2-5 kontraktów na B2B.

12

Ja pracuję od jakiegoś czasu na 2 etaty i wyrabiam się w 40h tygodniowo.

Z obserwacji - taka zabawa na pewno nie jest dla szeregowego Klepacza, który siedzi od kilku lat w jednej firmie i max na co liczy to podwyżkę 10% rocznie (gdzie juniorzy w jego firmie pewnie zarabiają więcej od niego) tylko dla osób bardziej "obrotnych" i szybko adaptujących się do zmian, które nie widzą niczego złego w zmianie pracy co pół roku albo nawet krócej i zwiększaniu zarobków o 30-50% z każda zmiana :-)

Co do moich wyników to przełożeni z dwóch firm są bardzo zadowoleni z mojej pracy, tak samo jak ja z przelewów co miesiąc, także jest git. Win - win.

7

@takitamnoobek: pierwsza zasada OE. Nie mówisz nic o OE ;)

8

Ja ostatnio zostałem wrzucony do nowego projektu: jedno daily rano plus czasami się z kimś ustawie na calla. Generalnie jest to fixowanie bugów, totalnie nierozwojowe, ale mogę w zasadzie robić kiedy chcę plus jest całkiem dobra kasa płatna w EUR.
Szukam czegoś nowego ciekawego, miesiąc spróbuję popracować dwa etaty na raz, jak bedzie ciężko to odpuszczę.

2

Ja właśnie też zacząłem brać dodatkowe zlecenia. Bardzo się męczyłem w pracy, którą zresztą będę zmieniał we wrześniu. Połowa czasu w pracy to szukanie sobie jakiś ciekawych zajęć przez to, że musiałem często czekać aż testy przejdą na CI, lubiły się często psuć a przesiadanie się na inne taski było bez sensu, bo później skakałem i stashowałem zmiany cały czas (jak było trzeba zrobić małą poprawkę), a często nawet nie zdążyłem zagłębić wystarczająco drugiego tematu.
Drugi kontrakt wziąłem na pół etatu, ale widzę, że mógłbym w nim robić pełny etat (który zresztą proponowali), bo pracy w sumie praktycznie nie ma i tempo jest bardzo powolne.
Zacząłem jeszcze dodatkowy kontrakt, który jest bardzo luźny. Mogę pracować kiedy chcę (nawet w weekendy), w umowie mam tylko, że średnio w tygodniu będę wyrabiał 20-30 godzin.

Dopiero zacząłem taką zabawę i jak na razie nie muszę robić dodatkowych godzin, ale już widzę że nie mam tak luźnych dni jak wcześniej.
Mi taki system pracy odpowiada. Przez to, że w pierwszej robocie mam mało pracy, a z drugiej strony muszę być przy kompie, to męczyło mnie to bardzo psychicznie już w ostatnich czasach. Do tego stopnia, że często nawet po godzinach klikałem te przyciski, żeby ponownie jakieś testy uruchomić (albo jakiś test poprawiałem), które nie przeszły na CI, bo miałem wrażenie, że danego dnia i tak nic nie zrobiłem. Teraz czuję się spełniony po takim dniu jako, że zawsze gdzieś mam coś do roboty i siedzę te 8 godzin z jednej strony na większych obrotach, a z drugiej mam na tyle luzu, że zrobię sobie śniadanie, obiad, czy herbatę (albo przejrzę forum :) ).
W pierwsze dni jak miałem jeszcze jakieś spotkania, żeby wdrożyć się w projekt + kończyłem dwie rekrutacje, które też mi trochę dnia zabierały to potrzebowałem 9-10 godzin. Ale myślę, że gdyby nie te spotkania rekrutacyjne to bym się wyrobił w 8. Albo jakbym olał i dokończył następnego dnia to też nic by się nie stało.

10

To bardzo proste.
Sa firmy, gdzie jest crunch i nie da sie wtedy tak.
W innych firmach jednak pracuje ogolny luz. Ludzie potrafia gadac przy kawie 2-3h, zagrzebac sie w jakichs bledach w gicie na 2 dni i lub stwierdzic, ze im "zginelo" po mergu.

Ja nie robilem takich przypałów i nikt tego nie doceniał. Pracowałem 2x szybciej niz inni i zwyczajnie zaczalem pracowac z takim tempem jak inni i robić swoje taski w 4h.

To jest takie troche wrażenie, ze sie nia da, bo manago będzie naciskał, żebyś zrobił wiecej.
Wtedy Ty mu mówisz: nie zrobię więcej i co Ci zrobi? Powie, że wolniesz pracujesz, to mu powiesz, że jak jest niezadowolony, to moze poszukać kogoś innego.

