Czy wkrótce skończy się raj dla pracowników IT?

1

IT, informatyka, elektronika i inne to zawody bez przyszłości, widać to teraz już a trend - do wiecznie TAŃSZYCH rośnie. Albo bedziesz super specjalistą albo spadaj, na twoje miejsce będzie dziesięciu innych po taniosci. Ogólnie mówiac informa i całe IT to rynek na chwile, nie na zawsze no chyba że się poświęcisz korporacji, zamieszkasz w korporacji i zapomnisz o rodzinie i zyciu prywatnym a jak nie zapomnisz to zapomnisz o pracy, proste. Zobaczcie co dzieje się na rynku programistów w Polsce, oferują pensyjki na poziomie 30% tego co za te samą robotę zarabia się w innych krajach. Dzisiaj zarabiasz 20000zł bo jesteś ogarnięty, świeży z pomysłami, ze świeżą informacją w głowie, możesz hulać w biurze przed ekranem po 12-15h na dobę. Mija 10lat, masz żonę, dom, dzieci, problemy, inne zmartwienia i ciągle za mało czasu na kontynuację nauki i co wtedy? Przemęczenie, lekki luz i hop - na Twoim miejscu siedzi już inny, młody, chętny po 15h pracować za ... pół tego co ty chcesz.
Ja wysiadłem z interesu jakieś 8lat temu (elektronik), już nie wróciłem. Nie mam zamiaru siedzieć 24/24/7 nad lupą a drugie mityczne 24/24/7 nad arduino i zabawkami tylko po to, aby zarobić w miesiąc tyle, ile zarobię na małym barze w tydzień i to nic nie robiąc. Nie ma stresu, popijam kawkę, całe dnie spędzam z rodziną lub w ogrodzie, z nudy grzebię w nosie a hajs rośnie. Do tego wszystkie noce przespane a wstaje zazwyczaj jak dyro czyli koło 10. O godz. 12 obiadek, myju, myju i jedziem sprawdzić jak robota leci. Dniówkę kończę o 16. Ile na tym mam? Ano ze dwa razy tyle co super senior programisssst tyle że mi robota nie skończy się nigdy a jemu tuż przed czterdziechą, no cyba że będzie nadal naiwny i będzie hulał za 1/4 baru-własciciela hahhaa.

0

Debata ''IT mówi do IT''
Udział w spotkaniu jest bezpłatny, ale należy zarejestrować się na bilety.cojestgrane24.pl.

Zapraszamy do dyskusji w najbliższy wtorek, 22 października, w godz. 17.30-19. Miejsce: Klubokawiarnia Mleczarnia (poziom –1).

Organizatorem wydarzenia jest „Gazeta Wyborcza”. Partnerzy spotkania październikowego to Capgemini, Nokia, Unit4 i DataArt.

Jest gdzieś link do zapisu tego spotkania? Powiedzieli cokolwiek sensownego?

0
Nervica napisał(a):

Zobaczcie co dzieje się na rynku programistów w Polsce, oferują pensyjki na poziomie 30% tego co za te samą robotę zarabia się w innych krajach.

W takim razie może uzasadnisz to na jakimś reprezentatywnym przykładzie, bo póki co to np. EURO albo USD, to jeszcze wysoko stoi i nawet zarabiając to co tam za granicą, w wymienionych tu walutach ale w przeliczeniu na nasze to pracując tutaj i tak de facto powinieneś na tym jakoś wyjść. Np. jeśli coś jest wycenione na 10K EUR i programista pracuje za granicą, otrzymując wynagrodzenie w tej walucie, tam wszystko opłaca, tam żyje a w Polsce inny zdalny programista wycenia to dla przykładu na 3K EUR, zarobi powiedzmy jakieś ponad 12K PLN to i tak de facto powinien na tym jakość wyjść. Równie dobrze za tyle może pracować w Polsce dla jakiejś agencji czy Software House który to wyceni też na te 10K EUR a programiście zapłaci te 3K EUR i niby co, budżet się tu nie spina?

