Studia, matma, itd..

0

ort! się czy zakładać ten temat, no nic może jakieś fajne wnioski z tego wyjdą.

Moje spostrzeżenia na temat sposobu nauczania informatyki na wyższych uczelniach są następujące :

  1. Książki dają większą widzę od tej z wykładów. Co ważniejsze często jest tam wszystko dokładniej opisane, przyjemniejszym językiem, i można wracać do tego w każdej chwili (wykładowca raczej nie powtarza 2-3 razy tego samego co mówi). Można je czytać kiedy mamy na to ochotę, w ten sposób zazwyczaj siadamy do nich z zainteresowania - w konsekwencji wynosimy większą wiedzę.
  2. Myślę że ktoś kto wiąże przyszłość z ogólnie pojętą informatyką, nie ważne czy to będzie programowanie, administrowanie czy coś jeszcze innego, powinien nabyć umiejętność samodzielnego zdobywania wiedzy, bo bez tego nie bardzo ma jak dalej się rozwijać. Do tego trzeba dodać że często prowadzący zajęcia zazwyczaj nie mówią gdzie może się zagadnienie przydać - w konsekwencji oznacza to zazwyczaj dla większości zakucie->zaliczenie , a potem siłą rzeczy większość zostaje zapomniana. Fajnie , właśnie student stracił CZAS. Dokładnie. Bo gdyby czytał książkę w tym samym CZASIE byłby w stanie nie dość ze opanować tyle samo albo i więcej materiału, to jeszcze zazwyczaj by wiedział z czym to się je.

Wniosek : Bardziej owocna jest samodzielna nauka. Studia to suma czasu poświęconego na uczelni, czasu na dojazd, do tego ewent. czasu na powtórzenie w domu. Przypominam, że doba ma 24 h, a człowiek powinien dziennie spać najlepiej 7-8h.

  1. Wiedza jest często przestarzała, nie mająca większego zastosowania. Prowadzączy mają często niepełną nawet podstawową wiedzę o tym co mówią. Owszem, jest wielu co mówi że są uniwersalne zasady w programowaniu, i ciężko się z tym nie zgodzić, jednak jaki jest sens nauczać języka który nie ma dzisiaj zastosowania (albo inaczej : nie widzę ofert pracy z nim związanych), na dodatek trzeba ZAKUWAĆ składnie tego języka, bo nie ma do niego dokumentacji w programie (a internet odcięty). Tak, mnie gnębili ADĄ95 . Mam swoją subiektywną opinię co do tego języka, ale nie o to chodzi tutaj. Zupełnie nie widziałek jaki jest sens zakuwać to na pamięć żeby jakoś zaliczyć ? Według mnie zaliczenie powinno być na podstawie projektu w dowolnym języku, najlepiej w tym na zajęciach - zmusza do myślenia przynajmniej, a nie zakuwania schemtów lub kruczków związanych z językiem (zwłaszcza z tak okropną składnią jak ADA).

  2. Brak zawodowego doświadczenia prowadzących - to się tyczy poniekąd punktów 2,3 , Ci ludzie po za spędzeniem połowy życia na uczelnii nie mają innego doświadczenia zawodowego - owszem są wyjątki, i te wyjątki właśnie najbardziej podkreślają problem , czy nie lepiej więc zamiast dwa lata spędzić na słuchaniu ich, samemu pracować z książką i przy okazji jakąś pracę spróbować złapać w zawodzie ? Mamy wiedzę teoretyczną lepszą niż na zajęciach, i jeszcze doświadczenie zawodowe.

  3. Niewłaściwy sposób nauczania przedmiotów - jestem przekonany że wpierw student powinien ćwiczyć rozwiązywanie niematematycznych problemów, podstaw programowania jakby to powiedzieć "na intuicję", rozumowanie jak to mniej więcej działa, a potem zagłębiane się coraz głębiej w temat ? Jaki jest sens nauczania w kolejności jaka zazwyczaj jest na uczelni (czyli pierwszy rok matma, a potem coraz mniej jej). Wydaje mi się, że lepiej by było wpierw dać podstawową wiedzę informatyczną , potem ją poprzeć matematyką i pokazać gdzie ona ma zastosowanie. Prosty przykład - czy lepiej żeby student wpierw się nauczył programować, potem dowiedział się co to jest krypotografia, a jeszcze później poznał teorię liczb , przez co mając obycie w programowaniu i nieco wiedzy o kryptografii będzie w stanie zaimplementować jakiś algorytm szyfrujący, czy też tak jak jest to teraz , czyli najpierw wykładzik, zupełnie nie poparty przykładami, za którym idzie zakucie->zaliczenie - potem ta wiedza szybko ulatnia się bo nie miała zastosowania w czasie nauki, po prostu była nauczona po to by zakuć, itd. Mam wrażenie ze wiedza która nie jest próbowana od razu wykorzystywana jest niezbyt opłacalna.

