenshot-20231126115316.jpg

0

To trochę zabawne jest, oni pracują tak jakby nie wiedzieli że najdalej za miesiąc wszyscy pójdą do domu bo ten projekt zostanie natychmiast anulowany bo to jeden z priorytetów nowego rządu żeby natychmiast to ubić:
https://android.com.pl/moto/663383-izera-elektryki-wspolpraca-z-chinami/

Ja na ich miejscu raczej bym myślał jak się zabezpieczyć przed represjami za udział w tym projekcie.

5

screenshot-20231206141537.jpg

4

Chętnie, bo kusi mnie myśl o bezproblemowej eksploatacji (zero martwienia się o stan oleju, wolno zużywające się klocki, brak zmartwienia czy nie pałuje zbytnio na zimnym), ale raczej jeszcze nie teraz. Obecnie chyba jeszcze jesteśmy na etapie early adopter, bo jeszcze jest trochę tych bolączek wieku dziecięcego, choćby jednak dużo mniej stacji ładowania niż benzynowych, czy zasięg autostradowy. Póki co wyeksploatuje mojego 13-letniego dieselka póki jeszcze przepisy pozwalają po Warszawie jeździć.

0
cerrato napisał(a):

screenshot-20231206141537.jpg

Skąd wniosek, że to elektryczny? Wygląda zupełnie jak pożar spalinowego.

2

Nie.

3

Ja aktualnie rozważam. Kończy się wynajem obecnego. Byłem na jeździe próbnej nową Teslą 3. W porównaniu z moim (KIA Proceed GT) 2 generalne spostrzeżenia:

  • Cicho, wręcz absurdalnie. Nie wiem jak jest w samochodach za 2 bańki, ale porównując do takich zwykłych jest bardzo cicho.
  • Co 500 AWD km, to nie 200 na ośkę. Przyśpieszenie w warunkach miejskich wręcz absurdalne. W tę stronę, prowadzenie bardzo dobre. Napęd na 4 koła robi swoje. To przyśpieszenie jest dostępne w każdej chwili (bez żadnego czekania na zredukowanie biegu, wejście na obroty itd.), no i jest bezgłośne.

Żeby nie było tak słodko - to nie jest samochód sportowy, czy nawet usportowiony. Jest miękko i kierownica słabo przekazuje wrażenia z drogi. Podobno da się to jakoś przestawić w opcjach ;) Gdybym miał porównywać prowadzenie z czymś czym już jeździłem dłużej, to dość podobne do Alfa Romeo 159. Dość komfortowo, dość dobrze trzyma się drogi, ale czuć ekstra wagę. Układ kierowniczy, dla mnie pozostawia trochę do życzenia w zakresie feedbacku. Dla jasności, w tej chwili jeżdżę taczką.

Kasa - tanio nie jest. 240k, ale w salonach samochodowych ogólnie nie jest tanio. Tak porównanie kilku modeli skonfigurowanych pode mnie, z uwzględnieniem dopłat, zwrotu VAT itd. (ryczałt)
screenshot-20231210130230.png

2

Niekupiłbym bo mnie nie stać na elektryka.

1

Mieszkając w mieście myślałem o samochodzie elektrycznym. Jeździłem dość regularnie na małe dystanse. Jednak wspólnota mieszkaniowa robiła pod górę z instalacją ładowarki w garażu podziemnym. Wskazywano na zagrożenie pożarowe oraz brak możliwości przystosowania obiektu by spełniał jakieś standardy. Z siecią też był problem bo w okolicy pobudowali nowe bloki i parametry były pod korek.

Jak wyprowadziłem się na peryferia to jednak dystanse zwiększyły się. Po południu jeżdżę z młodym pokoleniem to na sale zabaw, odwiedzamy znajomych, zdarza nam się pojechać do rodziny na weekend, kilka razy w miesiącu grzeję na zawody na drugi koniec kraju. Biorąc pod uwagę te wszystkie lokalizacje które odwiedzamy to ładowarek jest jak na lekarstwo więc sens posiadania elektryka jest taki, że żaden.

Z czysto inżnierskiego punkty widzenia uważam, że elektryki to technologia przejściowa. Prędzej doczekamy się bardziej zoptymalizowanych silników cieplnych na biopaliwa czy mieszanki gazów.

Elektryki są też nieskalowalne i nie do utrzymania w dłuższej perspektywie. Nawet jeśli większość społeczeństwa przeszłaby na takowe to w każdej miejscowości czy na każdym osiedlu musiałaby powstać elektrownia czy magazyn energii o mocy parudziesięciu megawatów, a do domu musiały by byc doprowadzone linie średniego napięcia aby zapewnić jakieś sensowne ramy techniczne takowego przedsięwzięcia.

Poza tym dla mnie motoryzacja to zło konieczne. Takowy sprzęt ma działać, być nowoczesny, tani w utrzymaniu, do ogarnięcia przez okoliczne aso i tyle.