Dzisiaj zarabiasz 20000zł bo jesteś ogarnięty, świeży z pomysłami, ze świeżą informacją w głowie, możesz hulać w biurze przed ekranem po 12-15h na dobę. Mija 10lat, masz żonę, dom, dzieci, problemy, inne zmartwienia i ciągle za mało czasu na kontynuację nauki i co wtedy?

No ale zarabiając te 20K z całą pewnością to w polskich warunkach dałoby się coś odłożyć, zakładając że nie masz obciążeń, kredytów hipotecznych albo nie popadłeś w pętlę zadłużenia w chwilówkach i kredytach w bankach. Chociaż z drugiej strony koniec kariery kiedy to dobija 40-tka nie wygląda na zbyt ciekawą perspektywę. Ale nie każdy ma ochotę pracować w branży spożywczej więc co w takim przypadku zaproponujesz?

0

Wytłumaczyć mogę tylko i wyłącznie na życiowych przykładach, albowiem ropa i dolar to ustawka, ceny nie rosną bo muszą, one rosą (a raczej wariują) bo inni tak chcą. Trzeba posiedzieć w tym z kilkanaście lat aby zrozumieć że dolc i ropa to to samo co giełdy papierów wartościowych. Do tego dojdą jeszcze inne machloje walutowe, złoto i kilka innych pierdoł. Logikę w tym wszystkim znajdziesz tylko jedną, mianowicie to wszystko istnieje aby hajs robić z zsykiem tylko i wyłącznie dla hajs-robiącego. Tak było, tak jest i tak zawsze będzie zatem tłumaczenia tego tupu są chore kolego.
Zatem, jak mądrze można to wszystko ogarnąć?
A no tak iż we własnym zyciu nie powinno interesować nas czyjeś życie. Ani zycie, ani rodzaj działalności więc, nie powinno nas interesować ile w banku dolc kosztuje i po ile jest ropa na rynkach. Powinno nas interesować tylko to, za ile, gdzie i gdzie najntaniej można te ropę kupić na uzytek własny!
Gdy już zaczniesz interesować się takową sprawą, dojdziesz szybkoi do stanu w którym opadnie Ci szczęka! Litr ropy na stacji Agip w południowej Auustrii na granicy z Włochami kosztował tydzień temu Panie kochany dokładnie 1,14 ojro za litr co sie przekłada na 1.14 x 4.23 (kurs sprzed tygodnia nie z NBP tylko z kantoru) i wychodzi 4,82 polskiego talara za litr. Następnie, szczęka wbije Ci sie głębiej w grunt gdy dostrzeżesz iż w Polsce ta sama ropka jest droższa a także że w Polsce minimalna krajowa na rączkę brutto jest aż 4 razy niższa aniżeli we wspomnianej Austrii. Wtedy, zaczniesz dociekać dlaczegooo ropka w takiej cenie, wygrzebiesz kwoty za jakie ropkę od Putina kupujemy, przeliczysz, wyliczysz i wyjdzie Ci na to nasz rządodawca rypie Ciebie w grzbiet ostrymi podatkami. Wtedy też, zauważysz że dolc i cena ropki w świecie mało ma wspólnego z ... polskim Rządem który zyje swoim zycieeeeem!
Jak już zdemolujesz sobie życiowe rusztowanie, zaczniesz grzebać dalej i dogrzebiesz się do ofert pracyyyy!
Zauważysz wtedy że wynajecie mieszkania w Wawce to koszt bliski 400-500 a nawet i 600 ojro na miesiąc czyli tyle samo ile trzeba dać za stancje w innych krajach.
Kolejna sprawa to taka, że w Polsce za wszystko trzeba zapłacić więcej, właśnie dostałem przed chwilą podwyżke ciepłej wody, było 15.79, bedzie 16,83 ....
Tymczasem, identyczna woda u Niemców (Bochum) kosztuje teraz 2,04 ojro. Mowa o cenie podgrzania wody (w obu przypadkach).
Ta sama woda w Hiszpanii teraz kosztuje co do centa 1,77 ojro za metr.
Wymieniać dalej kraje?
Kolejna sprawa to koszt żywota, ceny mieszkań, domów i innych nad Wisełką. Można takowe porównywać z setkami róznych ofert na zachodzie i w efekcie końcowym, wychodzi na to że za cenę warszawskiego M4 kupujesz w machesterze dom z ogródkiem. Takich przykładów są setki jak nie i tysiące.
bardzoej przyziemnymi są takowe jak:
Koszt cukru w Aldim w Bochum to 0.55 ojro za kilogramek. Mąka 0.19, olej 0.89, jajka 10szt. 1.14 ojro i tak można bezzzzz końca!
W polonii za to samo trza dać tyle samo i powstaje pytanie, jak to mozliwe ... aby cukrownia w Niemczech, płacąca pracownikom x3,4 tyle co w Polsce, mogła wydać do sklepów kilo cukru w tej samej cenie co w Polsce i prosperować przy tym dość "zanakomicie". Takich przykładzików też są setki.
Wykorzystywanie naiwniarstwa to norma, klasyczna juz norma albowiem wielu ludzi niby logikę w głowach ma, a tak naprawdę godzą się na waruneczki na które nigdy nie powinni się zgodzić.

