Perspektywa kariery - zmiana branży, bootcamp.

Odpowiedz Nowy wątek
2018-09-19 17:24
0

Witam serdecznie,

Bootcamp w tytule jest tylko wabikiem do tematu :)

Coraz więcej mówi się o tym, że branża jest bardzo trudna dla nowo wchodzących do niej szczególnie Junior Java/Spring dev.
W sumie od niedawna bo od 2 miesięcy zacząłem nieśmiało wysyłać CV i widzę, że konkurencja jest duża a stawki niskie i jestem ciekaw jakie macie spojrzenie na perspektywy takiej osoby jak ja i ocenę trudności w znalezieniu pracy.

Może opiszę swój przypadek bo wydaje się trochę nietypowy.
Mam 43 lata i nie pracowałem nigdy jako programista natomiast przez większość życia mniej lub bardziej byłem z tematem programowania związany.
Rok temu podjąłem decyzję, że chcę się przebranżowić i nie jest to skok na kasę a raczej zmęczenie/znudzenie tym co dotychczas robię (spółka, którą z sukcesem rozwijałem ponad 15lat).
Posiadam różne źródła utrzymania, które powodują, że nie muszę zarabiać przysłowiowych 15k na początek. Aby zdobywać doświadczenie komercyjne godzę się na śmieciową pensję Juniora.

Informatyka od dzieciaka była dla mnie pasją która zaczęła się od Basica na ZX Spectrum. Później klasa informatyczna w L.O. Czackiego w Warszawie (jedyny informatyczny kierunek L.O. wtedy w Polsce. Pascal, C, bazy danych), Dwa lata przygody na P.W. Automatyka i Inżynieria Komputerowa. Studia niestety wtedy nie pykły, nie było w nich w moich czasach jakiejkolwiek nuty nowoczesności - zmiana kierunku. Jestem obecnie magistrem studiów ekonomicznych.
Tak jak pisałem informatka i programowanie są dla mnie pasją i książki z tej dziedziny zawsze czytałem i starałem się być chociaż trochę na bieżąco co oczywiście nie jest proste przy szybko zmieniających się technologiach.
Z przyjemnością pisałem różne aplikacje webowe w PHP, Javascripcie (nie web) które pomagały w firmie i są cały czas wykorzystywane.
Nauka jakiegokolwiek języka programowania nie jest dla mnie problemem a jedynie kwestią wyboru jaki i poświęconego czasu.

Dwa lata temu zacząłem się bawić mikrokontrolerami i IoT. Nauczyłem się elektroniki poziomie koniecznym do tej zabawy. Zbudowałem u siebie system inteligentnego domu w oparciu o własne rozwiązania które uznałem subiektywnie za dobre i przyszłościowe. Protokół MQTT, czujniki WiFi, sterowniki i moduły wykonawcze WiFi (własne konstrukcje i oprogramowanie C++), postawiłem serwer VPS w chmurze (Digital Ocean) z brokerem MQTT i utrwalaniem danych w bazie MYSQL (skrypt w Pythonie), zarządzanie systemem przez WWW, informacje z czujników z wykorzystaniem Websockets, prosta integracja systemu z Apple HomeKit opartym o Raspberry Pi podpiętym do sieci domowej.

Rok temu wybrałem sobie stos oparty na Javie i chciałbym się skupić zawodowo na programowaniu backendu. Jestem samoukiem , idę ścieżką na podstawie różnych poradników czyli: Java, Maven, GIT, Spring, zagadnienia testów jednostkowych. W celu uporządkowania wiedzy podstawowej z Javy zrobiłem certyfikat Oracle OCA Java Programmer i odpaliłem Githuba z małymi Springowymi przykładami mojej pracy/nauki i poznawania różnych aspektów programowania w Javie github.com/mhtusz. Moje małe projekty działają na Tomcacie i wersje demo można sprawdzić.
Javę wybrałem dlatego bo wydaje mi się dobrym, popularnym językiem obiektowym z wieloma bibliotekami.

