Wątek przeniesiony 2019-11-06 12:11 z przez cerrato.

Rekrutacyjne WTF jakie Was spotkały

4

Może nie WTF, ale była taka sytuacja, gdy w czasie jednej rekrutacji na x osób do niej dopuszczonych byłem jedyną osobą, która znała się coś na programowaniu webowym, miałem jakiś tam projekt, coś tam robiłem jeszcze w Androidzie nawet, zapoznany byłem jeszcze z jakimiś podstawami innych języków, miałem jakieś doświadczenie komercyjne z pracą przy bazach danych, a reszta kandydatów (jak wyszło z rozmowy z nimi) znała co najwyżej podstawy języka typu pętle, sami mi mówili, że im aż głupio porównując się ze mną. Nikt nie sprawdził w żaden sposób naszej wiedzy w ogóle z zakresu IT (i z tego co zrozumiałem z rozmowy z HR to nie było w planach takiego sprawdzenia tej wiedzy). Dostaliśmy test z logicznego myślenia. Uwaliłem. Trochę słabo, nie popisałem się.

Innym razem zdawałem test do fajnego (moim zdaniem, to bardzo subiektywna ocena) korpo prowadzącego płatny bootcamp (w sensie że firma by mi płaciła) przez 3 miesiące, potem potencjalnie przyjęcie do pracy. Nie dostałem się, mimo że byłem przekonany, że poszło mi całkiem ok. Co więcej - dostała się osoba, która wtedy jeszcze ogarniała mniej ode mnie (a że porównywałem się z tą osobą na wielu polach, wyszły moje kompleksy i załapałem drugiego rekrutacyjnego doła ;)). Nie chciało mi się coś w to wierzyć. Powiedziałem o tym kolegom, a kolega pracujący w tej firmie poszedł do swojego kolegi z HR żeby dowiedzieć się jak to było faktycznie, bo sam też nie wierzył. Podobno zdałem ten test, ale dostałem info, że nie (nie było żadnych rozmów personalnych, więc nie usadzono mnie za osobowość). Tak jakoś to wyszło. W zasadzie to była firma, do której zamierzałem się dostać jak kiedy tylko wróciłem do programowania po latach przerwy i był to w zasadzie taki mój mały osobisty cel. Bolało podwójnie.

2

Dla mnie dziwną sytuacją jest to, gdy podczas całej rekrutacji nie muszę nic zakodować

6

Pierwsza historia

Rekrutacja do pewnego polskiego komunikatora internetowego. Smutny gość tylko zadawał pytania, słuchał, potakiwał i strzelał kolejne pytania. Czułem się jak na przesłuchiwaniu i miałem wrażenie, że rekrutujący mnie gość również siedzi tu za karę. No ale chciałem jak najlepiej wypaść, więc jak mnie spytał, co wiem o AJAX, to mu powiedziałem, jak to działa, o protokole HTTP itp. itd. No i produkuję się, produkuję, w końcu już się naprodukowałem...

... a gość do mnie strzela "a czy używał pan tego kiedyś". No nie k... nauczyłem się definicji z wikipedii i powtarzam bez zrozumienia. Myślcie trochę ludzie.

Druga historia

Pośrednik mi załatwił rozmowę w JanuszSofcie. Rekrutacja na frontendowca, ale pytali mnie Pythonowcy, którzy frontend słabo znali. Nawet w kilku pytaniach pokazałem im, że się mylą, albo że to czy inne pytanie nie ma wiele sensu. Ale szli w zaparte, próbowali się kłócić ze mną, mimo, że widać było, że może na Pythonie się znali, ale na frontendzie to kandydat przyszedł i ich przegadał. Więc potem już próbowali się odgryźć i zaczęli mnie atakować już kompletnie z d**y pytaniami, żeby tylko pokazać, że są pytania, na które nie znam odpowiedzi.

Anyway, potem spytali mnie ponownie o wymagania (pośrednik im przekazał, jaką sumę chcę), i wcześniej było ustalone, ale teraz okazało się, że za dużo, ale powiedzieli, że "dostanie pan tyle, ile pan chciał" i zaczęli się głośno naradzać między sobą, skąd wezmą hajs. I podchodzi do mnie gość i pyta "co mi potrzebne do pracy". To mówię, że wystarczy biurko, krzesło i komputer. No to on mówi do nich, że "jeszcze trzeba będzie panu komputer kupić".

