Sens certyfikatów w IT

4

Certfikaty sa istotne dla niektorych pracodawcow, bo maja podpisane umowy z microsoftem/amazonem/google gdzie maja rozne korzysci biznesowe za to ile certyfikatow maja ich pracownicy.

0

Zdarzyło mi się zauważyć, że pracodwacy czasem zwracali uwagę na certyfikat CISCO, oraz jakieś certyfikaty security. Tylko, że oba były z przeznaczeniem dla adminów i devopsów. Z mojego bagienka to Qt Certified Developer kiedyś coś znaczył, gdy Qt było bezpośrednio w rękach Nokii i Digii, teraz nie wiem czy ktoś zwraca na to uwagę.

2

Certyfikaty mają większą wartość na początku kariery gdy nie ma co wpisać jako doświadczenie. Kiedyś ułatwiały też przejście pierwszego etapu czyli weryfikacji CV ale te czasy już raczej minęły. Obecnie są raczej dodatkiem. Dla mnie podczas rekrutacji sprawa jest prosta: liczy się wiedza i doświadczenie. Prędzej wybiorę kogoś kto ma doświadczenie praktyczne i nie ma certyfikatu niż kogoś bez doświadczenia ale z certyfikatem. Z kolei gdy 2 osoby mają podobne doświadczenie, a tylko jedna z nich ma certyfikat to zdecydują zdolności interpersonalne i kto lepiej będzie pasował do zespołu. Posiadanie certyfikatu jest na dalszych pozycjach bo bądźmy szczerzy - w praktyce aby rozwiązać codzienne zadania potrzeba zwykle tylko wycinek wiedzy potrzebnej aby certyfikat zdobyć.

4

Certyfikaty są po to, żeby firmy które je wystawiają na tym zarabiały i firmy, które są partnerami firm wystawiających certyfikaty mogły ugrać lepsze deale.
Wg mnie, jest to kwestia czysto polityczno-marketingowa. Wiele tematów obowiązujących na egzaminach ze specyficznych certyfikatów po kilku latach jest już nieaktualnych. Poznałem nawet osoby, które organizowały szkolenia z jakichś technologii, zasiadały w komisjach przygotowujących egzaminy, a nawet ani jednego projektu nie wdrożyły z wykorzystaniem tychże technologii, co tym bardziej utwierdziło mnie w absurdalności tego wszystkiego ;). Niektóre projekty tak się porozrastały, że pewnie ich oryginalni twórcy by nie zdali certyfikatów z technologii, którą sami kiedyś tworzyli u podstaw.

Z perspektywy programisty uważam, że certyfikaty są bezużyteczne. Sam nie mam żadnego i nie uważam, żeby mi to w czymś przeszkadzało. Jedyny "papier" jaki mam to dyplom mgr inż. informatyki. Nie po to kończyłem studia, żeby kolejne egzaminy zdawać. Może przygotowanie do certyfikatu pozwala zdobyć i ugruntować wiedzę, jeśli ktoś startuje od zera lub prawie zera, ale na pewno nie zastąpi to wiedzy praktycznej zdobytej podczas tworzenia i rozwijania realnego projektu.

2

Z perspektywy programisty certy są bezużyteczne bo nie ma tam "liczących się" certów dla tej domeny, z perspektywy DevOpsa taki certyfikat z AWSa czy Azure może odhaczyć punkt "desirable" w wymaganiach o pracę, w sieciach lub security to samo dla innych certyfikatów.
Oczywiście to że posiadasz certyfikat nie oznacza że to umiesz bo jak sam ktoś napisał można się wykuć odpowiedzi, ale jak zdajesz ten certyfikat to robisz to jednak dla siebie, a nie byle by wykuć odpowiedzi i tyle, bo kogo oszukujesz? Tylko siebie. Certyfikaty mają to do siebie że wygasają więc dla pracodawcy to też może być sygnał że dokształcacie się co jest ważne bo to że na co dzień pracujecie z daną technologią/toolem nie oznacza że stykacie się z każdym jego aspektem, więc przy nauce do takiego certyfikatu można się nauczyć czegoś nowego i poszerzyć swoją wiedzę.

