Studia informatyczne to nieporozumienie?

7

Nie będę nikogo weryfikował z równań różniczkowych bo jak ktoś chce robić od A do Z to może iść meliorować rowy (bierze pan łope, tu początek tam koniec, dziękuje)

Po pierwsze to zacznijmy od tego, że tak jak w Blub paradoksie, nie jesteś w stanie ocenić skilla kogoś po prestiżowych studiach bo musiałbyś wiedzieć więcej od takiej osoby lub też wiedzieć czego nie wiesz. Jeżeli nie studiowałeś równań różniczkowych to nie jesteś w stanie ocenić ich przydatności. To samo się tyczy kolejnych dziedzin, których nie masz na studiach.

Po drugie, z całym szacunkiem, ale prawdopodobnie nawet nie widziałeś ludzi po Infie na AGH lub TCS na UJ na swoich rozmowach rekrutacyjnych bo na rynku w Krakowie jest tak mało tych osób. Bardzo często albo są wysoko w korporacjach albo żyją po swojemu dla zagranicznych firm, zdalnie lub za granicą.

4

I jeszcze po trzecie, na studia nie idzie się po to, żeby zostać klepaczem. Co za problem zrobić bootcampa i zacząć pisać w dowolnym języku bez studiów? Oni często nawet tego nie sprawdzają. Na studia idzie się właśnie z powodu przedstawionego w punkcie pierwszym. Żeby umieć ocenić skilla innych osób, żeby wiedzieć czego się nie wie. Żeby wiedzieć w jaką następną technologię iść i umieć oddzielić bullshit technologiczny od czegoś przełomowego. Żeby poszerzać horyzonty, żeby umieć tworzyć całe architektury i rozwiązania informatyczne, a nie aplikacje.

Niedawno tutaj ktoś wrzucał link do Glassdora z opiniami o Sabre. Tam były komentarze ludzi, że zwalniają ludzi z Sabre'a podczas pandemii, a w ich miejsce zatrudniają kontraktorów, którzy mają wdrażać clouda. I był płacz tych ludzi, że nie mieli się gdzie tego nauczyć bo najlepsze projekty idą właśnie do nowych ludzi. Studia są właśnie po to, żeby nie skończyć jak ludzie z Sabre'a, którym sprzed nosa kontraktorzy zabierają nowe projekty.

1
Dregorio napisał(a):

I to jest problem, że ludzie nie rozumieją na co idą. Mylisz studia z zawodówką. Idąc na studia zakładasz, że zostaniesz naukowcem, więc i narzędzia tam przedstawiane są z takiego zakresu. Do pracy musisz przygotować się sam. Języka nauczyć się sam, z małymi wyjątkami.

Przez to, że jest taki popyt zwiększa się i podaż i jest wykwit g**no informatyk, takich właśnie zawodówek, bo to łatwa kasa. Sami sobie zgotowaliśmy taki los.

Magister to tytuł zawodowy. Doktor to stopień naukowy. Mały procent magistrów idzie na studia doktoranckie, a ponadto w pewnych przypadkach (np na moim kierunku na UJocie) większość doktorantów nie kończy studiów doktoranckich (z różnych powodów, np stwierdzają, że to nie ma sensu).

Nawet gdyby tematyka nauczania na studiach była bardziej sensowna to czy koniecznie zwiększyłoby to poziom? Moim zdaniem niekoniecznie. Nieodzownym elementem studiów informatycznych jest algorytmika na której omawia się algorytmy o optymalnej złożoności obliczeniowej. Jest to coś co przydaje się programistom regularnie, chociaż nieczęsto. Czasami się pojawia pętla w pętli (w pętli... itd) i wtedy warto pokminić chwilę, przypomnieć sobie wiedzę ze studiów i spróbować zoptymalizować algorytm. Zwykle jest łatwo. Czy ktoś to robi? Raczej nie, ja muszę po kolegach poprawiać. Skoro tak dobre okazje na zaimplementowanie wiedzy ze studiów są przepuszczone to wątpię, by o resztę też dbano.

Podczas studiów zachodzi nie tylko edukacja, ale np dojrzewanie studentów :] W liceum to jest jeszcze życie pod kloszem, a na studiach trzeba się samemu ze wszystkim ogarnąć. Szkoła życia w pewnym sensie. Tak czy siak, w drugiej połowie jednolitych studiów magisterskich i tak już było głównie opieprzanie się, a przedmioty dobierałem idąc po linii najmniejszego oporu (gdyby była do wyboru wspomniana nauka office'a to pewnie wybrałbym taki zapychacz, by mieć więcej luzu), więc siedzenie na studiach miało coraz mniej sensu. Dzisiaj mamy powszechny podział na trzystopniowe studia: 3 lata licencjat lub inżynier + 2 lata magister + 2-4 lata doktor. Z tego co rozumiem po 3 latach studiów pierwszego stopnia ma się już wykształcenie wyższe, więc można by na tym spokojnie poprzestać jeśli komuś uda się znaleźć sensowną pracę na pełen etat (w sensie zgodną z obranym kierunkiem kariery). Studia drugiego stopnia wygląda na te najmniej sensowne (no chyba, że ktoś dostanie się na jakiś ambitny wydział i przyłoży się do nauki).

