Najdziwniejsze pytania rekrutacyjne

Odpowiedz Nowy wątek
2011-12-03 07:58
0

Nie wiem czy był taki temat czy nie, w każdym razie ja nie znalazłem. Jakie mieliście najdziwniejsze i najciekawsze pytania na rozmowie rekrutacyjnej do pracy na stanowisko IT? :)

Ja spotkałem się z pytaniami:

  • Proszę podać ilość stacji benzynowych w Warszawie?
  • Jaka jest pana największa porażka?
  • Proszę szybko wymienić jakie są pana trzy zalety? (po wymienieniu pierwszej rekruter mówi: "zbyt wolno".)
  • Gdzie się pan widzi za 5 lat?
  • Co planuje pan robić w naszej firmie?
  • Woli pan pracę w grupie czy samodzielną?
  • Co pan zrobi jeżeli nie dostanie tej pracy?
  • Co by pan zrobił gdyby pana współpracownik w ważnym projekcie powiedział, że mu się nie chce pracować, ponieważ za trzy dni wyjeżdża do Chin?
  • Ile pan zarabiał w poprzedniej firmie?
  • Czy był pan na rozmowach w innych firmach, w których?
Pytanie, "Gdzie się pan widzi za 5 lat?" nie jest takie głupie. Pewnie chcą wiedzieć, czy nie chcesz kierownika ze stołka w przyszłości wygryść, więc na odpowiedzi trzeba uważać. A dobre odpowiedzi, trzeba dobrać do sytuacji. - andrzejsydor 2011-12-03 12:32

Pozostało 580 znaków

2011-12-03 23:08
0
bswierczynski napisał(a)

@Igor1981:
To bardzo standardowe pytanie. Czasem po nim pada kolejne: co byś zrobił, żeby takiej porażki uniknąć w przyszłości?

Natomiast nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że najlepszym narzędziem do nauki są porażki. Najlepsze są sukcesy. Po porażce możesz się w miarę dowiedzieć, co zrobiłeś nie tak. Ale nadal nie wiesz, co powinieneś zrobić. Bo to, że problem X rozwiązałeś metodą A i była ona błędna nie oznacza, że trzeba było wybrać metodę B. Bo może oprócz A i B są jeszcze C, D i E? Odrzuciłeś jedną, zostały cztery...

Niemniej jednak porażki do pewnego stopnia trzeba ponosić. Jeśli się ich w ogóle nie ponosi, to prawdopodobnie znaczy, że byliśmy za mało ambitni.

Przyznam, że musiałem się trochę zastanowić nad tym co napisałeś.
Doszedłem do wniosku, że są różne rodzaje problemów.
Pamiętam, że jak byłem młodszy, to bardzo lubiłem grać w grę Rome Total War. W skrócie, akcja gry miała miejsce w czasach starożytnych, na terenie Starożytnego Rzymu i państw graniczących z Rzymem w czasie jego największej świetności czyli Europa, plus część Bliskiego Wschodu, plus część Północnej Afryki. Gra polegała na dowodzeniu armią podczas bitew. Można było wybrać Rzym jak i inne nacje z którymi Rzymianie mieli do czynienia w swojej historii. Jak zazwyczaj bywa w tego typu grach, komputer był głupi i największą frajdę przynosiła rywalizacja z innymi ludźmi przez internet. Ta gra spowodowała, że w tamtym czasie zainteresowałem się historią starożytną. To co uznałem za najbardziej godne uwagi, to rzymska sentencja: "godzi się uczyć i od wroga". Zgodnie z tą zasadą, po każdej porażce zapisywałem przebieg bitwy, następnie długo analizowałem przyczynę porażki i bardzo często się zdarzało, że w identyczny sposób w jaki zostałem pokonany, później ja pokonywałem swoich przeciwników. Moje porażki uczyły mnie sposobu w jaki mogłem pokonać kolejnych przeciwników.
Producent gry wydał patcha po którym jednostka Germanów - berserkerzy, którzy wcześniej byli przesadnie słabi, nagle stali się niezwykle silni i jak ktoś wybierał Germanów, to można było być pewnym, że jego armia będzie składała się tylko z tych jednostek. Strasznie mnie irytowało, że jak wybierałem Galów, to przeciwnicy wybierali Germanów i ich armia składała się z samych berserkerów, a ja nie miałem szans na zwycięstwo. Po kilku porażkach, zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno Galami nie da się pokonać germańskich berserkerów? Po kilku godzinach testów z komputerem odkryłem, że jednak jest sposób. Wystarczyło wziąć samych łuczników i poustawiać ich w miarę daleko od przeciwnika. Ostrzał wszystkich jednostek skierować na jedną jednostkę wroga, a później na kolejną, tak żeby wybić kilka jednostek wroga zanim dobiegną do moich żołnierzy i mieć przewagę liczebną. Problem był taki, że choć łucznicy biegają szybciej od berserkerów, to w czasie biegu nie są w stanie strzelać, więc potrzebowałem kilka jednostek, które nie będą gonione przez wroga, które mogłyby wybijać kolejne jednostki wroga. Swój nowy sposób przetestowałem kilka razy w starciu z komputerem i za każdym razem kończył się powodzeniem. Postanowiłem wypróbować go w starciu z ludźmi. Połączyłem się z serwerem gry, znalazłem chętnego, wybrałem Galów, on tak jak się tego spodziewałem - Germanów i samych berserkerów. Na początku bitwy wcale nie było tak łatwo jak z komputerem, ale mimo wszystko wygrałem, choć poniosłem większe straty niż w starciach z komputerem.
Jaki z tego wniosek? Moje wcześniejsze porażki zmotywowały mnie do szukania sposobu na ich uniknięcie i w końcu go znalazłem. Porażka, którą odniósł mój przeciwnik, nauczyła go jak Galami można pokonać Germanów, pod warunkiem, że potrafił wyciągać wnioski ze swoich porażek.

