Korporacje a inne firmy

0

ostatnio tak się zastanawiałem jak to jest że większość osób które znam po studiach poszło do dużych korpo np NSN, Volvo, CapGemini, Motorola. I jak na razie nie słyszałem ani jednej złej opinii o tych firmach od tych ludzi. Stąd moja ciekawość. Bo np na tym forum ogłoszenie z nsn zostało zjechane tak samo jak praca tam. Nie pracowałem nigdy w takich dużych firmach i jest dla Mnie to niezrozumiałe. Z czego to wynika? z początkowego zachłyśnięcia się pracą czy gdzieś jest coś nie tak?
Z kolei część mniejszych firm ma tu całkiem niezłą opinię, a wśród moich znajomych studentów którzy porównują do nsnu/volvo - wypadają blado.
Wydaje mi się że nie chodzi o kasę - bo w końcu różnica do np 1k zł to jeszcze nie jest powód żeby kogoś wychwalać pod niebiosa a innego mieszać z błotem przy zarobkach > 4000.
Dla Mnie jedyna różnica jaką widzę to chyba jest liczba linii kodu - w korpo piszę się tego wyraźnie mniej (po opiniach i rozmowach).

Oczywiście nie chodzi mi to o porównanie z miniaturkami składającymi się z 2-4 osób :d Comarch chyba też możecie pominąć.

0

Korpo to korpo. Dużo płaci, dużo wymaga, ale też szczerze mówiąc nie ma tam miejsca dla osób z dużą inwencją twórczą. Tak jak za PRLu była CEPELIA, która produkowała sztukę ludową tak i w korpo są działy rozwojowo badawcze gdzie jest naprawdę ciekawie i cała reszt, gdzie twoje pomysły będą ignorowane.
Mała firma znowuż w druga stronę. Duża szansa na robienie naprawdę ciekawych rzecz np. jako podwykonawca korpo, ale jednocześnie trochę mniejsze pieniądze i zdecydowanie słabsze "dodatki".

Oczywiście są wyjątki, zarówno pozytywne jak i negatywne.

0
  • poczatkowo bardziej anonimowa praca, pod tarcza przelozonego - a to znaczy czesto wiecej czasu i mniejszy stres w czasie nauki
  • do dyspozycji wiekszy, szerszy know-how
  • ciekawe duze projekty
  • kasa, benefity
  • image
  • wyscig szczurow
  • polityka czesto wazniejsza od pracy i wynikow
0

Małe firmy:

  • Są dopiero w trakcie rozwoju, co znaczy, że potrzebują dużo ludzi, ale stać ich na mało ludzi, co oznacza, że albo mało płacą, albo dużo wymagają, a najchętniej oba na raz
  • Potrafią zniknąć z dnia na dzień - true story, siostra kiedyś przyszła do pracy by na miejscu odkryć, że pracy już nie ma. Wypłaty też nie.
  • Często szefom w takich małych firmach brakuje pewnej kultury pracy. Np. uważają, że wolno im się drzeć na pracownika. Albo dzwonić do niego w niedzielę/święta.
1
korpo napisał(a)
  • poczatkowo bardziej anonimowa praca, pod tarcza przelozonego - a to znaczy czesto wiecej czasu i mniejszy stres w czasie nauki

To jest bardzo ważne. W korpo jest duuuużo czasu na naukę. Pracuję w branży webowej i widzę OGROMNĄ różnicę pomiędzy korporacją agencjami interaktywnymi. W agencjach wszystko jest na wczoraj. Nie ma za wiele czasu na to, by jeden developer uczył drugiego. Czasem w ogóle nie ma na to czasu.

A w korpo?

Na samo code review i poprawki przewidziany jest spokojnie np. osobotydzień, jeśli projekt trwa wiele tygodni. Jak widzę, że jakiś programista o mniejszym doświadczeniu w danym języku popełnił "taki se" kod, to idę sobie z nim do pokoiku konferencyjnego, siadamy przed kompem i 2 godziny refaktoryzujemy wspólnie moduł, tłumacząc krok po kroku.