Reasumując, moim zdaniem to raczej moda na wysiadywanie 5 lat, żeby mieć pełnego magistra jest bez sensu. Możliwe, że skrócenie sobie studiów do 3 lat może nawet przynieść większy zysk, bo te kolejne 2 lata studiów tylko rozleniwia.

PS:
Praca jako junior programmer na pełen etat rozwija człowieka wielokrotnie szybciej w ogarnianiu korpo rzeczywistości (albo ogólnie zawodowej rzeczywistości) niż jakiekolwiek przedmioty na studiach.

0
jest_luz napisał(a):

Alternatywą mogłoby być odwrócenie podejścia a przynajmniej możliwość częściowego odwrócenia podejści.
Teraz wygląda mi to jak "od ogółu do szczegółu". A moglibyśmy zacząć też kształcić ludzi od "szczegółu do ogółu".
Tzn najpierw specjalistów w wąskich zakresach którzy mogli być szybciej wartościowi i później rozwijać ich na naukowców.

Przecież naukowcy to są właśnie specjaliści w wąskich dziedzinach.
I nie można być specjalistą, jeśli nie zna się podstaw.

1

Np kto wymyślił że na informatyce należy uczyć ludzi offica, czy to jest jakaś k*** kpina i to jeszcze pośwęcać na to tyle czasu?
Sporo z tych zajęć jest też o prądzie i obwodach - serio informatyk ma być też elektrykiem?

to też jest dobre

zamiast robić bardziej zaawansowane / ciekawsze rzeczy bliższe infie, to robi się jakieś odłamy elektroniki automatyki itd

1

Studia można wykorzystać inaczej niż tylko na naukę lub szybkie "zapier**" do roboty. Sporo osób podróżuje i/lub w inny sposób rozszerza horyzonty za pomocą Erasmusa (wymiana studencka). Polecam ten program.

Druga sprawa jest taka, że jak OPie ogarniasz to studia dają ci cholernie dobry spadochron bezpieczeństwa. Smigaj do inkubatora przedsiębiorczości, bierz 100k z dotacji EU i zaczynaj własny startup'ik.

Gdy ja studiowałem nie było tak dobrze jak teraz (spółeczka z.o.o to wtedy było 50k na start, o inkubatorze dowiedziałem się na ostatnim roku studiów, nie skorzystałem i smutno mi teraz). Więc nie biadolił bym tak na te obwody i inne filozofie. Te przedmioty z reguły łatwo zaliczyć na 3. Matematyka jak kto lubi, ja lubiłem, po roku wkuwania nabrałem prawdziwej "jasności myślenia". Matma to trochę taka siłka dla mózgu. Ja przeżyjesz 2 analizy i algebrę to Ci żaden ORM czy co tam jeszcze nie straszne....

Na 3 i dalszych latach całkiem ciekawe przedmioty się pojawiały (algo 2, programowanie współbieżne, bazy danych, kompilatory i języki programowania, assembler, CUDA, kryptografia, sieci komputerowe, bezpieczeństwo komputerowe itp).

14

Studia informatyczne to nieporozumienie?

Nie, ale traktowanie ich jako zawodówki już tak. Szczególnie zawodówki programistycznej. Studia są z informatyki a nie z programowania. Twoje oburzenie jest porównywalnie z narzekaniem kogoś na filologii angielskiej że to nie kurs językowy i każą się uczyć jakiejś etymologii słów czy historii. Albo narzekanie ze na studiach z mechaniki uczą jak zbudować silnik a nie jak betonować zardzewiałe progi w alfa-romeo.

Rekrutowałem kiedyś ludzi po podobno lepszych uczelniach takich jak "AGH"

Na AGHu masz N kierunków około-informatycznych. Jedne lepsze, inne gorsze. To dość drastyczna generalizacja. Ale też różnie bywa, zawsze ktoś słaby moze się prześlizgnąć. Jeśli rekrutowałeś do jakiegoś januszexa to pewnie szły do ciebie właśnie takie odpady. Tych lepszych zwyczajnie nigdy nie spotkałeś, bo i jak skoro juz dawno siedzą gdzieś w FAANG? :)

Np kto wymyślił że na informatyce należy uczyć ludzi offica, czy to jest jakaś k*** kpina i to jeszcze pośwęcać na to tyle czasu?