Jak ktoś jest początkującym programistą i pracuje nad jakimś własnym, ale sporym projektem, to w pewnym momencie zauważa, że ma problemy z wprowadzaniem zmian we własnym kodzie. Wielu rzeczy już nie pamięta po pół roku od ich stworzenia. Wprowadzanie zmian i rozwijanie kodu zajmuje mu sporo czasu. Po pewnym czasie zainteresuje się co jest tego przyczyną. Zacznie przeglądać internet, podpytywać innych programistów i w pewnym momencie dowie się, że należy własny kod dokumentować.

Są różne rodzaje problemów i w pewnych przypadkach sporo nauki mogą przynieść sukcesy, ale myślę że większości ludziom bardziej w pamięci zapadają porażki (bo chyba nikt ich nie cierpi?) i one nawet potrafią być motywacją do przyszłych sukcesów.

edytowany 1x, ostatnio: Igor1981, 2011-12-03 23:13

Pozostało 580 znaków

2011-12-03 23:30
0

@Igor1981:
Ja mówię, że sukcesy są lepsze (oczywiście) i cenniejsze od porażek. Nie, że porażki nic nie dają. Dają jakąś informację. Mogą dać motywację, nauczkę. Sukcesy dają jednak przeważnie więcej/cenniejszych informacji. Sądzę, że powiedzenie, iż "najlepiej uczyć się na błędach" jest nadużywane. Rozumiem doskonale nieuniknioność wystąpienia porażek, rozumiem też że są całkiem cenne, jeśli się je wykorzysta -- staram się to robić. Często też poniekąd porażki pracują na sukces. Jednak nie ma co się oszukiwać: sukces jest informacyjnie cenniejszy.

Np. z tymi berserkerami. Porażki Cię zmotywowały. Porażki... a może konieczność. Musiałeś coś wymyślić, bo ciągle byś przez berserkerów przegrywał, co nie byłoby zbyt wielką frajdą. Tak jak pisałeś, musiałeś wykonać kilka godzin testów. Stosowałeś zapewne różne kombinacje, różne kompozycje armii. Każda kolejna pewnie była błędna. Czyli znowu były to porażki. Dawały informację "to nie to". W końcu jednak osiągnąłeś sukces i dopiero on dał odpowiedź. Być może nie byłeś w stanie wydedukować odpowiedzi z porażek (czasem da się to zrobić -- nie zawsze).

Uczenie się również od wrogów jest bardzo fajne -- tak jak przeciwnik, który teoretycznie po grze z Tobą mógł się nauczyć jak skontrować berskerkerów.