Dochodząc do meritum:

  • Czy sądzicie, że przebicie się pośród osób z bootcampów i absolwentów studiów będzie bardzo trudne i jak powinienem się wyróżniać i czy w ogóle moja historia wyróżnia czy nie zachęca?
  • Chętnie posłucham sugestii na temat jak się dalej rozwijać aby osiągnąć swój cel czyli - "zawodowy programista" bo mam ogromną chęć realizować tą pasję życiową.
  • Czy aby przekonać pracodawców skupić się na pisaniu na Githuba większych rzeczy czy na rozwoju przez kursy/certyfikaty: Java OCP, SCRUM, coś z Pivotal-a, Oracle SQL?
  • Czy pokazywać na Githubie drobne rzeczy w stylu znajomość wzorców projektowych czy pisania testów jednostkowych?
  • A może jakiś bootcamp albo podyplomowa Java na P.W.?
  • Liczyłem na możliwość ukierunkowanego rozwoju jako Junior ale to nie jest takie proste z tego co czytam i widzę po wysyłanych przez ponad miesiąc CV.

Pozostało 580 znaków

2018-09-20 15:58
0
Shalom napisał(a):

Kontroler generalnie powinien zawierać:

  • call do walidatora, jeśli konieczne
  • call do serwisy z logiką
  • zwrócenie danych/widoku

Przyjmowanie Optional jako paramerów to zły pomysł. Spring MVC ma możliwość oznaczenia parametru requestu jako nie-mandatory i tak to należy robić.

Bardzo Ci dziękuję.

@GetMapping("/show")
public ModelAndView showAll(
        @RequestParam(value = "page", required=false,defaultValue="1") int currentPage,
        @RequestParam(value = "size", required=false,defaultValue="50") int pageSize,
        @RequestParam(value = "desc", required=false,defaultValue="") String desc) {

    Page<ProductionOrder> allOrders = productionOrderService.getAll(currentPage,pageSize);
    List<Integer> pageNumbers = pagingService.getPageNumbers(allOrders.getTotalPages());

    ModelAndView modelAndView = new ModelAndView("showAll");    
    modelAndView.addObject("allOrders", allOrders);
    modelAndView.addObject("pageNumbers", pageNumbers);
    modelAndView.addObject("desc", desc);       

    return modelAndView;
}
edytowany 2x, ostatnio: Michal74, 2018-09-20 16:44
zamiast przyjmować argument model powinieneś tworzyć nowe ModelAndView i je zwracać, bo przecież ty nie chcesz nic z tego modelu wyciągać ;) - Shalom 2018-09-20 16:24
wyciągam.... każdy widok ma klawisz Edytuj który przenosi do edycji konkretnego zlecenia - Michal74 2018-09-20 16:28
Ja mówie o tym konkretnym kontrolerze. Nie widzę żebyś cokolwiek z modelu tu brał, zresztą to GET więc nie bardzo coś by tam było ;) - Shalom 2018-09-20 16:35
jasne... copy paste z wcześniej pisanego kontrolera, będę ogarniał - Michal74 2018-09-20 16:36
poprawione i trochę poduczone - rezygnacja z Optional powoduje, że kod jest czytelniejszy ale nie ma walidacji typu parametrów - Michal74 2018-09-20 16:48

Pozostało 580 znaków

2018-09-20 16:38
Wielki
0
Krwawy Pomidor napisał(a):

Znowu to samo $$$. Czekam aż ktoś założy temat: "informatyka mnie znudziła, zaczęła mnie pasjonowac kwantowa elektrodynamika albo chemia organiczna, chciałbym się przebranżowic"..

Nigdy to nie nastąpi z prostych powodów, Informatyka jest dużo łatwiejsza i dużo bardziej opłacalna - przynajmniej w polsce

Zapewniam Cię kolego, że moja praca jest dużo łatwiejsza i bardziej dochodowa niż to co chcę robić, musisz zaakceptować, że ludzie się różnią i ich motywy działania także. - Michal74 2018-09-20 16:49

Pozostało 580 znaków

2018-09-20 16:52
Wielki
0

No różnią się, ale musisz wiedzieć że to bardzo dziwne że się obudziłeś z programowaniem w Twoim wieku. W takim razie może pozostań na etapie hobby a nie pracy, skoro w obecnej pracy masz lepszy hajs i dużo lajtu -będziesz miał dużo czasu na hobbystyczne programowanie.

