Studia - naprawdę warto?

Odpowiedz Nowy wątek
2017-05-17 00:58
1

Witam, za mną liceum, czas na jakieś decyzje. Przeglądałem trochę tego forum (pozdrawiam dyskutantów o tym gdzie można się posługiwać tytułami zdobytymi na uczelni prywatnej i publicznej- dawno się tak nie uśmiałem). Przygodę z programowaniem dopiero co zaczynam- postawiłem na front-end. Standardowo zacząłem od HTML5, powoli CSS, później mam zamiar uczyć się JS i mam kilka pytań do bardziej doświadczonych i mądrzejszych.

  1. W grę wchodzą studia zaoczne- co sądzicie o WIT i kierunku "inżynieria oprogramowania"? Jest tu ktoś kto na tym był? Myślałem nad uczelniami państwowymi ale ceny są podobne- jakieś znaczące różnice?
  2. Czy w ogóle warto iść na takie studia celując w front-end? Na WAT podobno jakakolwiek wiedza z tego zakresu zaczyna się na 3cim roku, wcześniej są różne C i Java + zapchajdziury czyli opiera się to na zasadzie- wiedza z wielu jeżyków- z żadnego wystarczająca?
  3. Czy z moim, zerowym stanem wiedzy można/warto wkręcić się jakkolwiek w branże IT?
    Wszelkie uwagi, porady i dzielenie się doświadczeniem to dla mnie skarbnica, krytykę znoszę dobrze więc jeśli napisałem coś głupiego -nie oszczędzajcie sobie :D
edytowany 1x, ostatnio: aurel, 2017-05-17 13:09

Pozostało 580 znaków

2017-05-17 20:46
akademisceptyk
3

Studia w Polsce przygotowaniem do zawodu? Zapomnij:

1) Na Polskich studiach nie nauczą Cię niczego, czego nie znajdziesz w publicznym Internecie. Więcej nauczysz się z dokumentacji technicznej. Jak już Cię ciągnie do środowiska akademickiego, to pooglądaj sobie nagrania wykładów udostępniane przez uczenie w USA, poziom jest znacznie wyższy.

2) Studia wymagają sumiennej pracy za możliwość wykonywania której będziesz musiał niemało zapłacić. Czas ten możesz przeznaczyć na wykonywanie drobnych zleceń poza główną pracą, za które otrzymasz wynagrodzenie. A nauczysz się więcej niż na studiach.

3) Na studiach musisz pracować ciągle, jak zrobisz sobie przerwę na studiach, to będziesz miał później nadrabianie różnic programowych. Jak przyjdzie Ci chęć na douczenie się poza główną pracą, to możesz zrobić coś mniejszego na umowie o dzieło albo podłubać w jakimś swoim prywatnym projekcie. A jak Ci się odechce dodatkowej nauki, to możesz np. iść do parku na spacer :)

4) Jeśli będziesz chciał zmienić uczelnię, jeszcze więcej biegania i różnic programowych (na Twoim koszt, w Twoim czasie wolnym). W razie zmiany pracy nowy pracodawca Cię wdroży i doszkoli do używanych technologii (na koszt pracodawcy).

5) Kwestia praw autorskich majątkowych: co stworzysz, to będzie należeć do uczelni, jak będziesz miał dobre oceny w zamian dostaniesz chyba 250 zł stypendium za wyniki. Pracodawca też przejmie prawa autorskie, ale zapłaci Ci poważną stawkę.

6) Budzący wątpliwości merytoryczne poziom wiedzy niektórych nauczycieli akademickich, zwłaszcza na niektórych uczelniach państwowych. Poziom prowadzenia zajęć wynikający z poziomu nauczycieli.

Ja niestety zmarnowałem 5 lat życia na studiach na WEiTI PW, zastanów się, czy chcesz powtórzyć moje błędy. Regularnie zarywane noce, pisanie programów na kartkach, praca na przestarzałym, nawet 30-letnim sprzęcie, lata wkuwania definicji, które nie przydały mi się w pracy, wydatki z własnej kieszeni - tego mi nikt nie zwróci.

Pozostało 580 znaków

2017-05-18 23:23
2
akademisceptyk napisał(a):

1) Na Polskich studiach nie nauczą Cię niczego, czego nie znajdziesz w publicznym Internecie. Więcej nauczysz się z dokumentacji technicznej. Jak już Cię ciągnie do środowiska akademickiego, to pooglądaj sobie nagrania wykładów udostępniane przez uczenie w USA, poziom jest znacznie wyższy.