Nie zawsze da się tak zrobić. Czasami zmiennych jest bardzo dużo, a bezpośrednich wrogów ciężko określić. Np. gdy robisz jakiś produkt. Aplikację. Chcesz ją sprzedać. Ale ona po prostu się nie sprzedaje. Czemu? Co zrobiłeś nie tak? Bez dodatkowych badań nie uzyskasz zbyt wielkiej ilości informacji. Nawet jeśli uda Ci się bardzo mocno zawęzić problem, to to jeszcze nie koniec. Załóżmy, że zawęziłeś go do strony głównej witryny Twojej aplikacji. Że bardzo wielu użytkowników tam trafia, ale stopa konwersji jest bardzo mała. Nie klikają w "Kup to!". Czemu? Nie widzą przycisku? Nawet jeśli, to czy jest on za mały i za słabo kontrastuje -- czy przeciwnie, mamy do czynienia ze ślepotą banerową? A może cena jest za wysoka? Może na stronie jest za mało informacji o programie? A może za dużo?

Tak naprawdę musiałbyś kolejno eliminować te pytania. Ale dopiero sukces w jakiejś dziedzinie dałby Ci faktycznie przydatną informację. Obniżanie ceny nic Ci nie powie, jeśli w końcu nie zaczną aplikacji kupować. Musisz odnieść sukces: zobaczyć, że od pewnego progu liczba konwersji rośnie. A może tego progu nie będzie, bo po prostu aplikacja jest nie wydaje się warta nawet złotówki?

Zapytać użytkowników nie do końca możesz, bo ósme (? :P) prawo UX mówi: nieważne, co oni mówią -- ważne, co robią.

Igor1981 napisał(a)

Są różne rodzaje problemów i w pewnych przypadkach sporo nauki mogą przynieść sukcesy, ale myślę że większości ludziom bardziej w pamięci zapadają porażki (bo chyba nikt ich nie cierpi?) i one nawet potrafią być motywacją do przyszłych sukcesów.

Ja wolę rozpamiętywać moje sukcesy. Do porażek wracam niechętnie. Odkładam je na dół szuflady jak tylko ustalę, co było przyczyną danej porażki i jak jej przeciwdziałać. Czasami tylko wyciągnę tę porażkę jako przykład lub po to, żeby nie wyjść na gnojka. (Taka manipulacja: ludzie nie lubią ludzi, którym wszystko się udaje. Takich ludzi tak naprawdę nie ma, ale jeśli nikomu nie wspomnisz, że Ty też jesteś normalny i zaliczasz czasem tzw. epic faile, to mogą wziąć Cię na wszelki wypadek znienawidzić :) )

Ludzkie mózgi mają też, wbrew pozorom, tendencję do wypierania niemiłych wspomnień.

Więc nie wiem, czy "większości bardziej w pamięci zapadają porażki"...

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 00:07
0
bswierczynski napisał(a)

Nie rozumiem co jest nie tak z pytaniem "czemu chcesz u nas pracować?".

Bo na to pytanie jest jedna szczera odpowiedź.
Czego oczekuje pracodawca zadając takie pytanie? Że kandydat będzie go kontemplował przez pół godziny? Że będzie udawał pustelnika, który nie potrzebuje pieniędzy i zgodzi się na płacę minimalną?
To, że programista rozwija się w pracy jest truizmem, bo jeśli tego nie robi, to wypada - taka branża. Nauka i własny rozwój pracownika są efektami ubocznymi pracy, jeśli nie następują, to znaczy, że z firmą jest coś nie tak.

Chcę u was pracować, bo szukacie pracowników akurat wtedy, gdy ja szukam pracy. Trzy miesiące wcześniej albo później szukałbym pracy w innej firmie. Proste i logiczne.

Ale iść na rozmowę kwalifikacyjną nawet nie wiedząc czemu chce się tam pracować? Nie mając żadnych oczekiwań? To co, łazimy sobie po losowo wybranych firmach? Nie mamy żadnych wymagań, które -- wg nas -- ta firma powinna spełniać? Nieco dziwną taktyką wydaje mi się chodzenie po rozmowach do KAŻDEJ firmy, jaka się napatoczy, "bo i tak dopiero po paru miesiącach się okaże, czy jest tam fajnie".

"Dlaczego chce pan u nas pracować?" to nie to samo co: "czego spodziewa się pan po pracy u nas?", a Twój wywód dotyczy takiego właśnie pytania.

Nadzieje popieram estymacjami takimi jak zasięgnięcie opinii kumpli z branży, googlanie o firmie, zerkanie na ich produkty.

A jak żaden kumpel nic o tej firmie nie wie, a o produktach wiadomo tyle, że "firma specjalizuje się w tworzeniu oprogramowania dla firm ubezpieczeniowych"? Pozostaje chyba tylko włamanie do intranetu.