Kod się w korpo nie tylko tworzy, ale i utrzymuje i rozwija. Dlatego DOBRE korpo-teamy przywiązują dużą wagę do jakości. A korporacje stać na to, żeby zatrudnić dobrych koderów i dać im odpowiednią ilość czasu.

korpo napisał(a)
  • wyscig szczurow

Ten punkt absolutnie nie musi mieć zastosowania. W moim korpo-otoczeniu czegoś takiego kompletnie nie ma. Atmosfera w kilkunastoosobowym teamie jest super, ludzie też. Po pracy utrzymuje się bardzo dobre kontakty z wieloma kumplami z pracy i w żadnym razie nie jest to wymuszone. Na oficjalne korpo chlania jest dużo mniejsze wzięcie niż nieoficjalne wypady na jam session, do clubów, na sesje RPG w realu, kręgle, bilard etc. etc. Kto chce ten idzie, kto nie to nie. Zawsze jakieś ekipy się zbierają, choćby mniejsze. Jeśli w oddziale pracuje kilkaset osób, podpiętych pod siebie intranetem, IM i tak dalej, to łatwo zorganizować jakąś inicjatywę. Jak ktoś np. pływa na windsurfingu, puszcza odpowiednio otagowanego maila i okazuje się, że wśród tych kilkuset osób jest kilka takich, co lubią taką rozrywkę -- już jest opcja na wypad.

Nie jest więc tak, że te "przyjaźnie" są jakieś wymuszone i że ktoś komuś wbija co chwilę nóż w plecy. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałem.

korpo napisał(a)
  • polityka czesto wazniejsza od pracy i wynikow

Tu jest trochę racji ;)

Korpo gnębi biurokracja. Załatwienie pewnych rzeczy może trwać miesiącami jeśli będzie się miało pecha. Z drugiej strony: w dobrych korpo się z tym aktywnie walczy. Skuteczność nie wynosi 100%, ale bywa całkiem nieźle.

W rozgrywkach politycznych jak najbardziej można nie brać udziału i całkowicie je ignorować. Kultura pracy jest na tyle wysoka, że nic nikomu się od tego nie stanie. Szary pracownik w ogóle nie musi się do polityki mieszać -- kierownik go przed tym ochroni. Z drugiej strony, umiejętność lawirowania, budowania sobie odpowiedniego zaplecza politycznego i planowania, jakie będą jedyne istotne, polityczne konsekwencje tego i tego ruchu -- to wszystko jest... pomocne. Również w walce z biurokracją czy w zrozumieniu pewnych mechanizmów.

Jeszcze do korpo...

  • Groźba zgnuśnienia. Człowiek musi niekiedy sam szukać sobie ciekawych zajęć. DA SIĘ. Ale są tacy, co narzekają, że ciągle robią to samo i nie jest to nic ambitnego ani fascynującego.

  • Czarne owce. Pracownicy, którzy robią od X lat, zgnuśnieli Y lat temu i od tego czasu nawet nie dbają o swoją wiedzę. A przyjazna korpo przecież nikogo tak po prostu nie zwolni. Tacy pracownicy powinni dostać ultimatum, w razie czego powinni wylecieć, ale nie zawsze tak jest. I wtedy zatruwają repozytorium kodem strasznie niskiej jakości. Problem ten jest częściowo rozwiązywany choćby przy rekrutacji. Ten typ człowieka, który ma inicjatywę i który sam znajdzie sobie ciekawe zajęcie i który sam chce się cały czas uczyć -- on tak łatwo nie zostanie czarną owcą. U mnie w teamie takowej np. nie ma. Ale historie się słyszało :).

  • Kultura pracy. Bywa naprawdę pilnowana. Nikt się na ciebie nie wydrze. Szef nie będzie dupkiem ani idiotą. To zwykle po prostu za mądrzy ludzie. Czasami ludzie mówią, że w korpo to jest zajazd i chamstwo, ale z mojego punktu widzenia jest dokładnie odwrotnie. Spokój i kultura. Co nie oznacza formalizmu. Ostatnio gadałem z szefem szefa mojego szefa (albo jeszcze o poziom wyżej?) i była to niemal tak samo luźna dyskusja jak z jakimś peerem. Niemal, bo tak jak czasem się gada ze współpracownikami to nigdy bym nie zagadał do jakiejkolwiek osoby, którą widziałbym pierwszy raz w życiu ;).

  • Wygodne stanowisko pracy. To się przydaje. Korpo stać na wykupienie pięter w dobrze położonym, nowoczesnym biurowcu. Dobrze wyposażone kuchnie, klimatyzowane pomieszczenia, porządne monitory czy ergonomiczne, cholernie drogie fotele. Ciężko tego nie docenić, szczególnie że w małych firmach tego nieraz nie ma.

