Czuję się jak prawdziwy impostor

5

Pozwoliłem sobie założyć konto, bo muszę wyrzucić trochę z siebie.

Czuję się jak prawdziwy impostor. Jestem programistą z ponad 10-letnim stażem. Na początku, jeszcze zanim zacząłem pracować bawiło mnie to i sprawiało radość, co nie znaczy, że ślęczałem nad tym non stop. Dłubałem sobie dużo w tamtym okresie w JS. Potem w pracy zacząłem pracować w C# i miałem dużo do nauki, więc dalej mnie to bawiło. Po paru latach miałem spory przestój u jednego z moich pracodawców - wypaliłem się. Nie chciało mi się w pracy nic robić. W końcu zmotywowałem się i trafiłem jako senior do korpo. Tu poczułem się jakbym w jakimś sensie odstawał od innych seniorów, chociaż nie dramatycznie. Otoczenie było mimo wszystko znacznie lepsze niż koledzy w poprzednim Januszeksie. Mogłem się w końcu trochę poduczyć, ale wciąż - miałem wrażenie, że rzeczy podstawowe, czyli sam język czy też wszystko co związane np. z SQL ogaraniam bardzo dobrze, ale już wtedy zauważyłem u siebie brak ciągot do ślęczenia jakie to teraz frameworki czy biblioteki są na topie, a specyfika pracy powodowała, że tkwiłem dalej jako taki programista C# z SQL i... tyle, bez większych dodatków. Ba, nawet nie mogłem powiedzieć, że znam ASP.NET i jak działa IIS w tamtym okresie, bo nie robiliśmy webówki. Po paru latach wskoczyłem na pozycję leada. Mieliśmy projekt z ASP.NET jako API, ale w zasadzie na potrzeby wewnętrzne i nawet dogłębnie nie czułem potrzeby poznawać ASP.NET, bo bardziej traktowaliśmy to jako narzędzie do odpalania jobów i odpytywania o wyniki (system do kalkulacji składek ubezpieczeniowych) i nie mieliśmy potrzeby tworzenia API dostępnego dla innych. Klient był zawsze mega zadowolony z mojej pracy i mam potwierdzenie od zespołu, że był on również bardzo zadowolony z pracy ze mną. Już wtedy czułem się jednak jako taki lead, który po prostu potrafi programować, a nie jara go postęp technologiczny i nowinki.

Zmieniłem jakiś pracę parę miesięcy temu, jest spoko, ale wciąż czuję się, jakby moje braki były w jakiś sposób ukrywane. Jak impostor. Czuję jakby to, że jestem dobrym leadem jeśli chodzi o ludzi i zaangażowanie to za mało. Czuję, że prawdziwy lead powinien być zaangażowany również w poznawanie nowych rzeczy, naukę po godzinach, żeby potem móc natchnąć team nowymi rozwiązaniami, nowymi ciekawymi propozycjami, tym jak potrafi wziąć sprawy w swoje ręce jak chodzi o technologie i wyczarować coś efektownego. U mnie tego nie ma. Raz na jakiś czas jak czuję braki w jakiejś dziedzinie to poświęcę parę godzin z tydzień, max dwa pod rząd, żeby się podszkolić i tyle. Jak słyszę hasełka, które nic mi nie mówią to odpalam Google i czytam co to takiego, ale niestety na tym się zwykle kończy. Gdy słyszę, że ktoś w pracy robi fajne projekty gdzie jest np. DDD, CQRS + Event Sourcing, wszystko pięknie zsetupowane w chmurze z jakimś NoSQL czy Redisem to myślę o sobie z pobłażliwością, bo tkwiłem przez lata w .Net Framework z SQL-em z odrobiną Angulara czy Reacta, ale bez szału i może wiem o czym jest mowa, ale nigdy nie miałem okazji być w projekcie, który nie byłby g**no setupem zdeployowanym na jakiejś wirtualce. Nawet tych projektów mimo ponad 10 lat zebrało się moim zdaniem bardzo mało, bo w niektórych tkwiłem po parę lat. Czasami mam wrażenie, że rozgarnięty regular jakby się dowiedział ile rzeczy ja nie wiem to by się złapał za głowę kto nim leaduje.

Jedyne co wiem, co mnie pociesza i trzyma to, że ludzie, z którymi pracuję są zadowoleni. Wiedzą, że mogą liczyć na moje wsparcie i wiedzą, że będę zawsze otwarty na dyskusje jak coś zrobić (well, bo mając ograniczoną wiedzę muszę na tym często polegać). Wiem, że szef czy klient będzie zadowolony, bo jak dostanę temat to go dowiozę i jak trzeba będzie to będę latał zbierał wymagania czy robił za scrum mastera. Ale wciąż mam to poczucie oszukanego leada. Szczególnie gdy gadam z innymi leadami w organizacji, którzy mają mnóstwo pomysłów jak coś ulepszyć i usprawnić. Ja rozkładam ręce i czekam aż mi to ktoś narzuci z góry.

