Mit z drukowaniem pieniedzy

0

Chcialbym zeby ktos obalil moj tok myslenia. Mianowicie:

Jak kazdy wie, jest duzy deficyt, wszedzie brakuje pieniedzy. Na argument aby dodrukowac pieniedze, krzyczy sie bo wzrosnie inflacja i pieniedze straca wartosc. Ale chcialbym to zaprzeczyc metoda kontrprzykladu:

Powiedzmy ze paru najbogatszych ludzi w polsce, wyplaca i zbiora powiedzmy 10 mld zł(pomijajac fakt w jakim czasie byloby to mozliwe). Rzucaja walizy z kasa na ziemie i podpalaja. I co, inflacja spadnie ? (mniejsza podaz pieniadza). No na pewno nie spadnie ! Tak wiec trzeba dodrukowac pieniadze, tak zeby nie dowiedzial sie M. Belka !.

Gdyby jakims cudem dowiedzieli sie sprzedawcy ze w obiegu jest duzo wiecej pieniedzy (to powinna zadzialac zasada podwyzki cen, zeby mogli wiecej wysepic) to oni tego nie zrobia, bo nikt juz by nie kupil towaru(bo nie byloby za co, pieniedze poszly na splate dlugow Panstwa Pol.).
Mozna ew. uchwalic przepis ze nie wolno zrobic naglej podwyzki cen, dodrukowac pieneidze, i rozdac powiedzmy 1 mln zlotych na glowe. Ludzie wykupia wszystko, ze starczy im na wsze czasy. (a sprzedawcy czujac ze moga niezle zarobic, byliby stopowani przez przepis).

Wiec gdzie tkwi blad ? bo gdyby tak sie dalo, to juz by dawno tak zrobiono ?

// kolejna sierotka, która pomyliła pole autor z polem tytuł. mają mrugać te pola? czerwona czcionka 72pt? ręce opadają - Ł

0

Eee... twój kontrprzykład jest dziwny. Oczywiście, że ceny spadną, bo na rynku będzie mniej pieniędzy po wycofaniu ich z obrotu.

A przy wyższych cenach i większej ilości pieniędzy towar będzie oczywiście schodził - jeśli mam teraz 1 zł a chleb kosztuje 1zł, a ty przyjdziesz i dasz każdemu 99zł, to chleb za 100zł będzie dla mnie realnie kosztował tyle samo.
Gdyby ceny nie wzrosły, pojawiłyby się niedobory - obecnie pieniądze reprezentują udział w pkb. Pieniądze dostajesz za produkt/usługę, a więc coś, co staje się częścią pkb - pieniądz jest tylko abstrakcyjną reprezentacją twojego udziału.
Pomijasz fakt, że każdy sprzedawca jest jednocześnie klientem u kogoś innego - dostawcy.
Zwiększając ilość pieniądza nie zwiększasz ilości dóbr i usług - jak było n krzeseł, tak jest n krzeseł, a pieniędzy jest 100*n. Albo ceny wzrosną albo krzeseł zabraknie dla wszystkich chętnych.
Zabraniając podwyższania cen stworzysz tylko czarny rynek i niedobory na oficjalnym.
Uprościłem sprawę, ale wystarczy.

PS Natomiast spłata długów inflacją to tak naprawdę ukryte ominięcie spłaty długu, czyli po prostu kradzież. Spełniasz technicznie warunki kontraktu (100 zł), ale nie spełniasz ich realnie (kiedyś za 100 zł można było kupić buty, teraz można tylko gumę do żucia).

0

Dokładnie.

Jeśliby dzisiaj rozdać każdemu po miliardzie to chleb by kosztował dziesiątki milionów, bo nikomu by się nie opłacało go sprzedawać za dwa złote. Jeśli zabronisz podwyższać cen w tym przypadku, to wszystkie firmy prywatne znikną.

