Samobójstwo - bronić życia za wszelką cenę?

0

Chciałem ten temat poruszyć w poprzednim moim temacie, ale z drugiej strony - zasługuje na osobny.

Znałem w życiu 2 samobójców. W tym jedna osoba - to najbliższa rodzina. Druga też bliska, przynajmniej jeżeli chodzi o pokrewieństwo. Osoba, o której pisałem w poprzednim temacie też planowała samobójstwo, dzięki mnie jednak (nie wymuszenie z mojej strony, prośby czy cokolwiek - po prostu z jakiegoś powodu mówiła, że byłem jedyną osobą, przy której czuła się swobodnie. Ja ją tylko poprosiłem o wizytę u mnie gdy się zdecyduje) "dała sobie kolejne 5 lat". Zmarła parę miesięcy później z powodu choroby.

Ja sam nie planowałem samobójstwa, ale rozważałem taką opcję - dzień w dzień boli mnie brak jakichkolwiek wartości i naturalnego dobra w ludziach. Nie wiem dlatego, ale szczerze boli mnie, gdy jakaś osoba po prostu postępuje niewłaściwie - i jeszcze robi to w pełni świadomie. Mam na myśli ludzi manipulujących innymi, by uzyskać jakąś korzyść; ludzi, którzy oszukując wyciągną od kogoś ostatnie grosze; ludzi rozwiązłych seksualnie, którzy skoro decydują się na takie rzeczy - mogliby chociaż nie ranić tym innych; ludzi, którzy pod przykrywką np. sutanny żyją jak króle, a w niedzielę odprawić mszę; ludzi, do których strach podejść i o coś zapytać, bo można nie ujść z życiem (w najlepszym wypadku bez rzeczy wartościowych i zębów wrócić do domu). Wracając - niespecjalnie mi się powodziło w życiu zawodowym, które zresztą chwilowo porzuciłem, żeby ratować związek, który sam napsułem [i nic z ratunku nie wyszło], przyjaciele odwrócili się jakiś czas wcześniej, generalnie dołek i brak wizji. Jeszcze do niedawna tak sobie żyłem, nikt nie miał prawa podejrzewać w jakim stanie psychicznym byłem, nigdy z tym się nie obwieszczam.

Co jednak chciałem napisać w tym temacie?

Czy uważacie, że gdy ktoś wyjawi Wam, że myśli o samobójstwie - czy koniecznością wg Was jest podnoszenie alarmu i siłą utrzymanie kogoś na tym świecie? Osoba z najbliższej rodziny popełniła samobójstwo niepotrzebnie - jej bym bronił, gdyby jasno mi to powiedziała (mogłem się domyślić, było wiele znaków, teraz mogę żałować) - nie miała powodów, była tylko wystraszona życiem i także obrzydzona światem, który nas otacza. Z kolei druga osoba - uosobienie zła. Zasługiwała na śmierć. W momentach kiedy ja myślałem o swoim ewentualnym odejściu (podkreślam - bez konkretów, jeszcze mi daleko do tego było) - w myślach pojawiał się nawet motyw, żeby zabrać tę osobę ze sobą, bo nie mógłbym umrzeć, wiedząc, że ta osoba chodzi po świecie i robi, to co robiła całe życie. Czyli: wykorzystywała własną matkę do granic możliwości, manipulowała innymi (ta osoba była w tym dobra, bo to cholernie inteligentna osoba była), jednocześnie rozpijała się, nigdy nie ukończyła liceum (nie z braku umiejętności - z braku chęci - łatwiej się żyło na cudzy koszt, bawiąc się, niszcząc innych, wykorzystując innych). Trzeci (prawie) przypadek - to wspomniana koleżanka. Jeszcze inny przypadek - nie życzyłbym jej śmierci, ale - wiedziałem, że nie chcę jej powstrzymywać. Jej choroba nie pozwalała na normalne życie w społeczeństwie i na jakiekolwiek normalne plany na przyszłość. To nie jest motywująca wizja. Całe życie być nieszczęśliwym i patrzeć na szczęście innych. Szczególnie, że w żaden sposób nie było się winnym. Nikt nie dał mi prawa decydować o jej życiu, ani oceniać tego (to jest ważne!) czy jej życie mogło być szczęśliwe czy nie, czy powinna żyć, czy może sobie "odpuścić".