5

A jakie jest pytanie? ;)

7
RealImpostor napisał(a):

Pozwoliłem sobie założyć konto, bo muszę wyrzucić trochę z siebie.
Gdy słyszę, że ktoś w pracy robi fajne projekty gdzie jest np. DDD, CQRS + Event Sourcing

Po co ci to? To brzmi jak fetyszyzm technologii, rozwiązań. Byłem kiedyś w dwóch projektach, w którym był DDD, CQRS + Event Sourcing i był to przerost formy nad treścią. Tak jakby tworzenie własnej obiektówki za pomocą dziwnych konstruktów.

Mimo, że wszystko z osobna może mieć sens. W szczególności event sourcing to fajna koncepcja programowania. Problem tylko, że ludzie robią z tego wielkie halo i zamiast zrobić bezpośrednio to, co mają zrobić, to robią z 50 rzeczy w około. Podobnie ze wszystkim innym komercyjnym. Ja mam wrażenie, że prawdziwe programowanie to się robi dla siebie, hobbystycznie, bo komercyjnie to się człowiek tylko bawi i udaje profesjonalistę.

bo tkwiłem przez lata w .Net Framework z SQL-em z odrobiną Angulara czy Reacta

Angular i React to popularne frameworki, więc nie jesteś przegrany.

4

@RealImpostor:

Mieliśmy projekt z ASP.NET jako API, ale w zasadzie na potrzeby wewnętrzne i nawet dogłębnie nie czułem potrzeby poznawać ASP.NET, bo bardziej traktowaliśmy to jako narzędzie do odpalania jobów i odpytywania o wyniki

Eee? Czyli robiłeś projekt w technologii, której nie znałeś?

Czuję, że prawdziwy lead powinien być zaangażowany również w poznawanie nowych rzeczy

Każdy programista. Nie uczysz się to stoisz w miejscu a nawet się cofasz.

Ale wciąż mam to poczucie oszukanego leada. Szczególnie gdy gadam z innymi leadami w organizacji, którzy mają mnóstwo pomysłów jak coś ulepszyć i usprawnić. Ja rozkładam ręce i czekam aż mi to ktoś narzuci z góry.

Skoro widzisz gdzie jest problem, to dlaczego nic z tym nie zrobisz?

Ten wpis poza "wypłakaniem" się to miał jeszcze jakieś zadanie?

7
RealImpostor napisał(a):

Szczególnie gdy gadam z innymi leadami w organizacji, którzy mają mnóstwo pomysłów jak coś ulepszyć i usprawnić.

Tak, tylko że zawsze po takim pomyśle jest narzekanie że no ale nie ma capacity na to, jest jak jest i tyle z tych wielkich pomysłów :P

Jedyne co wiem, co mnie pociesza i trzyma to, że ludzie, z którymi pracuję są zadowoleni. Wiedzą, że mogą liczyć na moje wsparcie i wiedzą, że będę zawsze otwarty na dyskusje jak coś zrobić (well, bo mając ograniczoną wiedzę muszę na tym często polegać). Wiem, że szef czy klient będzie zadowolony, bo jak dostanę temat to go dowiozę i jak trzeba będzie to będę latał zbierał wymagania czy robił za scrum mastera.

No i to znaczy, że jesteś oddany pracy, wkładasz w nią serce i jesteś dobrym leadem. Nie spie**ol tego.

0
.andy napisał(a):

@RealImpostor:

Mieliśmy projekt z ASP.NET jako API, ale w zasadzie na potrzeby wewnętrzne i nawet dogłębnie nie czułem potrzeby poznawać ASP.NET, bo bardziej traktowaliśmy to jako narzędzie do odpalania jobów i odpytywania o wyniki

Eee? Czyli robiłeś projekt w technologii, której nie znałeś?

Tak i nie. Nieprecyzyjnie się wyraziłem. Endpointy były tylko na potrzeby odpalania jobów. To nie był CRUD. Potrzebowaliśmy po prostu jakiś trigger, wybraliśmy ASP.NET, zrobiliśmy controllery, a reszta to była tona kodu, który coś przeliczał. Stąd nie miałem nawet ciśnienia poznawać wielu aspektów ASP.NET, bo zwyczajnie nie wyglądało, że będzie to nam potrzebne.

Ale wciąż mam to poczucie oszukanego leada. Szczególnie gdy gadam z innymi leadami w organizacji, którzy mają mnóstwo pomysłów jak coś ulepszyć i usprawnić. Ja rozkładam ręce i czekam aż mi to ktoś narzuci z góry.