0

Nie zgodze sie z wygodnym miejscem pracy w korpo, jesli siedzisz w wielkim open space, gdzie nie mozna zgasic swiatla ktore wali po oczach (czujniki), nie ma zaluzji, klima zamraza (w lecie sie przemrozonym wychodzi) i jest halas jak na targu.
A co do reszty to wystarczy Dilberta poogladac :)

0

Nie pracowałem w korpo ale pracuję w małej firmie i obce są mi minusy małej firmy które tutaj przeczytałem. Biuro mieści się w przystosowanym mieszkaniu, w moim pomieszczeniu razem ze mną pracuje....dwóch ludzi. Za plecami mam piłkarzyki a przed oczami dziewiętnasto calowy monitor. No...zgodzę się że fotele mogłyby być lepsze. Szef na prawdę kumaty, w jednym projekcie nawet trochę jeszcze kodzi. Ufając jego profilowi na GL zbierał doświadczenie jako kierownik i dyrektor w korporacjach, większość obecnych pracowników pracowała z nim wcześniej w korpo. Już w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej przeszedłem z nim na 'Ty'. Co wtorek gramy razem w piłkę, mamy jeszcze możliwość gry w tenisa ale jeszcze nie byłem. Z tego co wiem, co roku ludzie stąd wyjeżdżają na żagle na około tydzień. W zeszłym roku byli w Grecji dwa lata temu w Chorwacji. 2/3 kosztów poszczególnego pracownika pokrywa firma. Pieniądze mam adekwatne do moich umiejętności, jestem w stanie bez problemu sie utrzymać i całkiem sporo zostaje mi na przyjemności.

I teraz kilka spraw które mi się podobają ale dla niektórych to może być minus. Mam większy wpływ na losy projektu i jego wartość. Mam świadomość u którego klienta chodzą moje moduły, wiąże się to z większa odpowiedzialnością ale wolę to niż sytuację w której przychodzi przełożony, mówi jaki potrzebuje moduł, potem go zabiera i tak na prawdę nie wiem gdzie, po co, na co on był. Od początku mojej pracy mam "przyspieszony kurs wszystkiego", programowania, pisania testów i linuxa. Nie ma tu żadnej polityki, jest właściciel/szef i to tyle, nikogo innego się słuchać nie muszę. Nie ma wyścigu szczurów no i nie ma stanowiska innego niż developer.

Atmosfera jest bardzo dobra. Na początku gdy się wdrażałem to kolega z biurka obok często siedział ze mną i tłumaczył mi zależności w projekcie. Mimo większej odpowiedzialności osobiście nie czuję presji, nawet gdy atmosfera trochę zgęstniała wokół jednego klienta to wszystkie rozmowy prowadzone na ten temat były prowadzone rzeczowo i bez wyrzutów.

0

Bo np na tym forum ogłoszenie z nsn zostało zjechane tak samo jak praca tam.
Na tym forum „zjeżdżane” są wszystkie ogłoszenia i praca gdziekolwiek. To tylko takie polackie narzekalstwo, nie przykładaj temu zbyt wielkiej wagi. Niewielką wagę można.

open space ssie niezależnie czy to korpo czy mniejsza firma
każde biuro jest inne, i powstrzymałbym się od zbytniego uogólniania.
poza zamkniętymi klitkami - pokojami jednoosobowymi z jednej strony, a wielkim wspólnym hangarem z drugiej, jest dużo wariantów pośrednich.

0
Azarien napisał(a)

Na tym forum „zjeżdżane” są wszystkie ogłoszenia i praca gdziekolwiek. To tylko takie polackie narzekalstwo, nie przykładaj temu zbyt wielkiej wagi. Niewielką wagę można.

Doprawdy?To jak Bracie Azarien wyjaśnisz "zielone wyspy" czyli ogłoszenia,które mają pozytywną ocenę?

0

Ciekawi mnie jedna kwestia: rekrutacja do korporacji, a konkretnie czy trudno jest się do takiej firmy dostać? Jestem jeszcze na studiach, od dwóch lat pracuję jako programista w małej firmie. Żeby się dostać wystarczyło, że zrobiłem moduł(de facto jedną klasę), który spełnił wymagania i za który mi zapłacono, bez żadnego sprawdzania umiejętności miękkich(które mi się wydaje w korporacji są ważniejsze od tych technicznych, które można w krótkim czasie przyswoić - poprawcie mnie jeżeli się mylę) oraz kilku rozmów. W małej firmie brakuje mi wyżej wspomnianej anonimowości oraz jak napisała Aurel męczące są telefony w niedzielę o 18. Ale plusem jest(przynajmniej w miejscu gdzie pracuję), że praktycznie co nie wpiszę na kartce z prośbą to jest realizowane(drugi monitor - na drugi dzień, nowy komputer - kilka dni). Ciekawi mnie jak to wygląda w korporacji?

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0