Na poziomie hobby nie nauczysz się wszystkiego. Nie będziesz miał doświadczenia z pracą z hurtownią danych, aspektami security, albo z integracją różnych systemów, które nie są open source czy w końcu z pracą w grupie. Hajs w życiu to nie wszystko wystarczy zapoznać się z koncepcją piramidy potrzeb Maslowa. Jako hobby to już trochę rzeczy wydłubałem. Ostatnio hobbystyczne CNC. Poza tym ja się z programowaniem nie obudziłem teraz. Od 12 roku życia jestem z komputerami związany i na tej płaszczyźnie zawsze budowałem przewagę konkurencyjną firmy. - Michal74 2018-09-20 17:02

Pozostało 580 znaków

2018-09-29 19:04
Krzywy Karp
1

Witam wszystkich,

przykleję się do tego tematu. I tak pewnie spotkam się z ignorowaniem i/lub wyśmianiem ale zdecydowałem się wtrącić swoje 3 grosze i zadać kilka pytań.
Bo widzicie mam nieodparte wrażenie, że w każdej dziedzinie, w każdym zawodzie zdarzają się ludzie którzy uważają swoje grono za zamknięte i elitarne i biada temu kto chciałby przekroczyć granice tego imperium bez wycierpienia takich katuszy jak większość jego mieszkańców. Dwa przykłady:

