Pierwsza praca w życiu

6

Moje życie to moja praca ciężka. Po prostu się nie poddawałem. Mam rodzinę, dom, zwierzęta, pracuje w domu całkowicie elastycznie, mam kilka biznesów. Mimo to uważam, że jestem leszcz, jeszcze sporo przede mną do osiągnięcia. To mnie tylko motywuje. Są dwa typy ludzi - których motywują wyzwania i jak upadną to się podnoszą i drugi typ ludzi co zniechęcają się patrząc jaką mają drogę przed sobą, a jak się wywalą, to staczają się do rowu i zasypiają. Nie wiem co lepsze i czy ten drugi typ ludzi da się zmienić - tego nie wiem, ale wiem, że tacy są i znam takich sporo. Żaden nie odnosi sukcesu. Co do ludzi sukcesu - każdy widzi ich sukces ale nikt nie pamięta lub nawet nie wie o ich porażkach. Ludzie sukcesu to tacy, co po prostu się nie poddają. Screenshot_20210503-162452.png

0

To mój ostatni post na tym forum, żegnajcie i tak mnie tu nikt nie lubił i nie znał więc w sumie to tylko fasada.

Anyway, współczuję ludziom, którzy mają te same problemy co ja.
Nie ma lekarstwa i nie ma żadnej dobrej rady, która mogła by pomóc.

Usuwam konto, próbowałem pomagać tu ludziom, ale sam sobie nie potrafię pomóc więc muszę zniknąć na wieki.
Nigdy więcej nie odświeżę tej strony...

//edit prostytutka jeszcze z błędem napisałem.

0

matrix wprowadza zmiany

5

Uwaga, uwaga!
Proszę się odsunąć i nie robić zbiegowiska.
Proszę spokojnie opuścić ten wątek, zająć swoje stanowiska przy klawiaturach i wznowić pisanie postów i komentarzy.

crime20scene20tape20police_1531623025617.JPG_48622233_ver1.0-9.jpg

3

Bardziej na serio: smutny temat, sam mam kilku kolegów w rodzinnej miejscowości co mieszkali z rodzicami, nigdzie na studia nie pojechali, nikogo sobie nie znaleźli, pracują dorywczo no bo ile trzeba na drobne opłaty. Co samo w sobie jeszcze nie jest smutne, ale przychodzi czasem takie przebudzenie, jak ktoś chciał może czegoś więcej. Nie wiem, czy temat jest taki prosty jak sukces/przegryw, myślę że niektórym po prostu nie zależy. Jak komuś nie zależy, to nie można mówić tutaj ani o sukcesie ani przegrywie, zresztą nie rozumiem tej agresji w tym wątku(niektórych), chyba że użytkownik gdzieś podpadł już.

Samego opa nie rozumiem za bardzo, poza krótkim opisem obecnego życia. Myślę że tutaj dobry będzie terapeuta.

1

Agresja?

Jak ktoś pitoli od rzeczy to się mu wytyka jego błędy w toku rozumowania.

Jak jest mądry, to przeanalizuje i zobaczy, że żyje w swojej wyimaginowanej bańce, jak nie, to ucieknie i się obrazi.

Większa krzywdą dla niego byłoby klepanie po plecach i zachęcanie do tkwienia w tej postawie, bo dalej nie będzie widział błędów po swojej stronie, tylko całe życie niepowodzenie będzie zwalał na rzeczy niezależne.

Spotkał się z dezaprobatą, to może prędzej zaskoczy i przejrzy na oczy.

0

Jak wszystko sie konczy, kiedys to forum bylo z zyciem za czasow delphi i pascala a teraz. teraz wszystko jest na stackoverflow tutaj pytanai zadaja juz tylko same lamusy takie na maxa no i czasem ja xD

1
BluzaWczolg napisał(a):

Bardziej na serio: smutny temat, sam mam kilku kolegów w rodzinnej miejscowości co mieszkali z rodzicami, nigdzie na studia nie pojechali, nikogo sobie nie znaleźli, pracują dorywczo no bo ile trzeba na drobne opłaty. Co samo w sobie jeszcze nie jest smutne, ale przychodzi czasem takie przebudzenie, jak ktoś chciał może czegoś więcej.