Powtórzę więc główną myśl: Czy mamy jakiekolwiek prawo oceniać czyjąś potrzebę i zasadność życia? Czy mamy prawo swoimi oczami oceniać szczęście innych? Bo cholernie łatwo jej powiedzieć "jakoś to będzie, poradzisz sobie", a potem wyjść i cieszyć się życiem, w którym problemem jest wybór marki piwa na wieczór. To w cudzysłowie to nie cytat - to można ładnie opowiedzieć i pocieszać na 3 godziny - będzie ładnie brzmiało, ale do tego się sprowadzi takie pocieszanie.

WAŻNE! Absolutnie nie planuję samobójstwa! Wygadałem się, naklepałem posty jako anonim z australijskiego proxy nie po to, żeby ktoś mnie próbował pocieszać, ratować czy coś - po prostu temat jest trudny, a że mnie naszło na przemyślenia to chcę się myślami podzielić. Na razie życie mi się zaje**cie układa, mam niezłą robotę, cudowną partnerkę, idealne stosunki z rodziną, no po prostu miód i orzeszki. Martwię się swoim zdrowiem, ale na razie nic nie wiem.

Aha, jak ten jak i poprzedni post nadają się tylko do Flame - proszę o przeniesienie.

0

Absolutnie nie planuję samobójstwa!

Całe szczęście.

Ja myślę, że ratować bo może jej się kiedyś powiedzie - wynajdzie lekarstwo na raka czy cóś :)

6

Czy uważacie, że gdy ktoś wyjawi Wam, że myśli o samobójstwie - czy koniecznością wg Was jest podnoszenie alarmu i siłą utrzymanie kogoś na tym świecie?
Raz mi się zdarzyło, że ktoś zaczął mi marudzić nad sensem życia. Z braku obmyślonej górnolotnej gadki, przywaliłem mu w pysk.
Pomogło.

0

Dość skromna odpowiedź i nie do końca odpowiadająca na postawione pytania.

Nie mówię też tylko o przypadku (od tego wyszło, ale nie o to chodzi) samobójstwa z powodu braku dalszej zdolności do życia, ale też z powodu innej decyzji. Skąd w ludziach ta chęć żeby każdego zatrzymać na tym świecie nawet bez woli tego kogoś?

0

Wiesz... widzę w Tobie ZA DUŻO emocji z którymi trudno Ci poradzić. Przede wszystkim nie bądź pesymistą tylko optymistą - tak jak ja.
Wykonuję pracę, którą kocham, otaczają mnie najbliżsi, a moja choroba to jedna z wielu, gdzie ludzie dużo ciężej bywają chorzy. Pogoda dopisuje, słońce świeci, ptaszki ćwierkają. Czego chcieć więcej?
Przeszkadza Ci, że ludzie są źli? A co Cię to obchodzi? Niech sobie będą źli.

Kiedyś przeczytałem komentarz:
"Ludzie są dziś tacy durni. Kiedyś to każdy wiedział jak nazywa się prezydent każdego z państw, kto gdzie rządzi, ludzie potrafili myśleć samodzielnie, ludzie uczyli się, mieli jakieś zasady moralne. Nie ma nic ważniejszego niż nauka i ciągły rozwój, a dziś tego nie ma" - coś w tym rodzaju.
Po czym była odpowiedź na tego posta:
"Jest coś ważniejszego od tego co wymieniłeś - rodzina i to aby zaopiekować się swoją żoną i dziećmi. To, by mieli co jeść."

Skupiasz się za bardzo na ogóle o tym,. że jakiś tam człowiek jest zły, że dziewczyna się puszcza, że człowiek zabija innego człowieka, że ktoś inny krzywdzi kogoś innego. Nie interesuj się tym bo to Cię powinno guzik obchodzić przynajmniej dopóki nie poradzisz sobie ze swoimi problemami (a masz jakieś na pewno bo inaczej byś nie założył takiego topica). Dopiero gdy uporasz się ze swoimi problemami możesz zająć się cudzymi. W ten sposób zachowasz czyste myślenie.