Kolego, mamy te same ceny, często wyższe, koszty kredytów, leasingów i innych są często na identycznym poziomie bądź mocno wyższe aniżeli w innych krajach.
Dlaczego zatem, oferują nam pracę zawsze z pensyjką o 2/3 niejszą w jak w innym kraju?
Ano dlatego że mogą, chcą i najprawdopodobniej znajdą wiluuuu chętnych.

Dlatego w Polsce, pracowało się, pracuje i wiele lat jeszcze będzie pracowało na dom lat 10 czy 20...

Wybaczcie mi, ale muszę powiedzieć a musze powiedzieć iż od wielu lat osobiście i na potrzeby własne nazywam naszych rodzimych programistów "frajerkami". Kto chce niech łapie focha, ja i tak zdania nie zmienię. Dlaczego?
Od lat istnieją takowe jak B2B czy B2P, prawda? Od lat mamy szerokie pasma netowe, prawda? Od lat istnieją stanowiska pracy zdalnej, prawda?
Zatem, po cholerę kształcisz się latami, meczysz głowę językami?
Po co to robisz?
Po to aby później pracować za ułamek tego co możesz mieć?
Osoby, pracujące w PL a znające biegle angielski i ze 2,3 języki programowania są dymani w pupę. Jak nazwać takiego człowieka, któremu pasuje 10000 polskich talarów zamiast 10000 zachodnich za te sama robotę?
Ludzi się leniwi, nie chcą zarabiać, udają że jest cacy no bo przecież 10000zł to tyleeee hajsu!

Oferty pracy dla programistów w Polsce są śmiechowe, toż to to samo co zbierać truskawki w polu w Polsce w cenie 1.50zł za kobiałkę a zbierać te same truskawki w Holandii za 1.50 euro za kobiałkę! W obu przypadkach w tym roku truskawki na rynku były w Warszawie i Venlo w Holandii w identycznej cenie, heheh.

Ostatnio do słynnej TV szukali grafika/filmowca pod vegasa i Adobe, oferta z kosmosu: 5800 brutto, wierzysz? Ja kucharzowi swojemu więcej płacę a gość jest po zawodówce.

1

Zasada jest prosta. Albo się zacznie pracować za tyle ile się uda wynegocjować, albo można przymierać z głodu. Ja to bym w ogóle tak nie podchodził w kwestiach jakiejś pracy za miskę ryżu bo prawda jest taka że gdyby nie te zlecenia z zagranicy i ten cały outsorcing to tu by pracy było niewiele. No bo ile jest firm które robią coś cokolwiek same? Ale co do kasy, zależy gdzie się mieszka i gdzie pracuje i tak prawdę mówiąc gdyby udało mi się wyhaczyć na remote 10K na łapkę na miesiąc to bym tylko skakał z radości. Nie to co stacjonarnie gdzieś w największych aglomeracjach.