  4. Nauka matematyki jako rozwiązywanie zadanek i uwalaniu studentach na błędach - czyli absurd jakich mało. Ćwiczenia z matematyki powinny skupiać się na sposobie rozwiązania zagadnienia, a nie łapaniu na kruczkach typu znak czy machnięcie się w jakiś dużych obliczeniach bez kalkulatora przy goniącym czasie. Powinno się zostawić liczenie takich rzeczy matematycznym masochistom, a skoncentrować na zastosowaniu wiedzy i umiejętnym jej wykorzystaniu.

  5. Znajomości - mówi się że studia to znajomości które mogą potem zaowocować. Oczywiście pewnie coś w tym jest, ale zastanówmy się, kto może nam bardzije pomóc - doświadczony programista z którym pracujemy od kilku lat czy student który właśnie kończymy studia (zakładając że z obydwoma mamy dobry kontakt) ? Jeżeli firma będzie miała do wyboru trzech pracowników : jednego polecanego przez doświadczonego pracownika który ma pojęcie o temacie, firme rekrutacyjną czy świeżo upieczonego absolwenta , to kogo powinna posłuchać ?

W takim razie - czy osoba której nie zależy na papierze i która jest chętna ciągle się rozwijać, przy okazji zdobywając wyraźnie większą wiedzę z książek niż z zajęć powinna zawracać sobie głowę studiami ? Czy nie lepiej ten czas poświęcić lepiej, a papier na odczepnego na zaocznych zrobić ?
Aspekt imprezowy pomijam [green]

Zapraszam do dyskusji : )

0

Niektóre uwagi są trafne, inne zupełnie nie. Widocznie masz złe doświadczenia :P

Ad.1 + 2:
To kwestia wykładowcy. Są tacy u których na wykładzie można się nauczyć sporo i jest to znacznie przystępniejsze niż w książkach. Są też tacy gdzie jest zupełnie odwrotnie. Nauka samodzielna to oczywiście konieczność, ale przecież na tym po części polega studiowanie. To nie jest podstawówka gdzie pani dyktuje notatki. To są studia, gdzie wykładowca ma za zadanie naświetlić jakieś zagadnienia i problemy, a zgłębiać to musisz już sam.

Ad.3:
Jw, kwestia prowadzącego. Jeśli chodzi o języki w których się nie pracuje to nie byłbym aż taki sceptyczny. Uczyłem się na uczelni Pascala i uważam że to całkiem fajny język do opanowania podstaw programowania. Uczyłem się Asemblera i mimo iż pewnie nie będę pracował pisząc w tym języku to jednak jego znajomość może być przydatna. Ciężko mi powiedzieć coś na temat języków funkcyjnych (ponieważ dopiero zaczynam przygodę z Ocamlem), ale raczej panuje opinia że warto je poznać, mimo iż raczej nie będzie się z nimi później pracowało.

Ad.4:
To jest faktycznie spora wada. Co innego kiedy mówimy o jakimś czysto teoretycznym, akademickim zagadnieniu, wtedy to nie robi wielkiej różnicy. Ale co innego kiedy zajęcia np. z projektowania systemów czy inżynierii oprogramowania prowadzi ktoś kto w życiu niczego nie zaprojektował i opiera sie jedynie na książkach.