Skoro widzisz gdzie jest problem, to dlaczego nic z tym nie zrobisz?

To jest problem, który siedzi w mojej głowie. Nie mam problemów z radzeniem sobie w pracy. Nie robię z tym nic (lub niewiele), bo nie czuję motywacji i czuję się wypalony jako programista. Nie czuję motywacji, bo przemykam sobie między projektami widząc, że pomimo jakichś braków wszyscy są zadowoleni. Nie mam też ochoty uczenia się wielu rzeczy, bo wiem, że po prostu jest bardzo duża szansa, że w ogóle jej nie użyję. Mógłbym przez ostatnie lata poskrobać coś w Azure, AWS, Google Cloud, Kubernetes, czy w czymkolwiek innym co kojarzy się z nowoczesnością, ale ostatecznie okazuje się, że kolejny projekt jedziemy bez tych rzeczy. Zanim faktycznie przychodzi mi użyć czegokolwiek nowego to już dawno nie pamiętam co się uczyłem 2 lata temu. A jeśli przychodzi mi użyć czegokolwiek czego nie używałem to wiem, że przysiądę sobie w parę wieczorów po parę godzin i zdobędę wystarczającą wiedzę, żeby móc z tym iść do przodu, niekoniecznie będąc w tym super obeznanym. Ale oczywiście powoduje to, że próba zaproponowania ciekawego rozwiązania z mojej strony będzie mocno ograniczona, bo zamiast być w stanie zaproponować coś samemu to albo polegam na tym co zwykle w danej organizacji jest używane lub dyskutujemy z teamem co mogłoby być wybrane. Team zwykle jest z tego zadowolony, bo może się wypowiedzieć i czuje, że ma wpływ na naszą pracę.

1

Gdy słyszę, że ktoś w pracy robi fajne projekty gdzie jest np. DDD, CQRS + Event Sourcing, wszystko pięknie zsetupowane w chmurze z jakimś NoSQL czy Redisem to myślę o sobie z pobłażliwością, bo tkwiłem przez lata w .Net Framework z SQL-em z odrobiną Angulara czy Reacta, ale bez szału i może wiem o czym jest mowa, ale nigdy nie miałem okazji być w projekcie, który nie byłby g**no setupem zdeployowanym na jakiejś wirtualce

Czy masz jaką kolwiek pewność że z tego DDD, CQRS + Event Sourcing ostatecznie też nie wyszłedł g'wno setup zdeployowany na jakiejś wirtualce?

Jako CRUD developer pracowałem kiedyś przy legacy CRUDie który był miał CQRS + Event Sourcing. Projekt był tak stary i architekt był tak stary że nawet nie wiedział że to jest CQRS. Mówił na to CUD + R, a my mówiliśmy że to cud że to działa

A na poważnie. Programowanie jest tak wielką dziedziną że trudno umieć wszystko. Ja np od początku padnemi staram się nauczyć Haskella i to też ogromny temat się okazało i ludzie narzejaką że jest tego tyle że 10 lat można się uczyć.

Jacyś szaleńcy na konferencjach mówią nam że człowiek to nie owad żeby się specjalizować, ale to by znaczyło że lekarze nie są ludzmi tylko owadami. Znajoma jest lekarzem diabetologiem, ale to było zbyt ogólne, ona jest lekarzem diabetologiem specjalizującym się w pompach insulinowych.
Inny lekarz w Kielcach specjalizuje się w robieniu piersi (bo cała chirurgia plastyczna to było za dużo). Kobiety z całej Polski przyjeżdzają do niego (nie tylko powiekszać, ale też operować guzy). Myślisz że zyskałby taką słąwę jakby znał się na wszystkim i po nocach czytał i uczył się jak robi też np nosy?

11

Czasem jakieś takie stereotypy się pojawiają, które są zakorzenione od dziesiątek czy setek lat i często powtarzane przez wszystkich, nawet jak nie ma to większego sensu. Coś na zasadzie dziewczyna powinna się szanować, jak lubi seks i zmienia partnerów to jest łatwa, puszczalska, jedynie można iść do łózka ze swoim facetem, a najlepiej to po ślubie. Nie, dziewczyny mają takie samo prawo cieszyć się seksem co faceci.

A do czego zmierzam i po co ta wstawka?

Bo takim samym idiotycznym i powtarzanym sloganem jest to, że trzeba być w pracy (w szczególności w IT) pasjonatem, że po godzinach trzeba pisać swoje projekty, a każda chwila nie spędzona przed kompem jest chwilą zmarnowaną. Nie, Twoim zadaniem jest robienie tego, co masz do zrobienia. Skoro sam piszesz, że współpracownicy, szefowie i klienci są z Ciebie bardzo zadowoleni, to dla mnie temat jest zamknięty - jesteś dobrą osobą na odpowiednim stanowisku.