Wiedza o przetwarzaniu informacji będzie podobna. Jak ktoś chce studiować informatykę, to nie nauczy się jej z dokumentacji technicznej. Nie myl klepania kodu z informatyką.

2) Studia wymagają sumiennej pracy za możliwość wykonywania której będziesz musiał niemało zapłacić. Czas ten możesz przeznaczyć na wykonywanie drobnych zleceń poza główną pracą, za które otrzymasz wynagrodzenie. A nauczysz się więcej niż na studiach.

Z drobnych zleceń nie nauczy się teorii liczb, metod numerycznych, czy modelowania zjawisk równaniami różniczkowymi. Pytanie kto czego chce od życia. I kolejny raz "Nie myl klepania kodu z informatyką".

3) Na studiach musisz pracować ciągle, jak zrobisz sobie przerwę na studiach, to będziesz miał później nadrabianie różnic programowych. Jak przyjdzie Ci chęć na douczenie się poza główną pracą, to możesz zrobić coś mniejszego na umowie o dzieło albo podłubać w jakimś swoim prywatnym projekcie. A jak Ci się odechce dodatkowej nauki, to możesz np. iść do parku na spacer :)

Ucząc się i pracując jednocześnie też wychodziłem na spacer jak mi się nie chciało :P

4) Jeśli będziesz chciał zmienić uczelnię, jeszcze więcej biegania i różnic programowych (na Twoim koszt, w Twoim czasie wolnym). W razie zmiany pracy nowy pracodawca Cię wdroży i doszkoli do używanych technologii (na koszt pracodawcy).

Życie nie jest łatwe. W USA tak zachwalanym przez Ciebie, jak ktoś zmienia uczelnię w trakcie toku studiów to też nadrabia różnice. I w ogóle wszędzie. Inna sprawa, że status studenta jest bardzo przydatny - można zrobić praktyki w Cernie, Google, Facebooku, w Instytutach Fraunhofera i paru innych fajnych miejscach. Nikt nikogo do tego nie zmusza, ale jak się chce to można celować wysoko.

5) Kwestia praw autorskich majątkowych: co stworzysz, to będzie należeć do uczelni, jak będziesz miał dobre oceny w zamian dostaniesz chyba 250 zł stypendium za wyniki. Pracodawca też przejmie prawa autorskie, ale zapłaci Ci poważną stawkę.

Większej głupoty dawno nie słyszałem. Jak coś tworzysz prywatnie to jest Twoje, tak samo jak coś robisz na zajęcia to nie podpisujesz klauzuli, która przekazuje prawa uczelni. A jak z pracodawcą podpiszesz coś takiego, to też nie dostaniesz poważnej stawki. Patrz w umowę.

6) Budzący wątpliwości merytoryczne poziom wiedzy niektórych nauczycieli akademickich, zwłaszcza na niektórych uczelniach państwowych. Poziom prowadzenia zajęć wynikający z poziomu nauczycieli.

Jak wszędzie. Niemniej jak ktoś chce się czegoś nauczyć, to się nauczy. Nawet od miernego dydaktyka można wyciągnąć pożyteczną wiedzę.

Ja niestety zmarnowałem 5 lat życia na studiach na WEiTI PW, zastanów się, czy chcesz powtórzyć moje błędy. Regularnie zarywane noce, pisanie programów na kartkach, praca na przestarzałym, nawet 30-letnim sprzęcie, lata wkuwania definicji, które nie przydały mi się w pracy, wydatki z własnej kieszeni - tego mi nikt nie zwróci.

A ja studiowałem na PWr, które stoi ciut niżej od PW i nie doświadczyłem 30-letniego sprzętu. Zarwałem nocki dopiero jak zacząłem równocześnie pracować. A wydatki? Wydrukować czasem sprawozdanie za 2-3 złote i 2 razy pracę dyplomową z oprawą za max. 40-50zł + opłaty za dyplomy? Więcej na studenckich zniżkach zaoszczędziłem i wyciągnąłem ze stypendiów i nagród ;)

IMO akurat co do studiów to warto przekonać się na własnej skórze i nie próbować wyciągać wniosków z cudzych "błędów". Bo to może być najgorsza decyzja opierać swoją przyszłość na cudzych doświadczeniach.

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 01:19
akademisceptyk
0
xfin napisał(a):
akademisceptyk napisał(a):

1) Na Polskich studiach nie nauczą Cię niczego, czego nie znajdziesz w publicznym Internecie. Więcej nauczysz się z dokumentacji technicznej. Jak już Cię ciągnie do środowiska akademickiego, to pooglądaj sobie nagrania wykładów udostępniane przez uczenie w USA, poziom jest znacznie wyższy.