Jeśli pieniędzy jest za dużo to jest inflacja, jeśli jest za mało to następuje deflacja. Najoptymalniejszą sytuacją jest minimalna inflacja, powiedzmy kilka promili, tak aby w ciągu życia człowieka jego majątek jakoś drastycznie nie zmalał, a z drugiej strony brak inflacji, a już szczególnie deflacja powoduje, że ludzie będą preferować trzymanie kasy w skarpecie zamiast inwestować / wydawać na bieżąco, co spowoduje spowolnienie rozwoju gospodarczego.

Najlepsze są parytety i to nie wyłącznie parytet złota, a większej ilości rodzajów dóbr. Sztywne parytety nie pozwalają na drukowanie pieniądza bez pokrycia, ale należałoby zrobić niesztywne parytety i tak jak pisałem co rok wartość pieniądza powinna spadać o te kilka promili, aby pobudzić gospodarkę.

0

Marksistowskie poglądy masz. Marks tworzył swoje "tabele wymiany" i dochodził do wniosku że każda wartość powyżej to wyzysk.
Obecnie wartość pieniądza zależy od sumarycznej wartości wszystkich produktów i usług, wycenianych subiektywnie przez każdego. Dlaczego ma być inaczej? Dlaczego jeden typ produktu/usługi ma być tą "prawdziwą" wartością?

0

Jest jeszcze druga strona medalu.

W kryzysie producenci muszą ciąć koszty i zwalniać ludzi bo nie ma zamówień. Nie ma zamówień, bo wzrosło bezrobocie i spadł popyt. W wyniku cięcia kosztów spadają wynagrodzenia, redukowana jest załoga (dalszy wzrost bezrobocia) i redukowana produkcja (po co produkować, skoro nie schodzi). Skoro ludzie zarabiają mało i nie mają pracy, nie kupują towarów i usług i koło się zamyka. Oczywiście popyt nigdy nie może spadać w nieskończoność, ceny również (w tej sytuacji jest deflacja). W pewnym momencie sytuacja się stabilizuje, zwykle po wyeliminowaniu mniej obrotnych przedesiębiorców, a że pustka długo trwać nie może, to pojawiają się pierwsze jaskółki, które zaczynają wychodzić na swoje i zaczyna się powolne wychodzenie z kryzysu. W naturalnych warunkach, bez ingerencji państwa proces ten może jednak trwać bardzo długo, a dołek może być bardzo głęboko, i nie raz systemy czysto wolnorynkowe się na tym przejechały.

Dodrukowanie pieniędzy w sytuacji, gdy w gospodarce są niewykorzystane rezerwy produkcyjne (wysokie bezrobocie, stojące fabryki, niesprzedany towar w magazynach), stymuluje popyt i przyspiesza wychodzenie z kryzysu i nie powoduje znacznego wzrostu inflacji.

Tyle teorii Keynesa. W praktyce jak pokazał ostatni kryzys ta teoria działa całkiem nieźle, choć ma też swoich zagorzałych przeciwników.

0

@Inflator: ja ogólnie ekonomistów uważam za totalnych głupków masturbujących się PKB. Jednak nawet jeśli mają śmieszny pomysł, że człowiek jest tym szczęśliwszy im więcej zarabia to jednocześnie mają świetne narzędzia opisujące to w jaki sposób działa gospodarka.

Pamiętaj jednak, że posługują się oni modelami, które nieźle przybliżają rzeczywistość, ale jej nie symulują.

Nie wiem czy wiesz, ale ilość gotówki w obiegu reguluje się nie tylko przy pomocy drukowania/palenia banknotów. Jednym z narzędzi do tego służących są stopy procentowe, albo emisja/skupywania obligacji, ustalenia stopy minimalnych rezerw jakie banki muszą trzymać (w skarbcach ;)).

@chłopekroztropek: dopiero po drugiej wojnie światowej pozbyliśmy się tego towaru, który był "prawdziwą" wartością. Cały świat przestał wiązać wartość pieniądza ze złotem i zdaje się wtedy zaczęły się problemy z inflacją.

0

nie raz systemy czysto wolnorynkowe się na tym przejechały

Tzn? Jakiś przykład?

Cały świat przestał wiązać wartość pieniądza ze złotem i zdaje się wtedy zaczęły się problemy z inflacją.