Ad.5:
Tu sie zupełnie nie zgadzam. Matma jest potrzebna w wielu przedmiotach które pojawiają sie na studiach. To troche bez sensu żeby np. na Bazach Danych ktoś tłumaczył od podstaw co to są relacje, tak samo na Automatach i Językach Formalnych. Tak samo jak sobie wyobrażasz wykład na temat Kryptografii kiedy sluchacze pojęcia nie mają o czym ktoś mówi (bo co rusz pojawia sie termin matematyczny którego sie nie zna). Efekt będzie taki ze nic z tego nie wyniesiesz bo nic nie zrozumiesz. I coż ci po tej wiedzy matematycznej którą zdobędziesz później?
To ze ty się uczysz żeby zdać i zapomnieć to twój problem :P

Ad.6:
To kwestia prowadzącego. Widocznie tacy ci się trafili. Ja mialem więcej szczęścia.

Ad.7:
Zaraz po studiach na pewno. Ale kilka lat po nich? Skąd wiesz czy kolega który siedzi kolo ciebie na wykładzie nie wyskoczy z jakimś świetnym start-upem i będzie szukał pracowników? Kogo wtedy chętniej weźmie do spółki? Znajomego ze studiów czy zupełnie obce osoby?

0

Niektóre uwagi są trafne, inne zupełnie nie. Widocznie masz złe doświadczenia :P

Możliwe ; p

Jw, kwestia prowadzącego. Jeśli chodzi o języki w których się nie pracuje to nie byłbym aż taki sceptyczny. Uczyłem się na uczelni Pascala i uważam że to całkiem fajny język do opanowania podstaw programowania. Uczyłem się Asemblera i mimo iż pewnie nie będę pracował pisząc w tym języku to jednak jego znajomość może być przydatna. Ciężko mi powiedzieć coś na temat języków funkcyjnych (ponieważ dopiero zaczynam przygodę z Ocamlem), ale raczej panuje opinia że warto je poznać, mimo iż raczej nie będzie się z nimi później pracowało.

Ile bym dał za Asemblera ... nie qr*a , ADA musi być ... Pascal by mi jako tako nie przeszkadzał bo bardziej przyjazną składnie ma, i co ważne często przykłady są w nim pisane.
Chętnie bym poznał ciekawe podejścia jeżeli prowadzący miałby pojęcie o tym. Dochodzi do tego że prowadzący(a) sam gubi się w tym co mówi, i nie potrafi nawet odpowiedzieć senswonie na pytania postawione.

Ad.5:
Tu sie zupełnie nie zgadzam. Matma jest potrzebna w wielu przedmiotach które pojawiają sie na studiach. To troche bez sensu żeby np. na Bazach Danych ktoś tłumaczył od podstaw co to są relacje, tak samo na Automatach i Językach Formalnych. Tak samo jak sobie wyobrażasz wykład na temat Kryptografii kiedy sluchacze pojęcia nie mają o czym ktoś mówi (bo co rusz pojawia sie termin matematyczny którego sie nie zna). Efekt będzie taki ze nic z tego nie wyniesiesz bo nic nie zrozumiesz. I coż ci po tej wiedzy matematycznej którą zdobędziesz później?

Nie bardzo o to mi chodziło, raczej miałem na myśli że nawet jeden semestr (pierwszy) wprowadzenia do zagadniena by wystarczył. Przecież wystarczy pokazać bazę danych jako zbiór tabelek , czy diagram związków encji - osoba inteligentna powinna zrozumieć o co chodzi , a jeżeli nie rozumie - powinna przemyśleć czy wybrała właściwy kierunek. Tak samo w innych dziedzinach. Niby jest "Wprowadzenie do Informatyki" ale tak na prawdę to za dużo nie daje. Oczywiście dalej można zacząć spokojnie wprowadzać matmę przy okazji pokazując jej zastosowanie we wcześniej nakreślonej ogólnej wiedzy "z czym to się je".

To ze ty się uczysz żeby zdać i zapomnieć to twój problem :P

Problem w tym że się uczę właśnie, nawet nie na zaliczenie, bo ja myślę że sam się wcześniej wykreślę niż mnie wywalą - osobiście szczerze mówiąc mam gdzieś czy będę miał jakiś tytuł, dla mnie liczy się wiedza - i myślę że nie jestem sam w tym myśleniu. Przykre jest jednak to , że osoba która przeszła właśnie od zaliczenia do zaliczenia zdobywając tego magistra, jest z góry wyżej klasyfikowana od osoby bez. Ja osobiście bardzo chętnie bym nabył wiedzy szerszej, nie tylko z tego czym chcę się zajmować, ale sorry, przy takiej edukacji to ja dziękuję.

