Nauczyciel informatyki (etat)

2

Przecież na informatyce nie uczy się programowania tylko obsługi windows i office... Jasne że się znajdą chętni.

5
kevin_sam_w_domu napisał(a):

Dolicz do tego 2 miesiące płatne 100 % wakacje + ferie + wolne weekendy, plus praca około +/- 25h tygodniowo co i tak nie jest dużo. Do tego dodatki typu 13 stka.

Wolne żarty. Co jakiś czas pojawiają się pomysły, żeby nauczyciele pracowali tylko 8 godzin dziennie i nie brali już później żadnej roboty do domu, i moja partnerka zawsze powtarza, że ona jak najbardziej jest za.

Przygotowywanie do lekcji, sprawdzanie prac, konsultacje, praca z dziennikiem itp.

Problem z informatyką w szkole jest taki, że żeby jej uczyć nawet w podstawówce trzeba mieć zaliczoną matematykę na poziomie uniwersyteckim. Efekt tego niedorzecznego wymogu jest taki, że informatyki uczą przeważnie matematyce po przeszkoleniu, co niekoniecznie wychodzi nauczaniu informatyki na dobre.

1

@Freja Draco: Potrzebne źródło co do tego wymagania. Przeglądnąłem parę ofert i w żadnej nie było nawet słowa matematyka.

0
krsp napisał(a):

@Freja Draco: Potrzebne źródło co do tego wymagania. Przeglądnąłem parę ofert i w żadnej nie było nawet słowa matematyka.

No to może ktoś się tam zdobył na refleksję i usunął to wymaganie w minionej dekadzie. Ale pamiętam, że w pierwszych latach wieku tak właśnie było, bo moja partnerka skończyła podyplomówkę, żeby oprócz polskiego móc uczyć również informatyki (do czego ma dryg), po czym dowiedziała się, że cały jej czas i kasa są psu na budę, bo bez matematyki na odpowiednim poziomie, nie jest w stanie uczyć dzieci obsługi Worda i programowania w LOGO.

1

Przecież obecnie jest takie ssanie na nauczycieli Informatyki, że biorą każdego kto skończył studia i ma przygotowanie pedagogiczne. Nie trzeba spełniać żadnych wymagań bo dyrekcje wiedzą, że za tak śmieszne pieniądze nikt kto potrafi napisać poprawnie singletona w Javie nie przyjdzie pracować bo każda kaleka, która cokolwiek potrafi dostanie 2x większy hajs w pierwszym lepszym januszsofcie gdzie kultura pracy jest taka sama jak w edukacji...

Mam info, że obecnie w większości szkół średnich w Krakowie i okolicach szukają nauczycieli informatyki i ciężko jest kogokolwiek znaleźć.

Edit: Jeśli chodzi o nauczycieli informatyki to tacy, którzy idą do tego zawodu z pasji bo chcą uczyć i sama możliwość nauczania jest dla nich ważniejsza niż zarobki (znam kilka takich osób) to mogą sobie przebierać dowoli w ofertach i wybierać takie szkoły gdzie nauczanie jest przyjemnością.

2

W rodzinie mam 2 nauczycieli informatyki. Moja siostra po przekwalifikowaniu się z edukacji wczesnoszkolnej została "informatykiem". Odbyło się to w sumie wbrew jej woli, zrobiła jakieś dodatkowe kursy "na wszelki wypadek" i gdy zaczął się niż demograficzny to dostała propozycję "albo uczysz informatyki albo się żegnamy". Nie jest zbyt ogarnięta w komputerach, programować zupełnie nie potrafi, nawet html nie ogarnia. Teoretycznie w programie późnej podstawówki są jakieś elementy programowania, ale po prostu tego ne robi. Ogólnie się nie rozwija w tym kierunku i średnio lubi swoją pracę, ale już jest w takim wieku, że ciągnie do emerytury. Kasa nie jest zła bo dług pracuje w zawodzie i ma najwyższy stopień. Z tego co wiem to są okolice ~4k podstawy (trochę poniżej). Ale ma też trochę dodatków etc więc licząc wszystko raczej 4k netto bez problemu wyrobi. Dochodzą do tego też różne "okazje" - np. kiedyś była w programie sponsorowanym przez UE, gdzie miała chyb dodatkowe 4 zjazdy 2 dniowe + kilka razy musiała jakiś studentów przyjąć - w zamian dostawała przez rok dodatkową pensję. Oczywiście pozycja dożywotnia bo nauczyciela zwolnić trudno, a znaleźć kogoś do nauki informatyki graniczy z niemożliwością i nadgodzin też można brać ile się chce.
Co do ilości pracy to nie spotkałem jeszcze nauczyciela, który by nie narzekał. Prawda jest gdzieś po środku. Są nauczyciele, którzy faktycznie robią po 18h/ tydzień - np. WF, wychowanie wczesnoszkolne etc. Są tacy, którzy pracują znacznie więcej bo przygotowują ciekawe zajęcia albo mają dużo prac do sprawdzania (np. poloniści). Znam dwa przypadki nauczycieli, którzy od lat robią 2 etaty w 2 różnych szkołach - w normalnych zawodach raczej wyrobienie 2 etatów nie jest fizycznie możliwe.