Brak złota doprowadził do jeszcze groźniejszej deflacji. Dlatego oprócz złota należy użyć też np srebra.

The silver standard was again adopted and codified by the newly established republic in 1914, with one yuan being equal to the same 7 mace and 2 candereen 0.9 fine silver. After the Chinese Nationalist Party unified the country at 1928, the yuan was again announced as the standard unit in 1933, but this time the relationship of yuan to tael was abolished as one yuan being equal now to 26.6971 gram and 0.88 fine silver. It was at the same year 1933, the time when most of Western countries mainly Britain and USA have left the gold standard because of the Great Depression, it was said that China almost avoided the depression entirely mainly due to having stuck to the silver standard (see Great Depression). However, the US silver purchase act of 1934 created an intolerable demand on China's silver coins, and so in the end the silver standard was officially abandoned in 1935 in favor of the four Chinese national banks "legal note" issues.

Wpadła mi do głowy teraz taka strategia:
Pieniądze byłyby całkowicie prywatne, ale musiałyby być wymienialne na jakieś tam określone dobra np: złoto, miedź, stal itp u wydawcy - byłoby to zagwarantowane prawnie. Wydawca dodrukowywałby regularnie malutki ułamek pieniędzy bez pokrycia, powiedzmy że to jest opłata manipulacyjna, powodując leciutką inflację. Po takim wydrukowaniu oczywiście zmieniłby kurs wymiany, aby pozostać wypłacalnym. Dzięki temu podejściu nawet jeśliby jakieś tam waluty upadały (np w skutek oszustw lub bankructwa) to powodowałoby to niewielkie szkody.

Takie podejście praktycznie anulowałoby podatek dochodowy (bo nie sposób wtedy tego kontrolować), akcyzy itp które notabene są bez sensu. Pozostałby tylko podatek majątkowy - im więcej ktoś ma luksusowych samochodów, jachtów, willi itp tym większy podatek odprowadza - w końcu i tak musi dawać kasę na utrzymanie tych luksusów.

Oczywiście strategia dotyczy tylko systemów wolnorynkowych. Socjalistyczne ustroje takie jak Unia Europejska nie miałyby wtedy skąd brać kasy na obiecanki polityków, chyba że podatek majątkowy musiałby być absurdalnie wysoki, co by momentalnie zatrzymało rozwój przemysłu.

0

dodruk pieniedzy nie jest tajemnica dla bankow ktore ustalaja kursy walut zatem zlotowka polecialaby na ryj ze wzgledu na to ze jest jej wiecej niz bylo, to nie producenci powoduja inflacje, tylko instytucje, ktore maja realny wplyw na rynek. jezeli kowalski, kulczyk, czy inny co ganail z wibratorem po sejmie spali waliche floty to wyladowalby u czubkow, gdyby sie o tym ludzie dowiedzieli, poza tym 'spalilem waliche hajsu, zrobcie zlotowke mocniejsza' do innych bankow nie przemowi.

0

Inflacja to wzrost cen towarów, a ceny są ustalane przez konsumentów (przynajmniej mam taką nadzieję) - producent tak dopasowuje cenę, aby mieć najwyższy zysk, ale to konsument decyduje ile jest w stanie wyłożyć.

Myślę, że jeśli ktoś spali np 100 mld złotych to będzie mniej pieniędzy w obiegu, przez co ludzie będą mieć mniej pieniędzy w kieszeniach i w konsekwencji ceny się obniżą. Tyle, że ten proces trochę potrwa.

Jeśli dobrze zrozumiałem to nie mówisz o sile nabywczej pieniądza tylko kursach walutowych. Kursy walutowe są sprawą mocno umowną, wynikają nie tylko z wartości pieniądza, ale także z zaufania do jakiejś waluty.

Oczywiście wszystko dotyczy pieniądza fiducjarnego, przy standardzie złota czy srebra jest bardziej logicznie.

0

Serio myślicie, że o wartości pieniądza decyduje ileś ton zadrukowanego papieru?
Myślicie, że każda złotówka z Waszych kont ma swoje realne, papierowe odbicie?
:|

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0