2

Egzaminy z k8s są praktyczne. Jak masz budżet szkoleniowy lub brakuje motywacji do nauki własnej to warto zrobić.

0

Ja zdałem z angielskiego rok temu egzamin FCE (chyba ma teraz nieco inną nazwę, ale i tak wszyscy mówią FCE) czyli poziom [email protected] i jestem z tego dumny :) hehe, tak wiem, ze w szkole dzieci zdaja :P

3

Mam certyfikat CEA (C1) z angielskiego plus Solution Architecta Associate z AWS i Oracla OCP z Javy 11. Nie zauważyłem aby mi to coś pomagało. Najtrudniejszy egzamin jaki zdawałem to chyba C1 z angielskiego bo wymagał ode mnie 2 lat intensywnego chodzenia do szkoły językowej + rozmów prywatnych lekcji z lektorami.

Moim zdaniem najbardziej w branży liczy się dla mnie angielski ponieważ płynność angielskiego, mówienie tego co myślę, pełna swoboda daje mi w pewnym sensie w pracy wyższy status w hierarchii zespołu, jestem mega komunikatywny z biznesem, managerem że chcą ze mną rozmawiać. W sumie to jeżeli miałbym polecić programiście w dzisiejszych czasach naukę czegoś to przekładałbym umiejętności angielskiego/komunikacyjne nad umiejętności techniczne, szczególnie w dobie pracy zdalnej. To śmiesznie wygląda jak Senior Developer kaleczy angielski i nie potrafi się ładnie, składnie wysłowić lub "duka", szczególnie jak często pracujemy dla klientów zagranicznych, brzmi to nieprofesjonalnie i żadna umiejętność techniczna tego nie nadgoni.

5

Ja jestem devopsem i mam CKA i CKS z kubernetesa. Dla mnie człowiek, który to zdał jest na lepszej pozycji i chętniej bym go zatrudnił. Z drugiej strony certy z chmur, te bardziej podstawowe są nic nie warte, zwykły test, można wkuć pytania. Moim zdaniem zależy to od certyfikatu i jak ktoś taki cert ma to zakładam, ze coś tam umie. Z drugiej strony czasami certy są wymagane. Moim zdaniem jak masz do wyboru zrobić certa to warto.

1
LukeJL napisał(a):

Tzn. wg tych definicji https://pl.wikipedia.org/wiki[...]ta%C5%82cenia_J%C4%99zykowego
to ja (i pewnie sporo innych Polaków) nie mam C2 nawet z polskiego (ba, przypuszczam, że większość Polaków polskiego nawet na C1 nie zna). Więc poziom C2 z angielskiego to naprawdę byłby poziom mistrzowski.

Więc jestem ciekaw, czy egzamin na C2 to rzeczywiście poziom master i trzeba być mocarzem, czy może to taka ściema, którą można łatwo shakować, jak większość innych egzaminów*, i w rezultacie zdać egzamin na C2, nawet prezentując na codzień niższy poziom.

Poziom C2 z angielskiego nie jest wg mnie jakiś wyjątkowo mistrzowski. To że wielu native-speakerów go nie ma, wynika z tego, że mierzy w pewnym stopniu zdolności językowe w ogólności, a nie tylko czystą znajomość języka. Czyli kreatywność, elokwencję, umiejętność dopowiedzenia sobie czegoś z kontekstu, również logiczne myślenie. Jeśli ktoś nie ma tych umiejętności rozwiniętych w związku z językiem polskim, to z angielskim pewnie też będzie mu trudno. Wszystko da się trochę shakować, ten egzamin też, w tym sensie, że uczysz się konkretnie pod niego. Ja zdałem go jakieś 10 lat temu na B, od tego czasu mój poziom spadł pewnie tak do B2-C1, ale pewnie nierównomiernie. Moim nauczycielem do tego egzaminu był Anglik, który w swoim kraju był policjantem, a nie nauczycielem angielskiego, ale jako nauczyciel w Polsce miał wysoką skuteczność.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0