1

Przyjdą takie czasy że w elektrykach będą urządzenia podobne do tych: https://en.wikipedia.org/wiki/GPHS-RTG i ładowanie będzie się odbywać raz na 5 lat.

4

Odpowiem tutaj na komentarze
@WeiXiao Wynajem w tamtym momencie był dla mnie najbardziej sensowną opcją. Wszystko w jednej równej racie i samochód, który miał być na 5 lat. Teraz wybrałem leasing ze względów podatkowych i możliwość wrzucenia większości kosztów w pierwszym roku leasingu.

@LitwinWileński Kupiłem. Aktualnie 3 tygodnie i 2 tysiące km za mną. Ogólne wrażenia bardzo dobre (ale jestem jeszcze podjarany). Sam samochód - ma jakieś tam drobne wady/niedogodności. Brak Android Auto, cudaczny schowek na rękawiczki z gniazdem USB, do którego nie mieści się ręka trzymająca cokolwiek (pięść). Ogólnie pierdoły. Pod względem właściwości jezdnych, dynamiki, komfortu, hałasu 10/10. Jeździ się doskonale. Jedyny problem, że można stracić PJ przypadkiem, bo wyczucie prędkości jest zerowe, 4.4s do 100km to naprawdę szybko.

Upierdliwość EV - elektryk ma swoje wady. Trzeba zaplanować trasę (albo ja musze to zrobić, bo się jeszcze boje pójść na żywioł). Samo ładowanie - jak na razie nie mam jeszcze własnego gniazdka do ładowania (w trakcie realizacji). Ładuję na publicznych ładowarkach. Do tej pory spędziłem 2*20 minut ładując "specjalnie". Pozostałe to podłączenie się do ładowarki w trasie, bo i tak trzeba było się zatrzymać i coś zjeść, albo zostawienie samochodu na ładowarce, bo gdzieś tam szliśmy. Czyli stracony czas netto raczej ujemny, bo szukanie wolnego parkingu też swoje zajmuje. Minus taki, że czuję się jak 20 letni właściciel 25 letniego BMW tankujący za 20zł. Nawet na publicznych ładowarkach prąd wychodzi sporo taniej niż poprzednio benzyna. Do tego pewnie 2-3 godziny zaoszczędzone dzięki pasom dla autobusów (ale kiedyś to się skończy). Podsumowując - wady są, ale mniejsze niż się spodziewałem. Zalety zdecydowanie przeważają. Jak "elektrownia" zwiększy mi moc (zakładając, że to zrobi) postawienie własnej ładowarki na parkingu rozwiąże 95% problemów z ładowaniem, bo podpięcie i odpięcie to tak z 10s. To oznacza, że praktycznie wszystkie jednodniowe wycieczki będą w zasięgu domowego ładowania, może z 10 minutami na jakiejś szybkiej ładowarce, żeby się nie stresować.

Dlaczego wybrałem EV? Nie jestem jakimś tam eko-świrem, Greta nie miała z tym nic wspólnego. Zwyczajnie parę wycieczek do różnych salonów i wyszło, że to co kupiłem jest najsensowniejsze w mojej sytuacji, czyli jazda głównie miejska, po za miastem jakieś wycieczki na chillu, gdzie te 30 minut na ładowanie mi nie robi. Nominalnie cena jest trochę wyższa/porównywalna z hybrydami. Hybrydy plug-in mają już ceny wywalone w kosmos. Do tego dochodzi dotacja (27k) i limit 225k dla kosztów podatkowych, zamiast 150k jak dla samochodów spalinowych. W praktyce - był to najlepszy samochód, na jaki było mnie stać, bo aktualnie ceny samochodów spalinowych, w których producent zainstalował jakiś godny uwagi silnik są wręcz kosmiczne. Droższe samochody, które rozpatrywałem widać w tabelce wyżej.

0
mrxormul napisał(a):

Z czysto inżnierskiego punkty widzenia uważam, że elektryki to technologia przejściowa. Prędzej doczekamy się bardziej zoptymalizowanych silników cieplnych na biopaliwa czy mieszanki gazów.

Może kiedy minie zachwyt wzbudzony propagandą i reklamą, może warto poszukać jak szybko pojawiają się nowe technologie np. w zabójczym dla planety skarbonizowanym segmencie kuchenek turystycznych?

Kiedy w tej kategorii na popularnym portalu aukcyjnym https://allegro.pl/kategoria/kuchnia-turystyczna-kuchenki-turystyczne-258173

pojawią się wreszcie:

  • Kuchenki elektryczne
  • kuchenki na baterie
  • kuchenki na wodór (!)
  • kuchenki na solarach
  • kuchenki z dynamem na korbkę?

bo jak rozumiem póki co - w celu ratowania planety pojawi się co najwyżej "zakaz kuchenek"

Czy nadal bedziemy czekać na te nowe technologie które zaleją rynek eko-kuchenkami turystycznymi???