Wiedza o przetwarzaniu informacji będzie podobna. Jak ktoś chce studiować informatykę, to nie nauczy się jej z dokumentacji technicznej. Nie myl klepania kodu z informatyką.

OP pisał, że postawił na frontend, nie na informatykę. Nie myl klepania frontendu z informatyką.

Poza tym nie napisałem, że należy ograniczyć się do czytania dokumentacji technicznej, dobrych materiałów z dziedziny informatyki w Internecie nie brakuje.

2) Studia wymagają sumiennej pracy za możliwość wykonywania której będziesz musiał niemało zapłacić. Czas ten możesz przeznaczyć na wykonywanie drobnych zleceń poza główną pracą, za które otrzymasz wynagrodzenie. A nauczysz się więcej niż na studiach.

Z drobnych zleceń nie nauczy się teorii liczb, metod numerycznych, czy modelowania zjawisk równaniami różniczkowymi. Pytanie kto czego chce od życia. I kolejny raz "Nie myl klepania kodu z informatyką".

Teoria liczb, metody numeryczne i modelowanie zjawisk równaniami różniczkowymi na frontendzie webowym? Chyba nie. I kolejny raz: nie myl webówki z informatyką.

3) Na studiach musisz pracować ciągle, jak zrobisz sobie przerwę na studiach, to będziesz miał później nadrabianie różnic programowych. Jak przyjdzie Ci chęć na douczenie się poza główną pracą, to możesz zrobić coś mniejszego na umowie o dzieło albo podłubać w jakimś swoim prywatnym projekcie. A jak Ci się odechce dodatkowej nauki, to możesz np. iść do parku na spacer :)

Ucząc się i pracując jednocześnie też wychodziłem na spacer jak mi się nie chciało :P

Ja pisałem o dłuższej przerwie. Spacer to był taki eufemizm :P

4) Jeśli będziesz chciał zmienić uczelnię, jeszcze więcej biegania i różnic programowych (na Twoim koszt, w Twoim czasie wolnym). W razie zmiany pracy nowy pracodawca Cię wdroży i doszkoli do używanych technologii (na koszt pracodawcy).

Życie nie jest łatwe. W USA tak zachwalanym przez Ciebie, jak ktoś zmienia uczelnię w trakcie toku studiów to też nadrabia różnice. I w ogóle wszędzie. Inna sprawa, że status studenta jest bardzo przydatny - można zrobić praktyki w Cernie, Google, Facebooku, w Instytutach Fraunhofera i paru innych fajnych miejscach. Nikt nikogo do tego nie zmusza, ale jak się chce to można celować wysoko.

Ja nie zachwalam USA. Stwierdzam tylko, że według wszelkich międzynarodowych rankingów renomowane polskie uczelnie są daleko w tyle za odpowiednikami w USA. Opinię można też sobie wyrobić na podstawie udostępnionych nagrań wykładów.

I nie napisałem, że w USA nie ma nadrabiania różnic programowych.

5) Kwestia praw autorskich majątkowych: co stworzysz, to będzie należeć do uczelni, jak będziesz miał dobre oceny w zamian dostaniesz chyba 250 zł stypendium za wyniki. Pracodawca też przejmie prawa autorskie, ale zapłaci Ci poważną stawkę.

Większej głupoty dawno nie słyszałem. Jak coś tworzysz prywatnie to jest Twoje, tak samo jak coś robisz na zajęcia to nie podpisujesz klauzuli, która przekazuje prawa uczelni.

Coraz częściej można spotkać się z "nie podpisujesz - nie studiujesz". Pierwszy z brzegu przykład (źródło: http://www.pja.edu.pl/wazne-d[...]ea01492f025aa8daf980d8b2f39d0):

§6

  1. Na mocy niniejszej umowy Student udziela PJATK bezpłatnej, bezterminowej i niewyłącznej
    licencji do wszelkich utworów wytworzonych przez siebie w ramach procesu nauczania w
    PJATK, o ile strony nie określą w formie pisemnej innych zasad. Licencja, o której mowa w
    zdaniu poprzednim obejmuje wszystkie znane w dniu podpisywania niniejszego kontraktu pola
    eksploatacji, zwłaszcza w zakresie wyświetlania, wystawiania, zwielokrotniania, zamieszczania
    w sieci Internet, utrwalania na nośnikach oraz udostępniania bezpłatnie lub odpłatnie osobom
    trzecim.