  • Mam kolegę, który biegał sobie półmaratony hobbystycznie zanim to stało się modne. Jak z nim rozmawiałem jakiś czas temu powiedział mi, że bieganie to nie dla wszystkich i generalnie wydźwięk jego monologu skłaniał się ku temu, że moda na zdrowy tryb życia powinna omijać trening biegowy jako trudny, wymagający i tylko dla ludzi potrafiących poradzić sobie z własnymi słabościami (co oczywiście nie jest spotykane w żadnej innej dyscyplinie...) itd. Klasyczny przypadek naruszenia elitarności jakiejś grupy (w tym przypadku biegaczy) przez laików, którzy psują jakość, opinię i nie wiem co jeszcze. I w tym miejscu możemy sobie wyobrazić takie forum, na którym ktoś zakłada temat: "Nigdy nie biegałam/em a chciałbym spróbować. Od czego zacząć?" No i odpowiedzi maratończyków:
    Żeby biegać to trzeba się z tym urodzić. Musisz mieć predyspozycje
    Nigdy nie dojdziesz do tego etapu co ja, bo biegam od 7 roku życia
    Biegać to sobie możesz po parku wieczorem
    Zacznij najpierw chodzić a po roku możesz truchtać. Jak 3 lata ciężko popracujesz to przebiegniesz półmaraton bez zatrzymania na złapanie oddechu
    *itd.
    Jak czytam ten temat to mam podobne wrażenie. A przecież ludzie są różni i może nawet zdarzy się ktoś, kto ma "predyspozycje" a nigdy w życiu nie biegał bądź trafił w podstawówce na nauczyciela wf - barana, który go zraził do jakiejkolwiek dyscypliny sportowej. I taki ktoś może w krótkim czasie przeskoczyć wielu zawodników biegających od dziecka. Bo jak ktoś ma predyspozycje/powołanie (jakkolwiek bym tego nie nazwał) i ćwiczy od małego to staje się najlepszy - i to nawet w kraju czy na świecie. A nie każdy musi być najlepszy bo każdy jest inny. A radość z biegania może przynosić satysfakcję ludziom którzy późno zaczęli i moją średnie wyniki ale ich to bawi. Może trochę chaotycznie ale może dalej wyjaśnię do czego dążę.
  • Drugi przypadek - znany mi jeszcze bliżej bo na moim własnym podwórku zawodowym. No i się trochę odsłonię teraz bo jestem mostowcem. Mgr inż. budownictwa ze specjalizacją mosty. No wiadomo - elita: 4 lata średniej (mat.-fiz.) studia dzienne 5-letnie (niestety różne zawirowania jak i moje podejście spowodowały, że skończyłem w 9 lat ale o tym później), 4 lata praktyki zawodowej (od stażu, przez majstra po inżyniera budowy), egzamin państwowy z niesamowitą ilością materiału do opanowania), kierownik robót (z pełną odpowiedzialnością za życie ludzi na budowie, terminy, finanse i generalnie prawie cały proces budowlany od kosztorysu po pozwolenie na użytkowanie) i na końcu kierownik budowy (jak kierownik robót z tym, że cały proces budowlany z jeszcze większą odpowiedzialnością). Normalnie elita.
    I tak siedzę w tej branży i widzę co się dzieje. Bez przerwy ktoś się nie nadaje (o kierownikach innych - jak i o mnie), bez przerwy ktoś jest lepszy i równaj do najlepszych. Ale oczywiście są i gorsi i tych nie powinno się przyjmować - jak on dostał uprawnienia itd. Ja nie o tym. To temat na inne forum. Chciałem tylko nakreślić w jakiej branży siedzę żeby przejść dalej.
    No więc wracamy do elit. Na moim podwórku też są. I też widzę jak kurczowo trzymają się razem żeby nie dopuścić nikogo z zewnątrz. Jestem liberałem i choć pewnie mnie zlinczujecie za to, to uważam, że jeśli powstałby jakiś bootcamp z mostownictwa to bym popierał. Bez przerwy widzę ludzi, którzy nie nadają się choć ukończyli studia z wyróżnieniem. Jak i widzę takich którzy się do tego urodzili. Ale to jest baaardzo szerokie pojęcie. Bo jeden jest świetnym projektantem (teoretykiem) ale słabym praktykiem, inny świetnym kierownikiem budowy ale słabym, teoretykiem. Obaj skończyli studia ale na głowę bije ich mój majster z podstawówką który podpowiada jak i co zrobić. Oczywiście sam nie policzy ani nie ubierze pisma w słowa ale jest najlepszym inżynierem. A wychodzi na to, że projektant po studiach walczy z biurokracją i jest przez większość czasu gryzipiórkiem który musi studiować prawo żeby coś załatwić, kierownik budowy to logistyk (no i prawo oczywiście) a najlepszym inżynierem z wyczuciem jest ten majster który na oko wie. I wiadomo, że majster nie policzy nośności mostu ale zbuduje go rękami swoich ludzi. I dla mnie taki majster to gość który ukończył bootcamp. Nie ma szkoły i jest zielony (na początku) ale ma np. zmysł do kierowania ludźmi i wyczucie inżynierskie a później jeszcze dochodzi doświadczenie. Rzucony w wir budowy uczy się na bieżąco i liźnie wszystkiego po trochę (no bo jak mu kierownik powie o jakimś przepisie z normy to zapamięta). I on nie potrzebuje studiów. Ale projektantem nie zostanie. Projektantów jest mało w porównaniu do wszystkich budowlańców ale jednak wszyscy są uczestnikami procesu budowlanego - czy tak nie jest w IT? (w sensie różnych funkcji zawierających się w ogromie branży).