Drugi przypadek w rodzinie to moja teściowa, która dorabia sobie do emerytury. Wcześniej uczyła na uczelniach prywatnych, ale znowu niż demograficzny zredukował takie potrzeby. Teraz uczy w technikum - jest tam o tyle zabawna sprawa, że w technikach informatycznych informatyka jest traktowana jako przedmiot zawodowy (tak jak np. fryzjerstwo w technikum fryzjerskim) przez co pensum jest znacznie wyższe (chyba coś koło 30h zamiast niecałych 20). Wprowadzenie tego przepisu spowodowało całkiem spore zamieszanie i wielu nauczycieli odeszło. Teściowa mimo, że uczyła na uczelniach, sama jako chyba jeden z pierwszych roczników kończyła informatykę na politechnice i coś tam faktycznie ogarnia to ma drugi od dołu stopień nauczycielski i zarabia grosze. No ale w jej przypadku to tylko dodatkowa praca na zlecenie. Co roku chce odejść i ciągle ją przekonują aby jeszcze rok została bo inaczej nie będzie miał kto studentów do matury przygotować.

Myślę, że te dwa przypadki pokazują, że zawód jest zróżnicowany. Pójść tam dzisiaj to jakiś dramat, ale jak ktoś pracował od lat to ma dobre pieniądze, często możliwość dorobienia, sporo wolnego czasu etc. Zwłaszcza dla kobiet nie jest to zła opcja.

5

Powiem tak- uczyć kogoś jest spoko, nawet niezdyscyplinowaną klasę jakąś bym przeżył, ale zabiłaby mnie papierkologia- sprawozdania, raporty, awanse i cała biurokracja. Wszyscy moi znajomi nauczyciele toną w jakichś bezsensownych papierach zamiast skupić się uczeniu. Ale wiadomo... kuratorium, miisterstwo, organ prowadzący szkołę itd. muszą udowodnić, że są potrzebni.

4

Wątpliwe, by znaleźli kogoś rzetelnego. Praca nauczyciela, zwłaszcza w szkole publicznej, to obecnie jeden z najgorszych możliwych zawodów. Jak ktoś ma kompetencje z zakresu IT i rzeczywiście jest w tym dobry, to absolutnie powinien unikać tego rodzaju miejsca pracy. Zarobki są żenująco niskie jak na poziom stresu i sposób traktowania nauczycieli ze strony uczniów, ich roszczeniowych rodziców, oderwanych od rzeczywistości dyrektorów oraz innych nauczycieli. Trafienie na fajne środowisko pracy w szkole jest bardzo mało prawdopodobne, po niedługim czasie nawet najbardziej zaangażowanemu dydaktykowi się odechciewa. Moja wiedza w tym temacie bazuje na doświadczeniach członków rodziny, którzy zostali nauczycielami. Zdecydowanie droga niewarta poświęcenia, bo wymagania formalne są spore, a do tego dochodzi kuratorium i wchodzenie pracodawcy z butami w życie prywatne nauczyciela.

Jak się ma zacięcie do przekazywania ludziom wiedzy, to widzę obecnie dwie opcje. Mało realna - zostanie pracownikiem dydaktycznym na uczelni, niestety tutaj trzeba się liczyć z kumoterstwem na skalę znaną chyba tylko spółkom Skarbu Państwa i sektorowi prawniczemu. Bardziej realna - tworzenie kursów online, organizowanie warsztatów, słowem - prywatny biznes nastawiony na edukację. I tak chyba obecnie robią osoby, które lubią uczyć innych, a jednocześnie są w tym dobrzy.

4

Nie jest to budujący obraz rzeczywistości :(. Mam za druga połówkę panią nauczycielkę i wiem jak to wygląda z boku. Jednocześnie jako rodzic też wiem jak wygląda to od strony klienta systemu i mając doświadczenia z obu tych stron grube słowa cisną mi się na usta. Wypowiadane jako przekleństwo "obyś cudze dzieci uczył" ma uzasadnienie.

Marzy mi się szkoła inspirująca, otwarta i pozbawiona sprawdzania, że uczeń czegoś nie umie (skoro się nie nauczył to po co to sprawdzać, że nie umie i tracić czas?). No ale do takiej szkoły niezbędni są i nauczyciele i pasjonaci i sensowny program nauczania. Jeśli nie będzie sensownych warunków (ekonomicznych, technicznych, organizacyjnych itd) to faktycznie małe szanse na znalezienie dobrego nauczyciela bo prywatna część sektora edukacji go podkupi. Ktoś jednak te dzieci uczyć musi - czasem jednak jak robiłem dzieciakom zadania "z informatyki" to aż serce krwawiło jaki to marnowanie czasu i potencjału. Teraz będzie jeszcze lepiej po dowaleniu dodatkowych godzin historii - inni będą edukować się w biotechnologii, naukach technicznych, medycynie itd. a u nas dzieci będą "ekscytować się" historią oręża polskiego i rolą Kościoła w odzyskaniu niepodległości.
KJM!

1

Czytam ten temat, nie mam dzieci więc dopytam - poważnie w szkole uczą dzieci programowania? W sumie jaki jest tego cel? Rozumiem naukę excela, worda, programów graficznych - bo to się przyda każdemu niezależnie od zawodu - bo przecież jedni pójdą pracować na budowie, inni w biedronce na kasie, inni z kolei na studia i potem jako lekarze, prawnicy a jakiś znikomy procent pewnie jako informatycy/programiści. Wszystkim im przyda się znajomość offica, chociażby żeby zrobić cv, coś obliczyć w excelu itp. Ale po kiego grzyba uczyć w szkole programowania, które 99% osobom do niczego się potem w życiu nie przyda? (patrze racjonalnie, a nie, że ja jestem programistą to, że w szkole muszą uczyć informatyki). To już religia jest bardziej przydatna, bo nawet jak nie jesteś mega wierzący to jednak raz do roku do kościoła pójdziesz się wyspowiadać.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0