Co do samobójstw to miałem w życiu dwa przypadki w rodzinie. Znaczy jeden skuteczny drugi nie. Wiesz... samobójstwo nie jest ani godziwym odejściem ani też sensownym, wyobraź sobie śmierć przez powieszenie na krawacie zaczepionym o klamkę o drzwi. Bo taki własnie przypadek znam. Drugi to była próba standardowego skoczenia z pętlą na szyi.
Ani to normalne ani godne. Takim ludziom trzeba pomóc nawet jeśli nie widzą innego wyjścia.

Co człowieka może pchnąć do takiej decyzji? Długi? Choroba? Problemy emocjonalne?
Z tym wszystkim da się poradzić w sposób normalny i tak powinno być.

Poza tym zastanówmy się, czy odebranie sobie życia to tchórzostwo czy odwaga?
Może odwaga bo trzeba podjąć trudną ostateczną decyzję i zrobić "ten krok".
A może jednak tchórzostwo bo tylko tchórze uciekają od swoich problemów w taki sposób. Tchórzostwo, gdy spojrzy się na ludzi odważnych żyjących np. z połową ciała, na ludzi sparaliżowanych a mimo to walczących o normalne godziwe życie.
Tchórzostwo - bo pozostawia się rodzinę z kolejnym zmartwieniem.

Ludzie odbierający sobie życie od setek lat są uważani za tchórzy - z tego tez powodu zabawne w tym kontekście kary śmierci za próbę samobójczą w dawnych czasach w dalekich państwach. Odważny człowiek to taki, który walczy i stara się uporać ze swoim problemem nieważne jaki on by nie był.

Jeśli masz możliwość pomóc takiej osobie to jej pomóż. Czemu by nie? Czemu by nie odradzić samobójstwa?
Przecież jeśli ktoś ZASTANAWIA SIĘ to wyraźny znak do tego, że szuka wszystkich argumentów by tylko NIE odebrać sobie życia.

0

@Azarien:
O tym nie pomyślałem (o gapiach) - masz absolutną rację, ale jednak - ktoś dzwoni na ratunek, potem przychodzi strażak i takiego ściąga. Chociaż - jak ktoś nie skoczył od razu to raczej nie chciał się zabić. "Prawdziwi" samobójcy idą na miejsce docelowe (o ile muszą się gdzieś udawać) i to robią.

Co do opcji bicia po pysku - kobiety bym nie uderzył, a ten co mi nie zależało był płci męskiej. Ale nikt oprócz koleżanki - tak bezpośrednio nie mówił mi o swoich zamiarach (a ją usprawiedliwiam, a Ty? BTW: Można znać ten "żałosny powód"? Rozstanie?).

0

Skąd w ludziach ta chęć żeby każdego zatrzymać na tym świecie nawet bez woli tego kogoś

Załóżmy ,że twój syn(jeśli posiadasz a jeśli nie to załóżmy) chciałby się zabić i mówiłby ci o tym to ty zapewnie powiedziałbyś a idź się zabić twoje życie, twoja sprawa. Przecież wiadomo żebyś tak nie powiedział. Tylko starał się go w jakiś sposób pocieszyć zachęcić do życia.

0

Za gówniarza byłem Młodszym Operatorem Taczki, razem z moim kumplem z ławki. Pewnego dnia murarze się zachlali i poszli spać. Niedaleko budowy był bar(taka typowa speluna otwarta do ostatniego klienta), w którym w sumie spędziłem wiele czasu w liceum. Skoro robota nie szła, to się tam wybraliśmy na przerwie o 12. Wchodzimy do baru, bierzemy po 'soku' i wchodzimy na tak zwane "wagony". W barze były tylko dwie osoby. O pierwszej nawet nie ma sensu mówić, a druga Machony.
Chłop grubo po 30. Machony jest ikoną tego baru, mogło nie być nikogo, ale zawsze był machony śpiewający Lady Punk, Grechute , albo recytujący jakiś wiersz pierwszej napotkanej dziewczynie. Chłop skończył Historie i zapieprza jako woźny w podstawówce, ale już mniejsza z tym. Wchodzimy na te wagony(tam zawsze panuje pół mrok) witamy się z nimi.Niby normalnie siedzą, jedzą frytki, popijają browarem. Machony nic nie mówiąc pokazał nam żebyśmy byli cicho. Za bardzo nie wiedziałem o co mu chodzi, ale nawet nie starałem się zrozumieć, bo był najebany jak stodoła. Wyszliśmy na dwór i kumpel pyta się mnie