1
Przebrzydły Kontestator napisał(a):

Czy nadal bedziemy czekać na te nowe technologie które zaleją rynek eko-kuchenkami turystycznymi???

Jak dla mnie to wrócimy do jaskiń. Wungiel jest passee, gaz również, biogazy też "trują", atom też jest bee i fee. Czas poszukać sobie jaskini, kupić łuk albo kuszę i wrócimy do rytuałów ludów pierwotnych.

Poza tym to tych wszystkich eko świrów, zielonych musimy wysłać na piesze wycieczki krajoznawcze na syberię. Będą mieli namiastkę środowiska z czasów pradawnych.

0

A propos elektryków (które uwielbiam) pojawia się jeszcze jedna pozycja do przemyślenia:

  • Lepszy elektryk czy benzyniak czy diesel na wojnie?

Z paliwem jest tak że na Ukrainie na początku racjonowali było 20L na pojazd (nie wiem czy to było pojedyńcze tankowanie czy limit na jakiś czas). Dodatkowo domyślam się że większość ropy szła dla wojska. Prądu co prawda też brakowało ale to były przestoje góra 2 dni, także wydaje się że elektryk na wojnę jest lepszym wyborem.

Przyjmuje się, że paliwo zaczyna tracić swoje właściwości już po upływie 3 miesięcy od zatankowania i proces ten pogłębia się, przekraczając dopuszczalną granicę po ok. 6 miesiącach. „Psucie się” paliwa wynika z dodawania do niego biokomponentów: alkoholu (w przypadku benzyny) lub estrów etylowych kwasów tłuszczonych (do oleju napędowego), ale też dodatków uszlachetniających. Kompilacja tylu składników sprzyja wytrącaniu się z czasem zanieczyszczeń

Kiedyś paliwo się nie psuło...

Preppers beware!

1
0xmarcin napisał(a):

Z paliwem jest tak że na Ukrainie na początku racjonowali było 20L na pojazd (nie wiem czy to było pojedyńcze tankowanie czy limit na jakiś czas). Dodatkowo domyślam się że większość ropy szła dla wojska. Prądu co prawda też brakowało ale to były przestoje góra 2 dni, także wydaje się że elektryk na wojnę jest lepszym wyborem.
Kiedyś paliwo się nie psuło...

Preppers beware!

Jak szukasz samochodu na takie sytuacje to zostaje dostać jakiegoś leciwego disla bodaj z komorą wirową. W praktyce to silnik wielopaliwowy. Ropę da się zastąpić różnymi olejami albo zastosować mieszanki ropy z bezyną, ropy z paliwem lotniczym. W bardziej współczesnych silnikach z lat współczesnych gdzie pojawiały się proste układy ciśnieniowe to też ma szasnę zadziałać.

Taki samochód długo pożyje bo proces spalania nie będzie powtarzalny, pojawi się spalanie stukowe które jest dość szkodliwe, będą pojawiać się nagary czy sadze ale da się jeździć. Wielkiej mocy bym się nie spodziewał.

Z resztą w naszym kraju swego czasu janusze jeździli na mieszance ropy z olejem który był używany do smażenia w gastronomii. Co bardziej obrotni tankowali na pekapie ropę do lokomotyw która zbyt wielu norm nie spełnia. Legendy miejskie wspominały o paliwie lotniczym typu avgas do silników tłokowych ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

Jak kotoś interesują takie tematy to na YT kojarzę serię odcinków laboratorium profesora crissa który katuje silniki różnymi paliwami (link do odcinka z serii: ) .

0

Nie wiem skąd te rozkminu, bo to już któryś raz słyszę argument "a jak będzie wojna, to co zrobisz"? I jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że paliwa zabraknie szybciej, bo zapasy na stacjach wcale nie są takie duże, drogi będą zakorkowane i ostrzeliwane, a terenówki na wszystko zmobilizowane.

1

Rozważałem elektryka całkiem serio, tylko za stary już jestem na planowanie i myślenie o całej logistyce ładowania. Gdybym był w stanie zrobić na baterii te 500km jadąc z normalną prędkością to prawdopodobnie bym się zdecydował. Ewentualnie gdyby na każdym MOPie były ładowarki. Wyobrażam sobie jechanie z bombelkiem nad morze. Planujemy trasę, tylko co jeśli będzie potrzeba zatrzymać na 20km przed ładowarką, bo siku, bo mu niedobrze, bo coś tam i potem kolejny postój, bo ładowanie (oby była niezajęta i działająca ładowarka). Czasy, że praktycznie zawsze trafimy na wolne miejsce do ładowania, już się skończyły. Liczba EV przyrasta a infrastruktura jeszcze długo nie będzie taka jak na zachodzie Europy. Do tego pewna zawsze jest ta niepewność przed trasą. EV tak ale jeszcze nie teraz.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1