Albo odwrotnie ;) Dochodzi się gdzieś wysoko, do niby fajnego miejsca - kasa jest, zdrowie jest, robi się coś ważnego i odpowiedzialnego. Ale okazuje się, że to nie to. Masz już dość odpowiedzialności, dowożenia, różnych presji, pierniczenia się z ludźmi i ich podchodami - tej walki szczurów.

Wszystko co dziś masz, wcale tego nie chcesz
Po prostu to jest nie to
To nie to

Czasami z zazdrością patrzę na ludzi, którzy jednak z pozoru nic nie osiągnęli. Z pozoru, bo spokojne życie to może jest jednak całkiem niezłe osiągnięcie, o wiele trudniejsze niż sukces w dzisiejszych czasach. Byleby oczywiście coś tam robić, pracować, a nie być systemową pijawką na zasiłkach, to już patologia ;)

Wycofać się z tej nazwijmy to "ścieżki sukcesu" nie jest tak prosto, bo wchodzi się w pętlę wysokich kosztów życia, opłat, spłacania kredytów itp. Czasami raz się wdepnie w takie życie i już się nie można wyplątać i ta świadomość, że nie ma się wyboru, albo się walczy albo pętla na szyję, może przez kolejne 20, 30 lat - to jest bolesne... I wtedy sobie myślisz - a można było nic nie osiągać, małą łyżeczką jeść życie, biednie, skromnie, ale nie wdepnąć w #programista15k (z uwagi na inflację proponuję zmianę na #programista20k :D ), nie mieć nic, ale i niczego nie potrzebować. Wpojono nam systemowo, że trzeba iść na studia, że trzeba być kimś, coś osiągnąć, kupić mieszkanie, założyć rodzinę. I później pozostają tylko marzenia, że chciałoby się mieć wy*ebane, rzucić wszystkim i jechać w Bieszczady. Tylko marzenia, bo rata kredytu czeka, a na prod wchodzi ważny CR.

Pomyślcie o tym ze swojej perspektywy - kto ma np. kredyt, rodzinę - coś was męczy w życiu? To najpewniej tak zostanie. Można zmieniać pracę, ale presja będzie już zawsze, bo i zawsze będą koszty i odpowiedzialność i wymagania itp. Gdzieś pewnie jest granica, przy której zarabia się na tyle dużo, że faktycznie można mieć wywalone, ale to nie dla maluczkich i uczciwych. I nie w tym kraju.

Też mam takich kolegów @BluzaWczolg - czasami mi ich szkoda, ale czasami zazdroszczę. Nie jestem nimi, ale na tyle na ile gadamy, całkiem się cieszą z tego gdzie są, co mają i co robią. Zazdroszczą mi czasem kasy (że na wszystko mam), ale nie znają ciemnej strony sukcesu. Pewnie i ja nie znam dobrze ich problemów - w myśl zasady wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Gdybym miał powiedzieć - czy warto się piąć po coś więcej - ze 20 lat temu, żądny kasy, sukcesów, krzyczałbym, że tak, oczywiście. Dziś - mam mieszane uczucia. Ta radość, że się czegoś dokonało, po 20 latach powszednieje i już nie kręci sama w sobie. Nawet gdy ta robota kręci, nadal jest pasją, to cokolwiek się robi - nie bo się chce, tylko bo się musi.

Czy warto oddać tyle prostych dni
Aby prorokiem chwilę być?
W szarości nie raz tajemnica tkwi
I dla niej czasem warto żyć

Żeby nie było - ja jestem super optymistyczny, wulkan pozytywnej energii! :) Proszę mi tu żadnych depresji ani wypaleń nie imputować :) Po prostu inny punkt widzenia na osiąganie czegokolwiek z perspektywy człowieka starego :)

Także w temacie:
Be careful what you wish for...