A na koniec wracam do domu i dzwoni telefon od pośrednika, który mówi, że firma zgadza się mnie zatrudnić... ale za 1500zł mniej (wtedy nie miałem za bardzo doświadczenia i chciałem 4000zł, to chcieli obniżyć na 2500zł). Mojemu pośrednikowi natomiast nie powiedzieli, że to na komputer, tylko wcisnęli kit, że "moje umiejętności nie są tyle warte". Czyli innymi słowy - oszukali mojego pośrednika .Co prawda pośrednik akurat był przyzwoity i powiedział, że on nie jest w stanie tego ocenić, ale potem jeszcze umówił mnie z inną firmą na rozmowę (bo powiedziałem, że tę odrzucam za taką stawkę. Zresztą nie chcialbym pracować w firmie, w której rekrutacja tak wygląda...).

1
LukeJL napisał(a):

podchodzi do mnie gość i pyta "co mi potrzebne do pracy". To mówię, że wystarczy biurko, krzesło i komputer. No to on mówi do nich, że "jeszcze trzeba będzie panu komputer kupić".

To nie żadne WTF tylko kwintesencja polskiego frontendowego smallbiznesu, niestety.

i nie tylko frontendowego

13

Największy to rekrutacja do prawdziwego Janusz softu - "agencji reklamowej". Wchodzę do "biura" a tam punkt ksero, drukarnia, porozwalane ulotki i plakaty. No dobra, czekam na szefa by pogadac. Pierwsze moje pytanie czy tu czasem nie jest za głośno by się skupić na pracy. Szefu głębokie westchnienie: "Tak myślałem. Trochę głośno tutaj jak cały dzień drukarki pracują. Postawimy na końcu tego dużego pokoju mebloscianke damy słuchawki i dasz radę". Nie przekonał mnie xD

8

Ostatnio trochę się rozglądałem po dłuższej przerwie, kilka miłych i sensownych rozmów, ale i kilka wartych się podzielenia:
a) HF z słoniem w holu, designerskim biurem
Pytam się rekrutera czy będzie zautomatyzowany odsiew (bo dawno łamigłówek nie robiłem, więc jeśli mają taki etap, potrzebowałbym rozgrzewki): będzie spoko, ludzie są rozsądni, po lekturze CV stwierdzili, że nie będą zawracać głowy. Przychodzę na umówioną godzinę, NDA do podpisania i idziemy do salki zwierzeń. Dostaje taki dotykowy 37" monitor, maleńka klawiaturkę i mikroskopijną myszkę (wireless, lag jakieś .5-1s), no i zadania do zrobienia (fajne nawet, od razu pokryte testami, regexy i inne takie na rozmnażanie neuronów). Robię tak z 70% tam gdzie trzeba przygłówkować, ponieważ wiem, że mi na wszystko czasu nie starczy, a i ten sprzęt z pluszowego hotelu nie pomaga. Po godzinie wchodzi koleś i oświadcza że widzieli mnie w kamerce i na podglądzie ekranu jak tam sobie dłubie, 100% i tak trzeba zrobić, więcej pytań nie mają, powodzenia życzą. ;-)

b) corpo typowe, ale zespół i robota brzmi ciekawie
Po 1.5 miesiąca przebijania się przez rekrutów (zewnętrznych i wewnętrznych) wchodzę na rozmowę, team lead i junior, będą się łączyć z drugą lokacją. 5min, wciąż się łączymy, obwąchujemy się, junior się pyta czy się może odezwać. Mamy połączenie (dźwięk po naszej stronie, obraz po stronie lokacji), junior może się odezwać. Junior oświadcza, że oni właściwie szukają kogoś trochę lepszego, bo, ponieważ team lead właśnie znalazł coś lepszego inszejsz. Właśnie się nam udało rozkminić dźwięk z lokacją, coś mi się wydaje że dla nich to też było nowiną ;-)
Ten sam proces, pytali o false sharing wiec stwierdziłem, że warto zostać. Do zakodowania kawałek kodu, salka spotkań, ekran 55-65", klawiatura wireless, myszę szczury zjadły. Normalnie czuje, że czas przypomnieć sobie że nie mam ciepłych wspomnień z dzieciństwa do przywołania w takiej sytuacji i trzeba się zebrać w sobie i klepać. Klepie, o dziwo działa, team lead (wczoraj miał pożegnalne drinki, w dobrym nastroju) jest nawet przychylny. Zespół w lokacji dał feedback (2 tygodnie później), że załadowałem całe 150MB plików wejściowych do pamięci, a trzeba było sekwencyjnie po async (no takiego low-latency to już dawno nie robiłem ;-) Zająłem się hodowaniem swojej wireless-keyboard-fobii. W sumie nie wyszło źle, corpo od tego czasu zwolniło już 25% ludzików