Ogólnie znam takich leszczy, którzy wyglądają na mega zapracowanych, pracują po 10h dziennie w jednej firmie. Jak sie jednak przyjrzysz ich pracy, to oni ciagle tylko gasza pozary, które sami wywołali i naprawiają swój własny kod.

W skrajnym przypadku znam sytuacje, gdzie 1 programmer pisał coś przez 4 miesiace, uczciwie przez 10h dzinnie i czasem nawet w soboty, ciagle testował i ciagle byly bledy. Przyszedł inny i napisał to w tydzien. Kurtyna.

2

Dwie w tym samym czasie to bym nie polecał. Ale świat jest całkiem spory i śmiało można ogarnąć sobie pracę dla Europy i USA, a wtedy różnica czasowa sprawia, że praca nie musi się nakładać. Jeszcze idealnie, jak chociaż jeden z tych "etatów" pozwala na pracę w dowolnych godzinach + ewentualnie jakieś spotkanie. I z takim setupem można tak ciągnąć całkiem długo bez kombinowania i jakiegoś przemęczania się.

3

Pracowałem tak kilka miesięcy. W starej firmie zmienił się menager i zaczął się najbardziej chamski micromanagement jaki można sobie wyobrazić (zakrawający o mobbing), a nowa firma okazała się sektą scruma. Finalnie stres, nakładające się spotkania plus niedający żyć menager, i wyszło tak, że kilka miesięcy pracowałem.
Uważam, że da się tak pracować bez problemu. Pracy masz na tyle, że w 7 godzin uczciwej (!) pracy da się zrobić 2 etaty. Niestety upo menago upierają się, że musisz po 2+ godziny dziennie siedzieć na spotkaniach z wyłączoną kamerką i wyłączanym mikrofonem.
Sam jestem na etapie szlifowania angielskiego, żeby zacząć pracować na 2 etaty za euro i dolary. Moim zdaniem da się - ale pracownik musi te 3-4 godziny uczciwej pracy wykonaj, a pracodawca nie może być sekciarzem

8

Mam nadzieje, że przyjdzie do IT recesja, która spowoduje, że osoby oszukujące i pracujące na 2 etaty udając, ze zajmuje im to 8godzin, zwłaszcza gdy są na umowie płatnej od godziny poniosą konsekwencje. Jest to zwykłe złodziejstwo. Nie różni się niczym od zostania oszukanym przez ekipę remontową, która liczy za dniówkę, a jednocześnie robi 2 fuchy.
Brzydze się tym :)

5

@bilgeits:
Mam nadzieję, że masz umowę na pełen etat (lub 160/168h miesięcznie na b2b) i pracujesz uczciwie co do minuty, bo jak nie to jest to złodziejstwo i oszukujesz + okradasz swojego szefa.

ps jakby coś to robię na 1 etat :)

7

Skończy się to tym, że firmy albo zaczną wymagać pracy on-site albo wprowadzą jakiś system trackowania/szpiegowania lub micromanagement. Bo póki to dotyczy liczby pracowników w granicach błędu statystycznego to jeszcze można to olać. Ale jak to staje się "trendem" to już straty robią się wymierne.

Nawet jeśli teoretycznie pracownik się wyrabia i w zespole są zadowoleni. Firma płaci za 8h dziennie, więc skoro gościu się wyrabia z taskami to mógłby pracować w drugim zespole albo robić więcej. Z drugiej strony, skoro ktoś się wyrabia i w 3-4h robi tyle co inni to może zasługuje na podwyżkę?

Kolejna kwestia: te 8 godzin dziennie to taka umowna kwestia, dość problematyczna. Programowanie to praca kreatywna, można siedzieć i 10h ale jak człowiek jest zmęczony to nic sensownego nie stworzy. A czasem wystarczy te 3-4h cudownego flow, kiedy kończymy taska wycenianego na tydzień. Ale mało kto z nas chciałby być rozliczany z efektów pracy a nie z wysiedzianych dupogodzin. Ciężko nawet mi sobie to wyobrazić - różnice w prędkości dowożenia w różnych firmach, w których pracowałem, to są rzędy wielkości, a nie procenty. Rozliczanie godzinowe na razie z nami zostanie.
Kolejny problem jest taki, że nie ma sensownych metryk, które by nam mówiły jak efektywny jest programista. Albo przynajmniej ja o takich nie wiem. Wydaje mi się, że możemy polegać co najwyżej na gut feeling członków zespołu, więc firmy zatrudniające programistów są w kropce, bo nadmierna kontrola może źle wpłynąć na morale i produktywność, zwłaszcza najbardziej zaangażowanych pracowników (tych, którzy wg zasady pareto wnoszą do firmy najwięcej).

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1