    Generalnie chciałem trochę naświetlić mój tok myślenia.
    No bo kompilując te dwa przypadki powyżej - o ile wszystko jest w miarę czytelne (w co wątpię bo piszę to trochę pod wpływem emocji) mi się nasuwają następujące wnioski (będę generalizował):
  • Elity (projektant, kierownik budowy, maratończyk, programista) nie dopuszczają nikogo z zewnątrz bądź starają się utrudnić dostępu do własnego kręgu bo lata nauki/treningów, bo wyrzeczenia na studiach/obozach ( ja pracowałem i studiowałem dziennie bo mi nikt nie finansował studiów dziennych - przez to zawaliłem parę semestrów), bo w końcu lata doświadczenia których nikt nie zwróci. I jak tu dopuścić kogoś po byle kursie do naszego grona? A jak taki ktoś się nadaje tylko nie ma lat doświadczeń? Może warto. Może nadrobi materiał bo lubi i mu to wchodzi? A widziałem też inżynierów zaraz po studiach ogarniających budowę i ludzi lepiej niż niejeden kierownik. A wiedza ze studiów w żadnym razie do tego się nie przydaje.
  • Studia - są potrzebne żeby ogarniać fizykę budowli, przepisy prawne, normy. Ale taki gość co ma krótkie szkolenie z montażu deskowania i pół roku doświadczenia bije na głowę studenta z praktyki chociaż nie ma żadnych podstaw teoretycznych. Ale na tym co ma być zrobione zna się lepiej. Jakby do tego skusił się na doszkolenie we własnym zakresie na pewno byłby lepszym inżynierem po zaocznych niż ten po dziennych. I jak tu napisali niektórzy rzeczywiście studia są potrzebne do skomplikowanych rzeczy ale nie do tego co w 90% robi się na co dzień w pracy. A jak jest w IT?
  • Bootcamp - mam wrażenie, że wszyscy z elity skreślają na wstępie. I rzeczywiście reklama bc jest słaba bo oszukuje ludzi. Nie dostaniesz 15k po półrocznym szkoleniu. Ale to wie średnio rozgarnięty szympans. Ja się zastanawiam nad tym bo chciałbym żeby ktoś mnie ukierunkował jak już się zdecyduję. Przecież studia to też takie ukierunkowanie przez ludzi, którzy się znają, tylko w o niebo szerszym zakresie wiedzy. Ale od czegoś trzeba zacząć.
  • Samouk - szacun. I nie wiem co więcej napisać. Szkoda, że nie są traktowani na rynku pracy lepiej. Bo samoorganizacja jest niesamowita w tym przypadku ale nie każdy tak potrafi. Poza tym uważam, że (pomimo, że to była reklama) stracę więcej czasu na dojście do pewnych rzeczy szkoląc się samemu. Ale samemu szerzej poznam temat. No tu jest zagwozdka bo nie wiem czy mobilizować się do programowania samemu (tak, chcę się przebranżowić) czy dostać wstęp do zagadnienia na tacy a później drążyć dalej. Oba wyjścia są ciekawe.
    Z różnych powodów chciałbym zmienić branżę. Z wielu innych zainteresowałem się programowaniem (a uwierzcie mi zarabiam więcej niż junior developer). I zastanawiam się jak i od czego zacząć i czy w ogóle mnie to wciągnie. Mam 36 lat i o 18 za dużo żeby mieć wstęp do fajnego życia od razu w kierunku który (być może) mnie pociąga. Ale ja nie chcę robić czegoś, czego wyobrażenie mnie przyciągnęło a później realia i stan faktyczny sprowadziły na ziemię. Teraz ostrożnie podchodzę do tematu i badam. A jeśli mam umysł ścisły i wciąga mnie niesamowicie rozwiązywanie problemów logicznych to czy to dla mnie(m.in. też kilka semestrów poszło bo nie kopiowałem jak małpa tylko chciałem zrozumieć projekt i zmóżdżałem się nad nim za długo)? Nie wiem dopóki nie spróbuję. A nie spróbuję dopóki nie będę wiedział od czego zacząć. A żeby nie zaczynać od wywalenia 15k na bootcamp chciałbym się zapytać starych wyjadaczy. No i trafiam na Elitę.
    Pozdrawiam wszystkich którzy odpowiedzą sensownie. Przepraszam jeśli nie przeczytałem regulaminu forum i nie założyłem osobnego tematu. No i pozdrawiam Michala74, mam nadzieję że Ci się uda i ktoś Ci pomoże bo wg mnie bootcamp to już nie dla Ciebie.
To dowaliłeś wypracowanie... zamiast na końcu przepraszać, napisz zdanie podsumowania które streści cały twój post - Karol Szymanowski 2018-09-29 19:16