0
drorat1 napisał(a):

i tak prawdę mówiąc gdyby udało mi się wyhaczyć na remote 10K na łapkę na miesiąc to bym tylko skakał z radości...

Jest tego w ciul ale sprzed monitora załatwić się tego nie da, niestety. Bez wyjazdu i pojawienia się osobistego w firmach szukających ludzi nie obejdzie się. Tu także zasady są proste, zatem wyjazd + poszukiwania we własnym zakresie bez jakichkolwiek polskich pośredników. Wybierasz kraj, wybierasz miasto (przykładowo UK, Londyn) i gonisz na tydzień. Koszta to najem motelu + bilet miejski + żarcie (tam na miejscu) oraz bilet open na wyjazd. Przed wyjazdem już w Polsce szykujesz plan działania czyli topografia, adresy i nawet wydruk CV oraz podań. Robisz tygodniowe hulanko po Londynie i wracasz do kraju, zaznaczając wszystkim w papierach, skąd jesteś i kiedy mozliwa jest rozmowa rekrutacyjna (w przypadku zainteresowania Twoją osobą). Musisz być uszykowany na conajmniej 2,3 takie wyjazdy ale i tak kiedyś to się zwróci. Prócz znajomości fachu liczy sie też znajomość przepisów (prawa pracy i współpracy B2B oraz unijne papiery na swoją firmę) oraz języka na perffettttooo!
Wszyscy których znam tak zrobili i pracują głównie w UK odwiedzając ten kraj 4,5 razy w roku (papiery, konferencje, szkolenia).
W tym wszystkim naprawdę bardzo ważna jest zasada - "zero, zero, zaro albo mniej niż zero ... polskich pośredników!" bo cie wydupcą po "śledzionę".
Na zachodzie pracodawcy płacą za znalezienie potencjanego pracownika, w UK jest to teraz przedział od 200 do 500 w zależności od fachu i zawodu, zatem jest na rynku masa pośredniczących i chcących szybko na tym zarobić. Szukają wtedy byle kogo na byle jakie stanowiska często koloryzując fakty po obu mańkach, pracodawcy wciska się bajke że "programist" jest zaje**** a szukającemu pracodawcy że po pół roku będzie miał "majbaha i jacht". Dopiero na miejscu okazuje się że "jeden z drugiego" niezadowolony a cieszy mordą tylko pośrednik za którego zapłacisz także Ty. B2B (zdalne) w programistyce jest na całym świecie powszechne, więc nie jesyt wcale tak cacy jak powiadają pośrednicy, często wygrywają ludzie po "jejlach, harwardach i podobnych" więc pośrednikowi nigdy nie wiara. No i ostatnio dość modna jest wschodnia Eu, Poldolonia zaczyna po mału wypadać z gry, na jej miejsce leci Ukraina, Białoruś i dalsze. Stamtąd kodery-kochane jak dostaną 3 tysie funciorów cieszą się tak samo, ja my Polacy cieszyliśmy się z 1000DM na początku lat 90-tych. Nie oznacza to jednak że cała Ukraina zacznie zaraz kodować, stamtąd małokiedy ktoś nadaje się do roboty i najczęściej są to tylko Ci, którzy studiowali np. w Polsce.

0

Moim zdaniem raj na IT skonczy sie, chociaz na pewno nie teraz i pewnie nie w najblizszych 10 latach. Ale co moze walnac?