c) start-up AI, zbawianie świata
Gości z kasą, CTO i koder, spacer w parku, kawy w dłoni, power-walk i pytania strzelają. OpenCV API, coś tam mi się obiło, ale nie znam za dobrze - spoko, TensorFlow znam? (koder podobno kontrybutor, rzeczywiście, sprawdziłem, zgłosił issue, że mu model nie działa tak jak on by chciał żeby działał), no troszku się orientuję, ale nie powiedziałby że już wiem co jest co - spoko, i tak sobie spacerujemy, Jupyter, Keras, PyTorch, kawa stygnie, krok mięknie, deszczyk zaczyna siąpić, idziemy do pubu. CTO wyciąga laptopa, a C# umiem - no co mam nie umieć? To taki mają tu plug-in do Excel'a, gdzie jest błąd, bo nie działa. Patrzę, projekt popularny z GitHub'a + kilka trywialnych zmian, 2 pinty później działa i robi co chcą (prosta regresja w sumie + wydzierganie płaskorzeźby w 3D). Jest zajebiście, kasa nie jest problemem, przygotują umowę, dziękujemy mistrzu, świat będziemy razem zbawiać. No i tyle ich widziałem, ostatnio dostali fundusze na rozwój tego projektu, na konkursie jakimś w Dubaju, ten plugin ciągle im działa ;-)

Po tychże przygodach zdecydowałem się zapuścić korzenie trochę głębiej, wszędzie dobrze, ale w swoim repo najlepiej ;-)

5

Pracuje w branzy automotive, embedded C. Kiedys zadzwonila do mnie Pani rekruterka, ze ma niesamiwita oferte pracy idealnie zgodna z moimi skilami, tez automotive tez embedded C. Pozniej jak przeslala mi opis stanowiska okazalo sie ze to jest stanowisko Objective C :) Pisanie jakiejs tam aplikacji, katalogu motoryzacyjnego :)
Niestety tak wygladaja rekrutacje w Polsce. Headhunterzy nie za bardzo sie orientuja w technologiach.

15

Ja byłem wiele razy na rekrutacji jako przepytujący i kilka razy jako przepytywany.

  1. Siedzę na rozmowie z dwiema paniami z HR, opowiadam jakim zwierzęciem chciałbym być, gdzie się widzę za 5 lat itp. Nagle oświadczono mi, że teraz pytanie techniczne, wyciągnęła zmiętoloną kartkę i przeczytała: "VIM czy Emacs". Odpowiedziałem dobrze i mnie zatrudnili, to była pierwsza praca.
  2. Pan spóźnia się na rozmowę 25 minut, potem problemy ze skype, dostałem zadanie rekrutacyjne, zrobiłem, cisza. Nie odezwali się już więcej, pytałem rekrutera WTF? Odpowiedział, że urwali kontrakt z nim także.

Z perspektywy przypytującego:

  1. 15 lat doświadczenia, kubernetes master, nie wie co to pod. Nie potrafi opowiedzieć nic jak się robi deploymenty itp. Zero wiedzy. Wiedza z dockera też zero, problemy z podstawowymi rzeczami. Wymagania finansowe z kosmosu.
  2. FuzzBizz przerosło.
  3. Kandydat się zapytał czy "w firmie pracują jakieś pedały?". Został natychmiast wyproszony. Człowiek jest architektem w wielkim korpo, 20 lat doświadczenia.
  4. Sytuacji, gdzie ktoś po 2 latach doświadczenia chce 25k na UoP posiadając wiedze na poziomie juniora to nie zliczę.
13

W zasadzie to na większości rekrutacji do polskich oddziałów, również w "dużych międzynarodowych korporacjach"

  • uprzedzanie milion razy przed rozmową, że przynajmniej część będzie po angielsku bo muszą sprawdzić znajomość angielskiego
  • rekrutacja od początku do końca przebiega po polsku, a ja się zastanawiam czy miałem się sam o to upomnieć, udawać że nie mówię po polsku czy co