  2. Jednocześnie Student zobowiązuje się do niewykorzystywania utworów, o których mowa
    wyżej, w celach komercyjnych oraz innych, które mogą naruszyć warunki licencji
    oprogramowania udostępnionego Studentowi dla celów edukacyjnych. Student oświadcza, że
    za wszelkie roszczenia osób trzecich, związane z ewentualnym naruszeniem powyższego zapisu
    ponosi wyłączną odpowiedzialność.

  3. W przypadku rozpowszechniania utworu, o którym mowa w ust. 1, Student zobowiązuje się do
    zamieszczenia w widocznym miejscu, o ile to możliwe, informacji, że dany utwór powstał w
    wyniku realizowania procesu edukacyjnego w PJATK.

Osobną kwestią jest to, że taką umowę licencyjną można próbować wypowiedzieć po ukończeniu nauki, z różnym skutkiem.

A jak z pracodawcą podpiszesz coś takiego, to też nie dostaniesz poważnej stawki. Patrz w umowę.

Poważna stawka to wynagrodzenie za pracę.

A jak stworzysz program zupełnie dla siebie, po godzinach pracy i jesteś programistą na umowie o pracę, to pracodawca ma uprawnienie do korzystania i rozporządzania takim utworem na wszystkich polach eksploatacji. Z mocy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, mimo, że poza umową o pracę nic nie podpisałeś.

6) Budzący wątpliwości merytoryczne poziom wiedzy niektórych nauczycieli akademickich, zwłaszcza na niektórych uczelniach państwowych. Poziom prowadzenia zajęć wynikający z poziomu nauczycieli.

Jak wszędzie. Niemniej jak ktoś chce się czegoś nauczyć, to się nauczy. Nawet od miernego dydaktyka można wyciągnąć pożyteczną wiedzę.

No właśnie: chce, to się nauczy, nie trzeba do tego studiów.

Ja niestety zmarnowałem 5 lat życia na studiach na WEiTI PW, zastanów się, czy chcesz powtórzyć moje błędy. Regularnie zarywane noce, pisanie programów na kartkach, praca na przestarzałym, nawet 30-letnim sprzęcie, lata wkuwania definicji, które nie przydały mi się w pracy, wydatki z własnej kieszeni - tego mi nikt nie zwróci.

A ja studiowałem na PWr, które stoi ciut niżej od PW i nie doświadczyłem 30-letniego sprzętu. Zarwałem nocki dopiero jak zacząłem równocześnie pracować. A wydatki? Wydrukować czasem sprawozdanie za 2-3 złote i 2 razy pracę dyplomową z oprawą za max. 40-50zł + opłaty za dyplomy? Więcej na studenckich zniżkach zaoszczędziłem i wyciągnąłem ze stypendiów i nagród ;)

Sprzętu komputerowego nie kupowałeś, za dostęp do Internetu nie płaciłeś? Mieszkałeś z rodzicami?

YMMV

IMO akurat co do studiów to warto przekonać się na własnej skórze i nie próbować wyciągać wniosków z cudzych "błędów". Bo to może być najgorsza decyzja opierać swoją przyszłość na cudzych doświadczeniach.

ditto

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 02:03
0
akademisceptyk napisał(a):

Teoria liczb, metody numeryczne i modelowanie zjawisk równaniami różniczkowymi na frontendzie webowym? Chyba nie. I kolejny raz: nie myl webówki z informatyką.

Tak jak napisałem - pytanie kto czego oczekuje od życia. Nie mylę jednego z drugim, tylko zaznaczam, że jak ktoś chce studiować informatykę, to niech się na to przygotuje mimo wszystko. I słowo "chce" jest kluczowe w przypadku studiowania czegokolwiek.

Sprzętu komputerowego nie kupowałeś, za dostęp do Internetu nie płaciłeś? Mieszkałeś z rodzicami?

Kupiłem lapka na rozpoczęcie studiów. Na ostatnim roku było mi już z nim ciężko (podzespoły swoje już przez 5 lat wychodziły), ale stwierdziłem, że skoro i tak się zmywam zaraz na staż do Szwajcarii to nie będę kupował niepotrzebnej zabawki i przemęczyłem pisanie na nim projektu pod prace magisterską.
Przez 5 lat mieszkałem w akademiku - kupę punktów dostawałem za wyniki w nauce i aktywność studencką i naukową, dzięki czemu później nawet z pracą na część etatu mnie z niego nie wyrzucili za kryterium dochodowe. Ba! Ze stypendium naukowego byłem w stanie go opłacić (akurat kategoria mojej stypy na to pozwalała).

