Wątek przeniesiony 2020-09-24 21:35 z Nietuzinkowe tematy przez cerrato.

Skarga szefa w pracy

1
somekind napisał(a):

Jak szef nie umie po angielsku, to niech sobie zatrudnia samych Niemców, a nie robi międzynarodowy zespół. Albo-albo, nie róbcie kutwy z logiki.

Za ścianą sąsiadka robi generalny remont. Polska, W-wa, polska ekipa. Do pomocy majster miał dwóch młodych Ukraińców. Przyjechali do Polski, pracują w polskiej firmie, z polskim majstrem dla zlecającej Polki.
Sąsiadka zatrudniła specjalnie międzynarodową firmę, majster zebrał międzynarodowy zespół.

Robię wieczorem zakupy w pobliskiej Biedrze, szukam czegoś. Pytam jednego pracownika - nie panimaju. Drugi - nie znajut. Trzeci - nic nie mówi chyba w ogóle nie zrozumiał co do niego mówię. Czwarta - w końcu odpowiedź - nużna kierowniczku spraszywat.
Nie znalazłem czego szukałem, poszedłem do kasy samoobsługowej.

Nie wiedziałem, że Biedra w sobotni wieczór wystawia międzynarodowy zespół.

3

Idź na daily i zacznij śpiewać...

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród...

3
BraVolt napisał(a):

Nie wiedziałem, że Biedra w sobotni wieczór wystawia międzynarodowy zespół.

Chyba chciałeś polemizować, ale podałeś analogiczną sytuację.
Jeśli Biedronka zatrudnia ludzi nie znających polskiego, to musi liczyć się z tym, że będą się musieli z nimi porozumiewać w innym języku.
Jeśli niemiecka firma zatrudniła programistę który nie mówi po niemiecku, to musi się liczyć z tym, że komunikacja będzie musiała się odbywać w innym języku.

I tyle. Zachowanie lidera jest rżnięciem głupa, niezależnie od tego, czy przyczyną jest brak znajomości języka, złośliwość czy rasizm.

3

Normalnie, na takie rzeczy rozmawia się twarzą w twarz między przełożonym, a podwładnym (= bez świadków) , jeśli nie ma rezultatu, problem dyskutuje się mailowo (by obie strony miały "papier" na którym można później bazować), a potem rozmawia się z "mediatorem" (przełożonym przełożonego, czy z kimś z HR, lub innym managerem) - chodzi mi o to, ze takie rzeczy powinny być omawiane przede wszystkim w cztery oczy na początku, a potem jeśli nie ma poprawy, powinny być eskalowane (= dodawać innych ludzi, zwiększać formalność). Wiele rzeczy można rozwiązać po prostu gadając z kimś o problemach, a angażowanie kolejnych/wyższych ludzi przynosi gorsze rezultaty. Nie mówię, że manager ma rację, lub że jej nie ma, bo nie wiem.

Z tego, co opisałeś, u Ciebie tego nie ma i to kiepsko świadczy o firmie i o Twoim przełożonym.

Według mnie możesz zapytać go, co sądzi o Twojej pracy (ale nie wyjawiaj, że wiesz, że były jakieś spotkania etc. w Twojej sprawie) - całkiem możliwe, że powie Ci o co mu chodzi i wtedy będziesz mógł podjąć decyzję czy to są słuszne uwagi i jak to zaimplementować u Ciebie, czy nie i czy szukać czegoś nowego. Myślę, że jeśli zdecydujesz się zostać, będziesz musiał to powtarzać co 2-3 tygodnie i aktywnie wypytywać przełożonego, jak ocenia Twoją pracę, jeśli nie, znów wrócisz do tego samego problemu.

4

Z pewnością sprawię przykrość założycielowi wątku, ale przedstawię moją hipotezę co się konkretnie mogło wydarzyć, bo nie widzę aby ktoś przede mną taką hipotezę przedstawił.

W niektórych firmach, zwłaszcza dużych, zwolnienie pracownika potrafi być dużą trudnością. Kierownik zespołu, wiedząc o tym, gdy ma pracownika z którego nie jest zadowolony, robi dobrą minę do złej gry, plus próbuje jednak jakoś tego pracownika zagospodarować, daje mu jakieś prace do wykonania - takie w jego zasięgu. Kierownicy zespołów bardzo często mają umiejętności lawirowania, bo gdyby nie mieli, nie byliby tam kierownikami. I taki niezadowolony z pracownika, a umiejący lawirować kierownik, będzie udawał że wszystko jest ok, ale po cichu będzie tylko czekał, aby podrzucić kukułcze jako kierownikowi innego zespołu.

Istnieje możliwość, że tutaj mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Kierownicy starają się jak mogą, by utrzymać przy sobie tych pracowników, z których są bardzo zadowoleni. Jeśli więc pojawia się odgórna decyzja by zasilić zespół B osobami z zespołu A, kierownik zespołu A robi wszystko, by oddać tych, których - gdyby mógł - sam by zwolnił.

Z kolei w interesie kierownika zespołu B nie jest robienie dobrej miny do złej gry, lecz otwarte narzekanie na to, kogo to kierownik A mu dał. Indywidualna rozmowa kierownika z podwładnym ma sens wtedy, gdy kierownik wierzy w potencjał pracownika. Jeśli nie wierzy, może nie chcieć inwestować swojego czasu i wysiłku - ta niechęć do inwestowania czasu i wysiłku może się objawiać nawet i w niechęci do mówienia w języku obcym - chociaż to by sugerowało, że kierownik B jest słabszy w lawirowaniu, bo rzeczywiście jest to zachowanie, co do którego na pierwszy rzut oka widać, że jest nieładne. Kierownik bardziej obdarzony "umiejętnościami miękkimi" zapewne rozegrałby to bardziej podstępnie, aby ciężko mu było cokolwiek zarzucić.

Oczywiście informacji na temat tej konkretnej sytuacji mam tak mało, że wcale nie jestem przekonany, czy rzeczywiście zaszło to, co opisałem, a co jest możliwe, bo w swoim życiu spotkałem się z dwiema takimi sytuacjami, gdzie kierownicy którzy mi bardzo ufali (z wzajemnością) opowiedzieli mi wprost, co jest grane (w obu przypadkach miałem opowieść tylko jednej strony, ale w jednym przypadku była to strona A, w drugim: B).

Na pytanie co ja bym zrobił będąc pracownikiem w takiej sytuacji, nie potrafię odpowiedzieć. Bardzo zależy to od sytuacji życiowej i zależnie od niej, czy utrzymanie tej pracy jest czymś istotnym, czy też nie.

3

Ja to bym od razu poszedł na zwolnienie, jestem strasznie wrażliwy i podejrzewam, że znacznie by się to odbiło na moim zdrowiu, które trzeba szanować (kto je stracił ten wie).

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0