  • Inwestorzy zaczna zauwazac, ze zrobienie kolejnego netflixa, facebooka, czy nawet appki biznesowej nie oznacza, ze zaraz podbije ona rynek. Rynek applikacji sie wysaturowal i owszem jest wiele nisz, ale ciezko juz wymyslic w wielu dzialkach kolo na nowo. Ja, siedzac w appkach biznesoych nie widze innowacji od ponad 15 lat.
  • Wiele rzeczy koniecznych juz zostalo zaimplementowanych, pytanie czy np zrobienie jakiegos kolejnego interfejsu za 40k PLN kiedykolwiek sie zwroci. Widze, ze firmy czesto nie zadaja sobie takich pytan i nie kalkuluja - a ja czesto tak, ale im nie mowie :-) Po prostu firmy wierza sprzedawcom na slowo.
  • Coraz mniejsze developmenty, coraz wiecej agile, coraz mlodsi ludzie ucza sie programowac. Zawodu moze nie kazdy moze wykonywac, ale taka inkluzywnos zowodu zawsze dziala to deprymujaco na zarobki i prestiz.
  • Coraz wieksze koszty pracy w krajach 3ego swiata - to wbrew pozorom moze byc nie tylko zaleta (bo konkurencja znika) - ale i wada. Brak taniej sily roboczej oznacza, ze developmenty beda duzo wolniejsze, rozwazniejsze i nie bedzie takiego parcia na rozwoj technologii.
  • Coraz wiecej zabudowanych systemow wymaga utrzymywania, a nie jakiegos wielkiego R&D i sprzedazy. Firmy musza przeznaczac na to coraz wieksze srodki ze wzgledu na komplikaje rozwiazan, wiec zaczynaja rozwaniej wydawac pieniazki na wdrozenia nowych rzeczy, gdzie najlepiej sie zarabia.

Po prostu kazdy produkt czy usluga ma swoj cykl zycia, i podobnie bedzie z szeroko pojetym programowaniem. Kiedys gornicy byli super, potem elektronicy, potem ksieza, dzis programisci a jutro kto wie.

0

Jasnowidz, 90% obsady tego forum ma mniej jak 15lat, 80% obsady każdego innego forum mniej jak 20, portale społecznościowe i inne = jeden wielki hejt, agresja i burdel. Na dodatek, 90% społeczności ma przeogromne problemy z właściwym rozumowaniem słów pisanych, mówiąc wprost: trzeba sypać przedszkolną łopatologią bo sam się nie domyśli. Sądzisz że to wszystko będzie hulac pełna parą za 10lat? Na odcinku ostatnich 2,3 lat, 99% moich znajomych (35+) zrezygnowała z internetu i jakiegokolwiek udzielania sie, po prostu starsi zaczęli wiać od młodszych albowiem 90% internautów uzywa interentu tylko i wyłącznie do "spajacowania się". Osobiście sądzę, że od 5 do 10lat to wszystko pirtolnie na amen.

2
Jasnowidz napisał(a):
  • Inwestorzy zaczna zauwazac, ze zrobienie kolejnego netflixa, facebooka, czy nawet appki biznesowej nie oznacza, ze zaraz podbije ona rynek. Rynek applikacji sie wysaturowal i owszem jest wiele nisz, ale ciezko juz wymyslic w wielu dzialkach kolo na nowo. Ja, siedzac w appkach biznesoych nie widze innowacji od ponad 15 lat.

Dzisiaj żeby czynić innowacje, trzeba po prostu zrobić coś mocno ograniczonego. Zrobić coś, co jest wybrakowane, zgodnie z ideologią "less is more":

  • Twitter - serwis blogowy z ograniczeniem liczby znaków
  • Instagram - serwis zdjęciowy, który tnie jakość zdjęć, nie pozwala wrzucać linków do postów, oraz zdjęcia pierwotnie musiały być kwadratowe. Na dodatek planują usuwać lajki
  • Snapchat - wiadomości, które znikają (czy jakoś tak).
  • Tik-Tok (ostatni szczyt mody, a to taki bieda Youtube).
  • Slack - forum dyskusyjne, na którym nie można zakładać wątków
  • Apple - dużo innowacji Apple polega ostatnio na tym, że coś usuwają. No bo minimalizm.

Czyli robisz coś, co jest podobne, do tego, co już istnieje, ale czegoś nie ma, jest w jakiś sposób wybrakowane, ma mniej funkcji itp. No i budujesz wokół tego społeczność. Bo to społeczność napędza dzisiaj produkty.

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0