Ja uważam, że studia pod względem intelektualnym, rozwojowym i ekonomicznym mi się bardzo opłaciły, Trochę czasem byłem na bakier ze snem (w sumie jak na studenta to i tak spałem po 5-6 godzin), ale generalnie fajnie było ;)

@xfin: już myślałeś że odpuściliście z Shalom ten temat :D - Cr0w 2017-05-19 07:37
@Cr0w: na ten temat nie odpuszczam ;) A jak ktoś pisze głupoty i marudzi, że studia w Polsce nie przygotowują do zawodu, to muszę go zmartwić - bo nigdzie tego nie robią. Chyba, że mówimy o Wyższej Szkole Smażenia Placków i Klepania Kodu ;) - xfin 2017-05-19 10:09
Mi się też na studiach podobało, i też nie dosypiałem. Ale są tacy, co do studiów nie pasują: sami się nauczą lepiej i to niekoniecznie po łebkach, vide lcamtuf. Ale mało komu będzie chciało się sięgnąć po książki z matematyki czy uczenia maszynowego, jeśli ma awersję do rzeczy, które w pracy się od razu nie przydadzą. - onuc 2017-05-19 10:36

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 07:42
Biały Mleczarz
0

A ja nie poszedłem na studia a jakis czas pracuje. ŻAŁUJĘ.
Ale mnie akurat interesuje coś więcej niż bezmyślne klepanie i czasem czuje braki wiedzy ogólnej, szerszego kontekstu.

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 10:40
1

Rozumiem że studia dla wielu wydaja się być bez sensu. Z drugiej strony dyplom to rzecz, którą nam nikt nie odbierze zostaje z nami do końca. Wyższe warto mieć bo nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą. I każde studia się zwracają, może nie wszystkie w postaci wynagrodzenia.

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 10:56
0

Jak najbardziej chciałbym skończyć studia, jednak zastanawia mnie czy nie warto najpierw poświęcić czas na ostrą naukę, poszukać stażu/pracy jako junior w branży i dopiero myśleć o studiach (po prostu nie wiem czy dam radę pogodzić wszystko w jednym czasie)

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 11:03
1

@Harald
Nie znam Twojego podejścia, więc musisz decydować sam.
Znam ludzi, którzy poszli do pracy i studiów później nie zrobili, bo nie widzieli sensu.
Znam takich, którzy studiowali dziennie, i od 3-4 roku zaczynali pracować (sam się do tej grupy zaliczam).
Inni robili dzienne, a pracowali od pierwszego roku. Różnie to było z jakością tych studiów, ale jakoś tam przemęczyli dla papieru.
Część zaoczne + praca.

Ale znam i takich co robili tylko studia, a po nich szukali roboty. I tutaj różnie bywało.

Każde podejście ma swoje plusy i minusy. I tak jak pisałem wyżej - zależy czego oczekujesz od życia.

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 11:42
0

Nie rozumiem całej nagonki na to czy studiować czy nie. Idziesz na 1 rok i oceniasz co i jak (warto popytać się starszych roczników u zobaczyć co oni mają). Zawsze przecież możesz rzucić iść do pracy i potem zaocznie (ponoć WIT w Warszawie jest niezły).

Studia do standardowego rynku pracy (bez CERN, czy DataStax) nie są potrzebne/nie przygotowują... Gdyby rząd postanowił że o studia nie można pytać, tak samo jak np. o stan cywilny, to połowa studentów rzuci je w ciągu 1 semestru :/

Pozostało 580 znaków

2017-05-19 12:00
GeeKon
0

Takie marne Google i inne firmy Kalifornii nie chcą metod numerycznych w fizyce, modelowania mechaniki i elektrotechniki równaniami różniczkowymi.
Ważne jest np. programowania dynamiczne, ale tego na polskich polibudach na informatyce nie ma.

ale jest za to dużo matematyki, co obecnie jest w cenie. - JacekJackiewicz 2017-05-19 12:06
W fizyce nie, ale jak ktoś chce się w Google bawić w Machine Learning, czy NLP to metody numeryczne są pożądane. Druga sprawa - ja miałem (może nie jakiś super kurs) podstawy programowania dynamicznego - i to z 3-4 lata temu. - xfin 2017-05-19 13:28
Ja też miałem na pierwszym semetrze programowanie dynamiczne, nie było tego dużo ale jeden czy dwa laboreki i wykład w czasie semetru mieliśmy. - xDevil2 2017-05-19 19:39

Pozostało 580 znaków

Odpowiedz
Liczba odpowiedzi na stronę

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0