9 na 10 interakcji z rekruterami

  • notoryczne nie-czytanie profilu przed wysłaniem wiadomości na LinkedIn. Mam wypisane czarno na białym, jedno pod drugim, bez lania wody w jakich technologiach pracowałem na poszczególnych stanowiskach, jeśli ktoś rekrutuje w IT dłużej niż pół roku to powinien się orientować z jakich branż są firmy w których pracowałem. Mimo to:
    • zaproszenia do rekrutacji dotyczą stanowisk typu senior .NET developer gdzie z .NET to ja miałem do czynienia przez 3 miesiące w 2016r
    • szukamy osoby z 5-letnim doświadczeniem w branży automotive gdzie z profilu wyraźnie widać że nie mam nic wspólnego z branżą automotive
    • rekruterzy marnują masę czasu na ping-ponga wiadomościami, żeby wypytać czy pracowałem może z tym i tamtym - gdzie wystarczyłoby poświęcić półtorej minuty na przeczytanie tego samego z profilu
  • wysyłanie generycznych wiadomości w stylu "widzę, że masz wieloletnie doświadczenie w Javie" gdzie w Javie wylądowałem jakoś w lipcu
  • po Twoim GH widzę, że masz duże doświadczenie w technologii X - gdzie po moim GH ciężko w ogóle stwierdzić, że miałem z tym kiedykolwiek do czynienia
  • namawianie mnie do udziału w rekrutacjach na stanowiska, na które ewidentnie nie spełniam wymagań, pomimo tego że wprost informuję, że tych wymagań nie spełniam... a potem wysyłanie wiadomości w nadąsanym tonie o treści oznaczającej mniej więcej spadaj smarkaczu, szukaliśmy kogoś z większym doświadczeniem a nie takiego brzdąca, marnujesz mój czas

Mała firma, oddział w Krakowie, super-fancy startupo-software house z biurem w kamienicy

  • aplikuję na stanowisko X
  • na rozmowie technicznej goście (dość sympatyczni zresztą) stwierdzają, że w sumie to pasowałbym na stanowisko Y i pytają czyby mi odpowiadało
  • schodzą gdzieś tak ze 2 etapy rekrutacji technicznej na stanowisko Y, na każdym jestem pytany o stawkę i formę umowy i za każdym razem odpowiadam tak samo
  • dostaję zaproszenie na "przedstawienie oferty"
  • na "przedstawieniu oferty" nie ma żadnej oferty tylko dodatkowe pytania, dostaję info że wszystko cacy i bardzo dobry fit ale przejrzeli CV i nie spełniam wymagań na Y, więc mogą mnie przyjąć na X. Ponadto okazuje się, że chyba jednak nie chcą mi zapłacić tyle a tyle i zaczyna się zbijanie stawki. Ponadto okazuje się, że stwierdzili że jeszcze sobie chcą przepytać paru kandydatów więc jeszcze dadzą odpowiedź. Mam niezły WTF, ale pokiwałem głową ze zrozumieniem, starałem się robić dobrą minę ale już wiedziałem że nie chcę tam pójść
  • po jakimś czasie dostaję informację, że jednak mnie chcą (czyżby nie znalazł się tańszy student?) ale grzecznie podziekowałem

Jakaś tam firma, chyba nie tak duża ale po przejęciu przez duże korpo

  • rekrutacja prowadzona w Polsce przez Hindusów pracujących w Indiach
  • osoba odpowiedzialna za przeprowadzenie rozmowy telefonicznej dzwoniła chyba z pociągu albo pralni. Próbowałem jakoś zakomunikować, że nie jestem w stanie usłyszeć co mówi z powodu huku, ale pani też mnie nie słyszała bo ciągle coś krzyczała do słuchawki
  • mieli mi wysłać link do jakiegoś tam testu online. Zapomnieli. Upomniałem się, odpisali parę dni później z linkiem
  • test miał być wymagający i szczegółowo sprawdzać wiedzę. Był na poziomie kolosa w pierwszym miesiącu studiów
  • cały czas mówili że widełki są sztywno ustawione na X. Jak się okazało, że przyjąłem jakąś kontrofertę gdzie musieliby dać 2X by ją przebić to okazało się, że mogą spokojnie tyle dać. Podziękowałem
12

Aktorzy: [S]zef i [J]a:
S: Na ile znasz język X w skali od 1 do 10?
J: No, tak z 7.
S: Hehe, z twoim doświadczeniem to raczej 4. No dobra, a framework Y?
J: 5?
S: O, już lepiej. No dobra, a byłbyś w stanie samodzielnie zrobić taki projekt, coś na wzór <znany portal>?
J: Tak, zajęłoby mi to dużo czasu, bo nie mam dużo doświadczenia w takich projektach, ale dałbym radę.

Dostałem odpowiedź, że mnie chcą. Pierwsza praca, ja z zerowym doświadczeniem, co zrobić - wziąłem :D po 6 miesiącach "firma" się rozpadła. Ja taktycznie uciekłem po 5.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0