Pozostało 580 znaków

2018-09-29 19:51
Duży Kalafior
1
Krzywy Karp napisał(a):
  • Bootcamp - mam wrażenie, że wszyscy z elity skreślają na wstępie. I rzeczywiście reklama bc jest słaba bo oszukuje ludzi. Nie dostaniesz 15k po półrocznym szkoleniu. Ale to wie średnio rozgarnięty szympans. Ja się zastanawiam nad tym bo chciałbym żeby ktoś mnie ukierunkował jak już się zdecyduję. Przecież studia to też takie ukierunkowanie przez ludzi, którzy się znają, tylko w o niebo szerszym zakresie wiedzy. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Remontujesz generalnie mieszkanie, 20 000 zł dla ekipy remontowej.
Zapłacisz 30 dlatego, że w ekipie znajdzie się 2 gości którzy na twoim mieszkaniu będą się dopiero uczyli jak się kładzie płyty marmurowe w łazience.
Wiadomo, taki kafelkarz bierze niezłą kasę a 2 gości odkryło w sobie pasję budowlańca i chcą się przekwalifikować.

Programista to nie lekarz albo prawnik, profesja nie jest zamknięta dla nikogo.
Programować każdy może aby tylko zaakceptował go klient.
Klient takiego przekwalifikowanego przyjmie to OK.

Klienci nie chcą przekwalifikowanych którzy dopiero będą się uczyć wszystkiego podstaw i wybierają na młodszych programistów takich co mają nauczone podstawy na studiach.

Mało tego, jakby tylko dało się wykształcić programistę za 20 tysięcy zł bo tyle kosztuje wypasiony bootcamp to każda firma postąpiłaby rozsądnie i rynkowo, zwolniła specjalistów za 15 tys. co miesiąc a na ich miejsce zatrudniłaby przekwalifikowanych na programistę za jednorazowo wydane 20 tys.

Pozostało 580 znaków

2018-09-29 20:19
Krzywy Karp
0

Mało tego, jakby tylko dało się wykształcić programistę za 20 tysięcy zł bo tyle kosztuje wypasiony bootcamp to każda firma postąpiłaby rozsądnie i rynkowo, zwolniła specjalistów za 15 tys. co miesiąc a na ich miejsce zatrudniłaby przekwalifikowanych na programistę za jednorazowo wydane 20 tys.

Rozsądne. Nie wiem jak jest w IT ale firmy tak robią w budowlance. Zwalniają kierowników za 15k i zatrudniają chłopaków po studiach żeby ich wyszkolić "pod siebie". Doświadczony majster jest na wagę złota bo prowadzi takiego inżyniera bez doświadczenia. A mid albo senior nie jest na wagę złota? Jeśli firmy tak nie robią to nic dziwnego, że bootcampy mnożą się jak grzyby po deszczu. Tylko czy rzeczywiście absolwenci bc dostają pracę? Bo zauważyłem taki trend w internetach, że więcej się pisze źle niż dobrze. A o bc piszą źle doświadczeni programiści a absolwenci trochę mniej. Może się nie chcą przyznawać? ;)

ta forma szkolenia nie powinna nosić nazwy bootcamp tylko jakieś entrycamp lub loosercamp bo ludzie którzy tam przychodzą pojęcia nie mają o programowaniu ale wiadomo co robi prasa z mózgami tych którzy nie wiedzą co ze sobą począć :-) - Aryman1983 2018-09-30 00:04
@Aryman1983: Ale na każdym bootcampie masz mówione że oni wyuczą Cię podstaw godnych juniora. Nikt nie obiecuje 15 k od razu tylko dają zestawiena noFluffJobs gdzie widzisz pozycje seniorskie za tyle.. Inna sprawa że w 4 lata możesz być tym seniorem za dupogodziny. Ale to już wina korpo. - Cogito 2018-09-30 10:21

Pozostało 580 znaków

2018-09-29 23:47
Nikt Ważny
0
Duży Kalafior napisał(a):

Mało tego, jakby tylko dało się wykształcić programistę za 20 tysięcy zł bo tyle kosztuje wypasiony bootcamp to każda firma postąpiłaby rozsądnie i rynkowo, zwolniła specjalistów za 15 tys. co miesiąc a na ich miejsce zatrudniłaby przekwalifikowanych na programistę za jednorazowo wydane 20 tys.

Przecież własnie to się dzieje - już jest kilka korpo, które robią swoje własne "bootkampy", na razie z takimi strasznymi lojalkami, że chyba lepiej wziąć kredyt hipoteczny na pałac, ale trend jest.