-widziałeś?
-co?
-Machony miał podcięte żyły!

Od razu telefon na pogotowie i wchodzimy po niego. Przeurocza barmanka, która zamiast mówić smacznego mawia "tylko mi tutaj nie napierdol" wygnała nas z baru i zaczęła się szarpanina. Zabraliśmy mu nóż, ale nie dał się opatrzyć. Po jakiś 25 minutach była karetka, następne 20 minut trwało nakłanianie Machonego żeby dał się opatrzyć oraz nakłanianie pogotowia, żeby zostali..
W końcu chłop dał się zabandażować a drugi chłop który jadł z nim frytki dostał bombe. Po pewnym czasie podziękował mi za to, a ja wtedy oddałem mu nóż, ale nie wiem czy drugi raz bym go ratował. On nie ma wcale przejebanego życia, może jest trochę moczymordą, ale próbował to zrobić z własnej głupoty. Naczytał się biografii Cobainów, Morrosinów, Hendriksów i myślał, że tak będzie fajnie. Gdybym zobaczył go ponownie w takiej sytuacji to chyba bym się zaśmiał i usiadł na przeciwko..
Dosyć często takie akty są przesadzonym krzykiem, tak jak w przypadku machonego. Tragedia się zaczyna, gdy ktoś ma na prawdę ciężkie życie. Niestety nie lubię gadać o takich rzeczach i jak kiedyś napruta dziewczyna zaczęła mi się zwierzać, że chciała się zabić, bo rodzice jej nie rozumieją i chłopak ją rzucił miałem ochotę ją walnąć, pomimo,że 20 minut wcześniej chciałem jej zrobić coś dokładnie odwrotnego.

1

Czy mamy jakiekolwiek prawo oceniać czyjąś potrzebę i zasadność życia? Czy mamy prawo swoimi oczami oceniać szczęście innych?

Nie mamy prawa oceniać. Mamy prawo mieć opinię w tym temacie. Moja opinia jest zawsze nakierowana na życie. Trochę mam nadzieję, że gdy ktoś zwierza mi się z takiej rzeczy, to znaczy, że jeszcze nie jest 100% przekonany. Myślę, że właśnie tego ode mnie oczekuje - wskazania drogi w kierunku życia. Często samobójca wcale nie chce umrzeć - po prostu życie, jakie zna, jest dla tej osoby nie do zniesienia. To, czego naprawdę chce samobójca, to inne życie. Tylko nie wie tego, bo nie zna innego życia.

W związku z tym zawsze staram się mocno podkreślać pozytywne rzeczy, choćby lecąc po banale - miłość dzieci, wiosenny wiatr, spacer po jesienny lesie.
Są jednak ludzie, którzy są fizycznie niezdolni do czerpania przyjemności. Oni wiedzą, że taniec powinien być przyjemny, pocałunek czy promienie słońca na twarzy, ale coś w ich głowie zamiast odczuwania przyjemności podsuwa negatywy: strach przed bliskością, przed odrzuceniem, kompleksy. Nie można cieszyć się słońcem, gdy mózg powtarza w kółko "jesteś beznadziejny, do niczego się nie nadajesz". Takich ludzi koniecznie należy kierować do specjalistów znających się w temacie leczenia mózgu. Naprawdę, nie należy wstydzić się choroby. Jak jest się chorym - trzeba iść do stosownego doktora. To jest oczywiste w każdym przypadku, poza chorobą psychiczną. Ludzie się wstydzą łatki wariata, nie rozpoznają choroby w fakcie, że są chronicznie nieszczęśliwi; są opętani obsesyjnymi myślami, ale nie wiedzą, że to obsesje, myślą, że to normalne. A to jest bardzo, bardzo niedobrze.