Ad.7:
Zaraz po studiach na pewno. Ale kilka lat po nich? Skąd wiesz czy kolega który siedzi kolo ciebie na wykładzie nie wyskoczy z jakimś świetnym start-upem i będzie szukał pracowników? Kogo wtedy chętniej weźmie do spółki? Znajomego ze studiów czy zupełnie obce osoby?

Można tak gdybać i czekać że może się uda. Zupełnie jak z wiarą.

0

Jeśli chodzi o tę matmę. To przecież właśnie chodzi o to żeby nie tłumaczyć tego jak dzieciom na tabelkach tylko, ale też żeby pokazać formalna stronę. Przecież jednym z czynników który wpłynął na popularność relacyjnych baz danych był właśnie opis formalny :)
Moim zdaniem twój pomysl nie ma sensu. Po prostu zgodnie z twoją teoria poznałbyś tą matematykę za późno. Matematyka sama w sobie ci sie aż tak nie przyda później. Znacznie lepiej rozumieć pewne zagadnienia kiedy ktoś pokazuje jak się z nich korzysta ;)

A jeśli chodzi o te znajomości to jasne, ale przecież nikt ci nie każe sie koncentrować na zdobywaniu znajomości. One sie pojawiają przy okazji.

0

Shalom - szanuję Twoją opinię, niemniej raczej jestem nie przekonany do niej.

Zważywszy że duży procent (aż za nawet) stanowią prowadzący którzy nie potrafią przekazać wiedzy, myślę że wstępna orientacja na temat jest dużo lepszym rozwiązaniem dla studentów. Prawda jest taka że pewnych zagadnień sam z siebie nie będę ruszał - tak samo inni, i tu zaczyna się bałagan bo ktoś mi gada o czymś czego zupełnie nie rozumiem (nawet jeżeli chcę) to jest męczarnia. Myślę że pewne sprawy trzeba jednak po prostu po ludzku wytłumaczyć a nie na siłę wpychać. W ten sposób problem zaczał się z przedmiotem który na prawdę bardzo chciałem poznać - z Elektroniką. Wiem, że inni mają taki sam problem jak ja teraz np. z programowaniem i całkowicie ich w tym rozumiem. Co do matmy moje zdanie jest proste - TAK, W ODPOWIEDNIM CZASIE, W ODPOWIEDNI SPOSÓB , czyli od 2giego semestru pokazując jej zastosowanie a nie licząc setki niepotrzebnych podchwytliwych zadanek. Przede wszystkim rozumieć.

Pozdrawiam !

0

Siedem twierdzeń Lauraela zbyt odkrywczych nie jest. Chociaż trochę za bardzo uogólnione, w końcu wyjątki się zdarzają.

Ad 3) - bywałem na zajęciach z UML prowadzonych przez gościa, dla którego interfejs == GUI.

@Shalom - po co tłumaczyć co to jest relacja komuś, kto uczy się projektować bazy danych i pisać selecty? Praktycznie w niczym mu to nie pomoże, nie będzie lepszy. Ale trzeba się wykuć, a potem zaliczyć. A przecież trochę praktycznej pracy i ta wiedza przychodzi do głowy sama. Na opis formalny przyjdzie czas.
Ja teraz, na II stopniu mogę sobie wrócić do matmy i wreszcie się jej pouczyć ze zrozumieniem, bo wreszcie wiem, do czego mi się może przydać. Do tej pory nie miałem takiej możliwości.

Poza zajebistością (och jaki ja jestem mądry!) jest coś takiego jak dydaktyka. Jakby nie patrzeć studia prowadzą także (a może przede wszystkim) taką właśnie działalność. A profesor, który dydaktykiem nie jest, to dupa a nie profesor i powinien być od studentów izolowany. Dlatego też w nauczaniu powinien być nacisk na dydaktykę, nie na wiadomości encyklopedyczne. Ludzie najlepiej się uczą poznając zastosowania czegoś, dlatego np. w podstawówce uczy się dodawać na patyczkach. Trochę głupie jest np. to, że dopiero 2-3 lata po statystyce używa się jej w praktyce np. na symulacji czy eksploracji danych. Wtedy uczyło się bez przekonania, od tamtej pory zapomniało i zabawa od nowa.