Za lojalką idzie gwarancja pracy. Dla rzeszy pracowników z gorzej opłacanych prac gdzie UoZ czy UoD były normą to już swego rodzaju zachęta wynikająca ze stabilizacji. Z drugiej strony korpa chronią się tak przed narcystycznymi tru programistami co potrafią po miesiącu odejść. - Cogito 2018-09-30 10:26

Pozostało 580 znaków

2018-10-04 20:23
Krzywy Karp
0

Podsumowaniem mogłoby być stwierdzenie, że bootcampy (pomimo że moim zdaniem zbyt drogie) może nie są najgorsze. Obiecują dużo i słono kosztują ale są jakimś wstępem dla ludzi którzy nie od razu trafili w życiu. A elity skreślają ludzi po bc bo chronią swoją wyjątkowość.

elity xD Kasty. Dla 90% bootcampy są dla ludzi którzy przeczytali w gazecie "15k, brak 50 tysięcy ludzi!", i się do niej nie dostaną. Te pozostałe 10% jest kumate i dostaliby się do roboty bez bt ale już wtopili hajs, trudno odbiją sobie w pracy. - revcorey 2018-10-04 20:27

Pozostało 580 znaków

2018-10-05 10:14
Jestem z Biurowca
0
Krzywy Karp napisał(a):

A elity skreślają ludzi po bc bo chronią swoją wyjątkowość.

Czy ty masz pojecie jak wygląda rekrutacja?

Wstępną selekcję CV robi zewnętrzna firma albo własny HR, oni też przeprowadzają po pierwszej selekcji rozmowy telefoniczne, potwierdzają informacje z CV i sprawdzają znajomość angielskiego.
Od nas 2 osoby na rozmowę techniczną dostają CV dzień wcześniej, góra dwa.
Po rozmowie robi się obowiązkowy feedback do naszego HR i wypełnia listę tematów sprawdzanych u kandydata z naszą oceną jak sobie z każdym poradził.
Po rozmowie technicznej HR konsultuje managerem co dalej.
My to znaczy KASTA nie mamy wpływu na to kogo HR zaprosi na rozmowę techniczną ani czy po rozmowie technicznej ostatecznie kogoś zatrudni. To znaczy kiedy ktoś napisał bajki w CV a niewiele umie to HR dostaje feedback o słabej wiedzy i to jedyny wpływ KASTY na rekrutację.
Nawet z polecenia za które jest premia nie ma drogi na skróty.

Dwóch programistów z KASTY od 12 do 13:30 wychodzi z open space, idą do małej salki, tam wypytują o doświadczenie i wiedzę, wczoraj dostali CV kandydata, jutro piszą o nim raport.

Pozostało 580 znaków

2018-10-05 10:27
Smutny Programista
1

Z perspektywy osoby techniczej, która prowadzi rekrutacje powiem tak: często zdarza się, że przychodzi do nas osoba po bootcampie czy nawet samouk z dobrymi umiejętnościami jak na początkującego. Aczkolwiek często nie mają papierka ze studiów technicznych, a nasz oddział firmy dostał zalecenie od głównej siedziby ze stanów, że mają przyjmować osoby tylko i wyłącznie ze statusem studenta lub bachelor/engineer's degree z informatyki. Z tego co słyszałem w stanach bardzo przejmują się wykształceniem pracowników i w związku z tym, aby być mieć lepsze rankingi od innych firm zarząd zdecydował z roku na rok zwiększać liczbę osób z dyplomem i przyjmować tylko osoby z wykształceniem na stanowiska juniorskie.

W rezultacie często dochodzi do sytuacji, gdy potrzeba na szybko np: 3 juniorów, przychodzi kilka dobrych osób po bootcampie czy samouków, a musimy wziąć studenta, który mało umie bo taka polityka firmy. Oczywiście, czasami też zdarzają się studenci, którzy ogarniają ale przeważnie właśnie to studenci najmniej umieją ze wszystkich kandydatów.

Mając wykształcenie wyższe magisterskie z innego kierunku niż informatyka i mając już doświadczenie jest kłopot z dostaniem się do pracy u Ciebie w firmie? - tomekz526 2018-10-05 14:09

Pozostało 580 znaków

Odpowiedz
Liczba odpowiedzi na stronę

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0