Piszesz też, że nie śledzisz nowości, nie rusza Cię podniecanie się jakimiś hasłami, które teraz są modne, a za 2 lata nikt o nich nie będzie pamiętać. Jak dla mnie to super, że nie jesteś bezmyślnym wyznawcą cargo kultu, który co gdzieś usłyszy to musi od razu wepchnąć do projektu, nieważne czy to ma sens. I potem się dzieje tak, jak @Miang ma w swojej sygnaturce - czyli dzisiaj programiści uwielbiają przepisywać kod z jednego języka do drugiego, tylko po to by z projektem nadal stać w miejscu ale na nowej technologii. Podstawowym celem tworzenia aplikacji jest to, żeby działały i robiły to, do czego zostały stworzone. Oczywiście - powinno to być napisane porządnie, zgodnie z zasadami itp, ale nie pozwól, żeby pogoń za nowościami stała się celem sama w sobie i przesłoniła to, co najważniejsze - czyli dowożenie działającego produktu. A to - z tego co piszesz, wychodzi Ci bardzo dobrze.

No i pamiętaj, że im stanowisko wyżej, tym bardziej jest zbliżone do bycia managerem/kierownikiem a nie klepaczem. Raczej nikt nie oczekuje, żebyś wszystko znał i był ekspertem. Jak sam piszesz - gdy potrzeba to posiedzisz 2 dni, poszukasz i ogarniesz temat na poziomie wystarczającym. I to właśnie jest super - że jesteś człowiekiem-orkiestrą. Nie znasz wszystkiego super, ale za to znasz wiele rzeczy z grubsza, wiesz co gdzie można zastosować. OK, jakbyś siedział cały czas w jednej technologii i ją średnio ogarniał to by było słabe. Ale nie taka jest Twoja rola. Ty masz nakreślić kierunek i delegować temat osobie, która się w tym specjalizuje. Przecież masz jakiś zespół, masz w nim ludzi - więc cały mechanizm działa, a wszyscy są zadowoleni z współpracy z Tobą.

0

Czuję, że prawdziwy lead powinien być zaangażowany również w poznawanie nowych rzeczy, naukę po godzinach, żeby potem móc natchnąć team nowymi rozwiązaniami, nowymi ciekawymi propozycjami, tym jak potrafi wziąć sprawy w swoje ręce jak chodzi o technologie i wyczarować coś efektownego

Twoją rolą jako kierownika, nie jest być najmądrzejszy i najlepszy ze wszystkich. Twoją rolą jest najlepiej wykorzystać umiejętności podwładnych, który często będą od ciebie lepsi w swoich dziedzinach. Zamiast poznawać wszystko na własną rękę i wszystkich słuchaj innych. Oni mieli więcej czasu i praktyki by poogarniać nowinki.

Weźmy takiego kierownika budowy. Przecież nikt nie oczekuje, że będzie wiedział w jaki sposób najefektywniej spawać, zgrzewać papę, czy sylikonowywać elementy. Od tego są specjaliści, którzy mają wypracowane techniki przez lata doświadczenia. Natomiast powinien umieć podejmować decyzje w oparciu o opinię tychże specjalistów.

2

@cerrato:

Piszesz też, że nie śledzisz nowości, nie rusza Cię podniecanie się jakimiś hasłami, które teraz są modne, a za 2 lata nikt o nich nie będzie pamiętać. Jak dla mnie to super, że nie jesteś bezmyślnym wyznawcą cargo kultu, który co gdzieś usłyszy to musi od razu wepchnąć do projektu, nieważne czy to ma sens.

no nie, bo jak masz ocenić sens czegoś gdy nawet nie wiesz że istnieje?

to co piszesz nie jest dobrym sposobem moim zdaniem, bo po prostu jest to naiwne.

możesz nie używać dockera, kubernetesa, baz nierelacyjnych, chmur, DDD, CQRSa, nawet nie musisz gita używać tylko mercuriala, żadnego CICD tylko rzucać SFTPem na proda, mikroserwisów

ale później idąc do innej firmy możesz mieć srogie zderzenie z rzeczywistością, bo pomimo tego że umiesz klepnąć software, to nagle potrzebowałbyś dużo czasu aby w ogóle wystartować, bo nawet konceptów nie znasz.

Gonienie za nowościami nie jest dobre, ale ignorowanie też nie jest dobre.

Firmy oferują godziny szkoleniowe, kasę na szkolenia, konferencje, książki, więc to nie jest tak że musiałbyś w swoim prywatnym czasie się zapoznać z tym.

3 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 0, botów: 3

Robot: Bingbot (2x), CCBot