0

Ogólnie ze wszystkim się zgadzam. Studia w Polsce to śmiech i rzeczywiście jeśli chcesz się sam uczyć to wyjdzie dla Ciebie na plus, no prócz straconych imprez w akademiku (tutaj wielki minus). Tylko niestety gdzieś po drodze trzeba ten papier zdobyć. Jeszcze jeden minus to stosunkowo drogie książki (no i wiele dobrych pozycji trzeba sprowadzać z zagranicy).

somekind napisał(a)

Ja teraz, na II stopniu mogę sobie wrócić do matmy i wreszcie się jej pouczyć ze zrozumieniem, bo wreszcie wiem, do czego mi się może przydać. Do tej pory nie miałem takiej możliwości.

I tutaj jest pies pogrzebany. Dlatego tez uważam że większy nacisk powinien być przykłady. Na pierwszym roku są przedmioty Analiza I, II algebra I,II, algebra abstrakcyjna. Uczymy się całek podwójnych, grup, pierścieni itd. - wszystko OK, ale ja nie wiem po cholerę mi to. Przeciętny student przez kilka lat (tak jak piszesz) będzie żył z myślą ze to już jest mu niepotrzebne i najlepiej o tym zapomnieć.
Innym przykładem jest to, ze takie algorytmy trwają 1 semestr(na większości uczelni tak jest) na 3 lata (a wyżej wspomniane przedmioty ciągną się nawet przez 3 semestry), wiec coś tu jest nie tak. Dla mnie ten przedmiot powinien trwać minimum 2 semestry.
Przykładów absurdu można mnożyć, masa zapychaczy, ustalony z góry "ujednolicony" kurs nauczania (jest to szczególnie niepraktyczne na informatyce teoretycznej, gdzie według ustawy musisz znać podstawy fizyki, elektroniki jeszcze parę innych przedmiotów aby móc uzyskać inżyniera.

Ale wracając do przykładów - co za problem dać na pierwszym semestrze wstęp do programowania i już zacząć pisać proste programy (a najlepiej jeszcze żeby były "zgrane" z kursami prowadzącymi w tym samym czasie). Zamiast tego przeważanie dostajemy przedmiot typu wstęp do informatyki, albo jak już jest wstęp do programowania to kurs kończy się na pętli while i tablicach.

Shalom napisał(a)

Jeśli chodzi o tę matmę. To przecież właśnie chodzi o to żeby nie tłumaczyć tego jak dzieciom na tabelkach tylko, ale też żeby pokazać formalna stronę.

A co stoi na przeszkodzie aby najpierw po trochu omówić temat jak dzieciom a dopiero później opisać go od strony formalnej? Dla mnie nawet to korzystniej bo mając podstawy i poznając stronę formalna już sam mogę sobie zacząć wszystko układać w głowie, a tak to to co? Dostaje 10 definicji 20 twierdzeń i teraz sam kombinuj jak to skleić do kupy.
Poza tym dochodzi fakt ze znając pewne zagadnienie (tutaj wezmę przykład bazy danych) mogę się tym sam bawić, kombinować, a znając definicje co z tym zrobię - poszukam zadanek na necie?
Wiadomo, ze każdy powinien sam trochę się tym interesować i zgłębiać temat, ale przecież chodzi o to aby studenta pomoc jak najwięcej.

Tesli o mnie chodzi to sam teraz pojawiam się na uczelni 3 razy na dwa tygodnie (2 rok) i radze wziąć takie same studia żeby stracić jak najmniej czasu na pojawianie się tam i dociągnąć się do inżyniera.

Oczywiście są uczelnie w Polsce które trzymają w miarę wysoki poziom ale je można policzyć na palcach jednej reki.

To nie wyczerpuje nawet w 1% absurdów jeśli chodzi o polskie uczelnie.

Pozdrawiam,
student.