Ok, są firmy innowacyjne, zajmujące się nietuzinkowymi produktami, praca w nich może być szczytem marzeń dla jakichś ludzi. I na rozmowie w takiej firmie może paść pytanie. Ale nie w jednej ze stu warszawskich firm zajmujących się produkcją CRMów w Javie dla sklepów monopolowych.


"HUMAN BEINGS MAKE LIFE SO INTERESTING. DO YOU KNOW, THAT IN A UNIVERSE SO FULL OF WONDERS, THEY HAVE MANAGED TO INVENT BOREDOM."

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 00:08
0

@bswierczynski
W zasadzie mogę się zgodzić z większością tego co piszesz.
Nikt nie lubi swoich porażek, miło jest rozpamiętywać swoje sukcesy. Problem w tym, że ja na przykład tak bardzo nie lubię swoich porażek, że chciałbym aby one nigdy więcej się nie zdarzyły, a jedyny sposób żeby to osiągnąć, to przeanalizowanie ich i wyciągnięcie z nich wniosków.
Co do przykładu, który podałeś, to w handlu często jest tak, że istnieje konkurencja. Jeśli danej firmie nie idzie sprzedaż, a konkurencja odnosi sukcesy, to trzeba postawić się w roli klienta, porównać swoją ofertę z ofertą konkurencji, sprawdzić jak wygląda strona konkurencji, jak wygląda ich produkt, przeanalizować to, wyciągnąć wnioski i poprawić własną stronę, poprawić własny produkt. Microsoft tak robi od lat i całkiem nieźle na tym wychodzi :)

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 01:13
0
somekind napisał(a)

Czego oczekuje pracodawca zadając takie pytanie? Że kandydat będzie go kontemplował przez pół godziny? Że będzie udawał pustelnika, który nie potrzebuje pieniędzy i zgodzi się na płacę minimalną?

Skąd pomysł, że rozsądny pracodawca uważałby, że ktoś NIE pracuje głównie/w dużej części dla pieniędzy?

Na rozmowach, w których uczestniczyłem, kojarzę nawet, że pytanie to padało nieraz wraz z disclaimerem "oprócz tego, że dla pieniędzy -- bo to jest oczywiste".

Nie ręczę za innych -- mało tego: wiem, że niektórzy nie lubią gdy ktoś jest szczery i wymieni kasę na pierwszym miejscu (a propos uczenia się na błędach -- wiem to, bo sam tak kiedyś palnąłem :) ). Mi osobiście to nie przeszkadza. Nie lubię ściem na rozmowach kwalifikacyjnych, a chęć zarobku jest bardzo rozsądna gdy idzie o pracę.

Wolę jednak, gdy nie jest to jedyna motywacja. Patrz następny akapit.

somekind napisał(a)

To, że programista rozwija się w pracy jest truizmem, bo jeśli tego nie robi, to wypada - taka branża. Nauka i własny rozwój pracownika są efektami ubocznymi pracy, jeśli nie następują, to znaczy, że z firmą jest coś nie tak.

A jednak... jedni ludzie mają większą chęć nauki, inni mniejszą. Pamiętaj, że pracuję w korporacji. Słyszałem niejedną historię o kolesiu, który np. pisze kod Javy w stylu sprzed "rewolucji java-beanowej". W moim teamie nie ma na takich miejsca. W korpo są jednak zakątki, gdzie i tacy się zdarzają.

Dodatkowo, pracuję w branży webowej. Sporo kandydatów, szczególnie frontendowców nakierowanych bardziej na HTML/CSS przychodzi do nas z agencji interaktywnych (z JavaScriptowcami jest inaczej i tutaj akurat średni poziom jest wyższy). Gdzie robi się byle szybciej, a najlepiej to na przedwczoraj. Na naukę jest tam np. o dwa rzędy wielkości mniej czasu niż u nas. Czy coś z tymi agencjami jest nie tak...?

Może. Szczególnie ze strony programisty. Jakkolwiek ludzie nie przepadają za kandydatami narzekającymi na swoją poprzednią pracę, to ja np. uważam za całkiem niezłą motywację "chęć rozwoju + czas na refaktoryzację, dopieszczenie kodu, bo w poprzedniej firmie było tego jak na lekarstwo".

somekind napisał(a)

"Dlaczego chce pan u nas pracować?" to nie to samo co: "czego spodziewa się pan po pracy u nas?", a Twój wywód dotyczy takiego właśnie pytania.

Mnie się zdaje, że to praktycznie jeden czort.