Czy uważacie, że gdy ktoś wyjawi Wam, że myśli o samobójstwie - czy koniecznością wg Was jest podnoszenie alarmu i siłą utrzymanie kogoś na tym świecie?

Siłą to nikogo nie dasz rady zatrzymać. Próbować za wszelką cenę - przynajmniej ja obecnie nie mogłabym inaczej.
Dawno dawno temu olałam dziewczynę, która przyszła do mnie porozmawiać. Nie wyjawiła co prawda zamiarów samobójczych, ale niewiele to zmienia. Desperacko chciała porozmawiać i to było widać, a ja ostentacyjnie okazałam, że nie jestem zainteresowana. Słabo ją znałam, wcale nie lubiłam, nic mnie nie obchodziła. Tydzień później się powiesiła. Ta jedna rozmowa ze mną, prawdopodobnie nic by nie zmieniła - jej życie naprawdę było pasmem smutku i porzucenia, a ja nie byłam nikim ważnym w tym życiu. Wyrzuty sumienia jednakże już mi zostaną do końca życia.

0

@FilozofCzyCo:
Rozsądny post, dzięki.

Co do tego, że mnie obchodzi, że ludzie są źli. Nie wiem skąd to mam. Po prostu coś nie daje mi spokoju, gdy ktoś robi coś nie tak. Źle mi z tym, irytuje, denerwuje. Najchętniej bym obił ryj niektórym. Czasem znowu jest mi przykro. Jako dziecko chyba wmówiono mi jaki to świat piękny i dobry. A potem dorosłem i okazało się, że g**no prawda. To chyba najbardziej na to wpływa.

Dopiero gdy uporasz się ze swoimi problemami możesz zająć się cudzymi.

Mądre, ale oprócz ludzi zapatrzonych w siebie nie widziałem, żeby ktoś się do tego stosował. Z drugiej strony - na ogół spotykam przypadki ludzi, którzy w ogóle siebie stawiają dopiero, gdy rozwiążą wszystkie cudze problemy (a gdy cudze problemy jakimś cudem się kończą - dochodzi kolejna osoba z problemami). No ale nie o tym mowa.

Jaka śmierć jest wg Ciebie godna? Mam wrażenie, że większość umiera już na starość, zazwyczaj wcześniej parę lat będąc niezdolnym do samodzielnego życia, nieczęsto uniemożliwiając rodzinie realizację planów i marzeń.

Argument o tchórzostwie jest moim zdaniem totalnie głupi. Mam wrażenie, że każdego samobójcę takim argumentem byś zirytował i zachęcił. Może to dlatego, że nikt nie lubi jak się go posądza o tchórzostwo. Po części jest to tchórzostwo, brak wizji na rozwiązanie problemu. Czasem - dobrego rozwiązania nie ma.

Zmartwienie rodziny - samobójcy się chyba tym nie przejmują. To chyba byłby największy dla mnie powód, żeby tego nie robić, gdybym to rozważał. Widziałem ból rodziny (szczery, ten udawany też widziałem :/ - ludzie są kretynami), sam to przeżywałem - choć niby po 2 latach wszystko wydaje się być "w normie".
Z drugiej strony medalu - demotywujący jest fakt ile osób przybyło na pogrzeb, ile osób natychmiastowo zapomniało, ile miało w dupie cały czas. Wliczając policję i prokuratora, którzy nie znaleźli telefonu samobójcy przy nim [!] i został nam oddany przez ludzi z zakładu pogrzebowego. Na telefonie tylko jedno "nieodebrane" - ode mnie. Sądziłem, że naturalną reakcją na wieść o prawdopodobnym czyimś samobójstwie - byłoby zadzwonić i pytać o co chodzi.

Ostatnie zdanie bardzo mądre i zastanawiające. Że ktoś szuka powodów, by się nie zabijać. Aktualnie nie znam nikogo z takimi dylematami. Wszyscy potencjalni nie żyją.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0