0

Polskie uczelnie zatrzymały się na czasach komuny. Od upadku komuny nic się w nich nie zmieniło, może jedynie poza drobnymi zmianami kosmetycznymi dlatego myślę, że zasadnym jest nazywać je uczelniami komunistycznymi. Ciekawym jest że jak w Polsce pojawi się jakaś prywatna uczelnia, to od razu pojawiają się krytyczne głosy, że na tej uczelni nie ma żadnej nauki, a dyplom dostaje się za pieniądze, a nie za wiedzę. Widać, że mentalność komunistyczna głęboko tkwi w polskim narodzie bo przecież najlepsze na świecie uczelnie, takie jak Stanford University, MIT, Oxford czy Cambridge są właśnie prywatnymi uczelniami i polskie państwowe nie dorastają im do pięt.
Ale tak naprawdę utworzenie większej liczby prywatnych uczelni w Polsce wiele nie zmieni jeśli wszystkie uczelnie będą podporządkowane ministerstwu. W Polsce należałoby uwolnić uczelnie od ministerstwa, pogonić większość obecnych profesorów i doktorów bo to ludzie wychowani w komunie, a więc mają mentalność komunistyczną, a w ich miejsce sprowadzić profesorów i doktorów choćby z RPA. Mielibyśmy wtedy lepsze uczelnie niż w Afryce bo na razie nasze dwie najlepsze uczelnie są w tyle za najlepszą uczelnią afrykańską.

Problem polskich uczelni został dobrze opisany w czasopiśmie Wprost. Polecam ten artykuł:
Ile są warte studia w Polsce?

0
Igor1981 napisał(a)

pogonić większość obecnych profesorów i doktorów bo to ludzie wychowani w komunie, a więc mają mentalność komunistyczną
O ile ma to znaczenie na różnych socjologiach, ekonomiach, prawach czy nawet marketingach, to nie bardzo widzę co to może mieć do rzeczy na kierunkach ścisłych.
Będzie uczył komunistycznych całek czy marksistowskich algorytmów sortowania?

0
Azarien napisał(a)
Igor1981 napisał(a)

pogonić większość obecnych profesorów i doktorów bo to ludzie wychowani w komunie, a więc mają mentalność komunistyczną
O ile ma to znaczenie na różnych socjologiach, ekonomiach, prawach czy nawet marketingach, to nie bardzo widzę co to może mieć do rzeczy na kierunkach ścisłych.
Będzie uczył komunistycznych całek czy marksistowskich algorytmów sortowania?

Zamiast angielskiego będziesz uczony francuskiego bo ktoś ważny na uczelni ma znajomego, który zna akurat francuski, a nie angielski. Zamiast wzorców projektowych będziesz miał optoelektronikę bo pewna uczelniana grupa interesu stwierdziła, że przedmiot wykładany przez ich kolegę jest ważniejszy dla informatyków niż jakieś tam wzorce bo przecież w każdym komputerze jest odtwarzacz płyt cd składający się z lasera i dlatego każdy absolwent informatyki powinien znać się na laserach. Niektóre przedmioty techniczne będziesz miał z doktorem pedagogiki, który tytuł doktora uzyskał w Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego i który całą swoją wiedzę techniczną opiera jedynie na informacjach znalezionych w internecie oraz na 1-2 przeczytanych książkach, ale że nie mógł znaleźć pracy ze swoimi kwalifikacjami, a akurat jego wojskowi koledzy już zadomowili się na uczelni, więc i on tam się znalazł. A zajęć z j2ee będziesz miał o połowę mniej niż w planie bo akurat pan, który je prowadzi jest tylko magistrem, a uczelnia ma swoje oddziały w pobliskich wiochach i jakiś "geniusz" wymyślił taki plan zajęć, że ten magister po skończonych zajęciach w głównej siedzibie uczelni ma aż 10 minut na to żeby dotrzeć do oddziału znajdującego się w odległości około 100 km. Oczywiście uczelnia nie posiada samolotu, ani helikoptera. Ale w zamian na kierunku informatyka będziesz miał wszystkie zajęcia z cyfrowego przetwarzania sygnałów gdyż prowadzi je doktor, który niedawno był dziekanem i choć już nim nie jest, to i tak nadal ma wiele do powiedzenia.
O takiej komunie mówię.
Czy gdyby uczelnie były kapitalistyczne czyli prywatne, to takie numery by przeszły? Nie bo taka uczelnia już dawno by zbankrutowała. A w komunistycznych instytucjach każdy absurd przejdzie bo za te absurdy płaci podatnik, a podatników każdy ma w dupie.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1