Bo jakoś wątpię, by z ręką na sercu padały odpowiedzi "a bo tak mi się chce". Pracujemy nie "bo tak", tylko bo czegoś się spodziewamy. Choćby forsy. To oczywiste. Ale nie tylko. Dobrym programistom raczej nie zależy TYLKO na forsie. Jak ktoś jest dobry, to raczej nie będzie chciał się odmóżdżać 8h dziennie czy też pracować z teamem debili, tudzież słuchać marudzenia kiepskiego przełożonego.

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 02:12
0

Dla mnie jednak pytanie o to, czego spodziewam się po pracy, jest dużo bardziej precyzyjne. Na tak podstawione odpowiedziałbym, że poza nieuniknionym utrzymywaniem 20letniego CRMu, chciałbym również móc brać udział w nowych projektach, pisanych w nowych językach i technologiach przy użyciu nowoczesnych narzędzi i metodologii, szeroko stosować TDD, stare projekty refaktoryzować, a w ogóle, to za 5 lat być wybitnym specjalistą (albo zmienić specjalizację na business intelligence).
Bo to jest konkretne pytanie, a "dlaczego chce pan u nas pracować?" to dla mnie "czego ci nagadali, że tu przyczłapałeś?", jakby wykluczające, że ja mogę czegoś chcieć.


"HUMAN BEINGS MAKE LIFE SO INTERESTING. DO YOU KNOW, THAT IN A UNIVERSE SO FULL OF WONDERS, THEY HAVE MANAGED TO INVENT BOREDOM."

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 18:39
87182
0

Podepnę się, żeby nie tworzyć nowego temat, na interna w dużej korporacji dostałem pytanie kiedy kończę studia, jakiego stopnia i co dalej. Planuję po magisterce iść na studia doktoranckie, myślicie, że informacja o tym może zmienijszyć/zwiększyć moje szanse w dalszych etapach rekrutacji?

Jak składałeś do Google'a, to zwiększa. Jeśli nie, to zmniejsza ;p - [losowa nazwa] 2011-12-04 18:43

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 18:57
87182
0

do fb...

Pozostało 580 znaków

2011-12-04 19:29
0

Do FB też chętnie doktorków biorą. Doktor (czy tam doktorant) z UJ dostał się do FB i miał np na rozmowie pytania z analizy algorytmów. Możliwe, że mają podobne wymogi co Google. Natomiast jeśli chodzi o Google to mam wrażenie, że idąc na doktorat łatwiej się tam dostać, tyle że zostaje się stażystą (intern to stażysta, nie?), a to warunki pewnie sporo gorsze niż normalna robota.


"Programs must be written for people to read, and only incidentally for machines to execute." - Abelson & Sussman, SICP, preface to the first edition
"Ci, co najbardziej pragną planować życie społeczne, gdyby im na to pozwolić, staliby się w najwyższym stopniu niebezpieczni i nietolerancyjni wobec planów życiowych innych ludzi. Często, tchnącego dobrocią i oddanego jakiejś sprawie idealistę, dzieli od fanatyka tylko mały krok."
Demokracja jest fajna, dopóki wygrywa twoja ulubiona partia.
edytowany 1x, ostatnio: Wibowit, 2011-12-04 19:30

Pozostało 580 znaków

2011-12-05 00:45
0

Wolał bym chyba do Google niż do FB. Bardzo popularna jest zdalna współpraca z google. Mój kuzyn wysłal im kiedyś swoje skrypty w PHP i Pythonie a oni odpowiedzieli mu propozycją współpracy.

Z takich lepsiejszych firm to mozna tutaj dodać CISCO. Bardzo prężnie rozwijająca się firma, gwarantująca solidne warunki pracy.


Ale z tego, co słyszałem, to wielu ludzi uciekło z Google'a do FB właśnie. Niestety nie wiem, czemu. - [losowa nazwa] 2011-12-05 00:47
Pewnie przez ten bum na portale społecznościowe;) ale Google+ nie dawno weszło i zacznie się to wyrównywać - Odyn 2011-12-05 00:52
A nie przez zarobki ? Albo lepsze warunki pracy ? Wiesz, FB zdaje się ma podobne zasady, co Google - damy Ci, co chcesz, bylebyś dla nas pracował, jeśli jesteś dobry... Więc jeśli chcieli wygryźć Googlowi pracowników, to musieli jeszcze więcej zaoferować. - [losowa nazwa] 2011-12-05 00:58

Pozostało 580 znaków

Odpowiedz
Liczba odpowiedzi na stronę

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0