0

@BDA DVB:
Myślę, że problem że ktoś za dużo wydaje na umowie 20k to lżejszy kaliber(chyba że ktoś brał kredyt za kredytem), wymagający poukładania sobie priorytetów jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy i.e. problem w głowie, niż pobudka i samotność kogoś po 30 albo 40tce w jakiejś starczej wiosce(kobiety częściej przeprowadzają się do miasta, zresztą powiedzmy sobie szczerze że ktoś kto żyje za kilka stów miesięcznie i nie ma za co zaprosić do kina niekoniecznie jest atrakcyjny) - problem już nie tylko w głowie tylko w rzeczywistości.

Jasne, można żyć skromnie, na starych śmieciach, mieć znajomych, pracę, czasem drugą połówkę, żyć szczęśliwie. Albo można nawet nic nie mieć poza niezbędnym minimum i żyć jak mnich. Mi bardziej chodziło o takich co jednak nie do końca są zadowoleni, wypierają to/nie uświadamiaja sobie a potem okazuje się że są na początku drogi.

1

To trochę tak nie działa. Można mieć furę kasy, mieszkać w mieście, ale nadal nie być atrakcyjnym i siedzieć samemu ;) Dodatkowo jeszcze użerając się z tym "piętnem sukcesu" ;) To już lepiej mieszkać na wsi ;) Zresztą jeśli kasa poprawia atrakcyjność w oczach jakiejś dziewczyny, to takiej najlepiej unikać - nic dobrego z tego nie wychodzi. Lepiej działa, gdy są wspólne pasje.

Samotność nie jest taka zła, też wydaje mi się, że to jest trochę kwestia myślenia. Mamy wpojony konstrukt rodziny, że trzeba mieć żonę, dzieci, trzeba postawić drzewo, zasadzić dom itp. (albo odwrotnie :) ), bo kto ci szklankę wódy poda na starość. A na koniec osiągasz to... i to jest nie to :) A szklanki i tak nie ma kto podać :)

Wydaje mi się, że ogólnie myślimy o tym samym, tylko od innej strony. Ty o niewygodzie, gdy jest się na jednym końcu, a ja o niewygodzie, gdzie jest się na drugim końcu :) Drugi koniec nie zawsze może być tak atrakcyjny jak się wydaje i nie zawsze wart utraty tego, co się miało na początku... To, że może, podsuwa raczej niezadowolenie z obecnej sytuacji i nie koniecznie musi mieć ono solidne podstawy.

Przypowieść o kebabie:
Kiedyś bardzo dawno temu, a dokładniej to wczoraj, pomyślałem, że kupię sobie kebaba.
Moim celem stało się kupno kebaba, gdyż byłem bez niego głodny i nieszczęśliwy.
Kupiłem, zjadłem.
W sumie po wszystkim okazało się, że za te 15 zł to bym miał jedzenia na cały dzień, lepszego.
I by mnie tak nie przes*ało.
Cóż - osiągnąłem cel, ale niestety okazało się, że jego osiągnięcie nie było tak satysfakcjonujące i bez kebaba także byłbym szczęśliwy.
Mam nadzieję, że rozumiesz przesłanie.
Naprawdę mam nadzieję, bo ja zgubiłem wątek :)

Może po prostu takie jest życie, że zawsze coś uwiera ;) Jest się samemu - samotność. Ma się żonę - gdera nad uchem, dzieci - opieka pochłania resztki czasu i energii. Osiągnie się coś - utrzymanie tego jest męczące, bo to nie działa tak, że jeden strzał i jest się na szczycie - to stała orka, zawsze trzeba się rozwijać w tej branży, uczyć nowych technologii, to się nigdy nie kończy. Nie osiągnie - żal, że się nie osiągnęło :) Na pewno są tacy, którym udaje się wstrzelić w wewnętrzne pragnienia, ale to chyba mocno indywidualna kwestia...

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0