To np. sugeruje że jednak rekrutowałeś ludzi po jakichś g**no-kierunkach. Normalnie takiego przedmiotu nie ma, a jeśli juz miałby kiedyś być to raczej byłby to Latex.

Sporo z tych zajęć jest też o prądzie i obwodach - serio informatyk ma być też elektrykiem?

No jak ma klepać formatki w HTMLu u janusza to pewnie nie musi. Mi przyszło np. pracować kilka lat z automatykami / innym ludźmi od hardware i nagle okazuje się, że może jednak potrzebna jest wiedza inżynierska żeby się z kimś dogadać.
Jedni ludzie klepią formatki, inni jakieś https://www.smartrecruiters.c[...]neer-be-rf-fb-2020-102-ld%20-

Generalnie: studia uczą informatyki. Co wiecej studia, szczególnie 1 stopnia, są ogólnokształcące. Ich celem nie jest produkcja specjalisty programisty tylko kogoś kto jest obeznany w różnych zagadnieniach, z których programowanie to tylko mały fragment.

0
twoj_stary_pijany napisał(a):

nie jesteś w stanie ocenić skilla kogoś po prestiżowych studiach bo musiałbyś wiedzieć więcej od takiej osoby lub też wiedzieć czego nie wiesz.

Dla uporządkowania, trochę formalności. Zasada: recenzować/oceniać może ktoś będący więcej niż tylko jeden stopień wyżej.

robisz licencjat - masz zrobioną maturę - doktor
robisz magistra - masz zrobiony licencjat - doktor habilitowany

Wycinek regulaminu UJ, UW
Promotorem pracy licencjackiej może być osoba posiadająca co najmniej stopień naukowy doktora
Promotorem pracy magisterskiej stopień co najmniej doktora habilitowanego.

8

Ten problem ze studiami jest taki, że bywają najzwyczajniej w świecie frustrujące, szczególnie w naszym szarym, smutnym kraju. Szczera (bądź nie) chęć zdobywania wiedzy zderza się z biurokracją, legendarnym "a do czego ma to mi być kiedykolwiek potrzebne", zagrzebaniem w projektach uniemożliwiających dogłębne zagłębienie się w interesujące tematy bo pan doktor uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy na świecie, wkuwaniem API na pamięć, przedmiotami-zapychaczami, nauką przestarzałych rzeczy i pobieżnym liźnięciu miliona technologii dla uzyskania legendarnego "rozeznania". Ta garstka faktycznie użytecznych przedmiotów i dobrych prowadzących ginie wśród tego wszystkiego.

Jako że im więcej lat mija tym mniejszym szacunkiem darzę własne studia i bardziej się zżymam na to ile mi się przyszło z nimi użerać, na chwilę obecną dochodzę do wniosku, że najsensowniej jest nie uderzać na te "elitarne" (iks de) informatyki, ale iść na mniej wymagające (dla papierka - bo wciąż jednak trochę wierzę w jego magię, głupi ja), tak by nie przeszkadzała w normalnym uczeniu się po godzinach/w pierwszej pracy. Ale to raczej dla tych, co wiedzą czego chcą i już mają swoje zainteresowania i plan kariery. Ja na przykład wiedziałem, że nie lubię organoleptycznej elektroniki, z tym całym dłubaniem w drutach, scalakach, FPGAch i lutowania płytek, więc 5 przedmiotów na 5 semestrach (elektrotechnika, elektronika, elektronika cyfrowa, technika mikroprocesorowa I, technika mikroprocesorowa II) nieźle mnie sponiewierało. I jakoś nie można było wybierać żadnych ścieżek rozwoju żeby tego uniknąć. Albo żeby uniknąć Javy, wciskanej wszędzie na każdym kroku - na której, niespodzianka, świat się nie kończy...! - bo przedmiot prowadzi kierownik katedry.

1

@Spearhead:

zagrzebaniem w projektach uniemożliwiających dogłębne zagłębienie się w interesujące tematy bo pan doktor uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy na świecie, wkuwaniem API na pamięć, przedmiotami-zapychaczami, nauką przestarzałych rzeczy i pobieżnym liźnięciu miliona technologii dla uzyskania legendarnego "rozeznania". Ta garstka faktycznie użytecznych przedmiotów i dobrych prowadzących ginie wśród tego wszystkiego.

przecież chyba oczywistym jest że lepiej umieć po łebkach 10 rzeczy niż 1 bardzo dobrze

a nie, jednak nie jest lepiej (zazwyczaj) ;)

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0