Z pogranicza

Czy certyfikaty mają znaczenie

Oryginalny post: Do Certifications Matter?


Autor: Jeff Atwood


Tłumaczenie: Rafał Legiędź (z www.devblogi.pl)


Wymień jakąkolwiek ważną technologię oprogramowania, a znajdziesz odpowiednią ścieżkę certyfikacyjną. Odpłatną oczywiście.

certyfikacja java

To dezorientujący i zastraszający szereg akronimów: MCSD, SCJD, RHCE, ACSA. A firma oferująca daną certyfikację jest najczęściej <em>tą samą firmą, co firma sprzedająca dany produkt</em>. Nie ma tu konfliktu interesów.

Ale czy te certyfikaty w rzeczywistości sprawdzają się? Czy są uzasadnionymi referencjami? Czy ludzie posiadający te certyfikaty radzą sobie lepiej niż Ci, którzy ich nie mają? Wyobraź sobie siebie jako przyszłego pracodawcę, prowadzącego rozmowę kwalifikacyjną z kandydatem, który pokazuje Ci następującą rzecz:

ruby on rails certificate

Moja reakcja jest zawsze taka sama. Bardzo fajnie, ale <em>pokaż mi nad czym pracowałeś do tej pory</em>.

Twoje referencje powinny być sumą projektów, nad którymi pracowałeś, a zwłaszcza tym jak wiele nauczyłeś się ze swoich porażek. Z pewnością Twoje faktyczne doświadczenie, Twoje portfolio, liczy się o wiele bardziej niż to, czy zdałeś wybrany test jakiś czas temu.

Mam mieszane uczucia co do certyfikacji.

Pracowałem z tak zwanymi "web" developerami, którzy nie rozumieli jak działają HTTP POST i HTTP GET. Tacy programiści wywołują u mnie pragnienie certyfikacji na pewnym poziomie. Nawet jeśli nie byliby kompetentni to, jeśli posiadaliby certyfikaty, dałoby im to przynajmniej pojęcie o podstawowych zagadnieniach, które umożliwiałyby im pracę. Tak czy inaczej to tylko teoria. Na najniższym poziomie wydaje się być rozsądnym wymaganie certyfikatu w konkretnej technologii przed dopuszczeniem do pracy. Z tego samego powodu większość firm nie zatrudni nikogo kto nie ma, powiedzmy, ukończonej szkoły średniej, bądź uczelni wyższej.

Z drugiej strony, pracowałem ze starszymi programistami, którzy mieli całą masę certyfikatów, a nadal nie mieli pojęcia o tym, co robią.

Dyskusja dotycząca certyfikacji szaleje od lat. Ten list od Toma DeMarco do edytora z 1998 roku  pokazuje jak sporny może być temat certyfikacji.


Mimo iż przesłaniem certyfikacji jest zawsze dobro ogółu, prawdziwy cel jest inny: przejęcie władzy. Certyfikaty to nie jest coś co tworzymy dla korzyści społeczeństwa, ale dla korzyści instytucji certyfikujących. Wielką rzeczą jest decydować, które istnienie ludzkie powinno być dopuszczone do pracy, a które nie. Ci którzy chcą być częścią tej wielkiej rzeczy, tworzą rdzeń obozu zwolenników certyfikacji.

Cała ta dyskusja jest poniekąd nieuczciwa. Pojęcie "certyfikacji", przykładowo, przywołuje obraz młodocianych ludzi ustawionych w kolejce po odbiór obowiązków biurowych, kiedy ich rodzice, siedzący na widowni, wycierają łzy dumy, a chór delikatnie nuci złożone melodie. Ale prawdziwym problem nie są tu certyfikacje; prawdziwym problemem są de-certyfikacje. Niektórzy ludzie zostaną przekreśleni nie dlatego, że są bezużyteczni według potrzeb rynku, ale dlatego, że nie stają na głowie dla instytucji certyfikujących. Pozostaliby niezauważeni - przynajmniej zdaniem Nancy Mead - Ci, którzy nie posiadają określonych stopni. Przykro nam Panie Gates, w nowym, lepszym świecie, nie pozwolonoby panu pisać oprogramowania. Można wyczuć frustracje instytucji certyfikujących w chwili, gdy firmy takie jak Yahoo zatrudniają dzieciaków zaraz po szkole, które nie wiedzą nawet, co to jest Data Division, na miłość boską! Coś musi zostać z tym zrobione!


DeMarco kontynuuje skromnie sugerując, iż rynek jest całkowicie dobrym sposobem selekcji:


Jestem za tym, aby pozwolić staruszkom typu Citicorp, Aetna czy Microsoft, samym sobie ustalać sposób na zatrudnianie ludzi. Mówię Wam, że mamy już doskonale działający system selekcji; nazywa się - rynek. Jedni ludzie są zatrudniani jako programiści a inni nie. Ten system jest o wiele bardziej kompetentny i etyczny, niż jakakolwiek powołana elita mogłaby być.


Osobiście, zgadzam się z DeMarco. Nie wierzę w certyfikacje. Kolekcja certyfikatów nie zastąpi porządnego portfolio; powinieneś spędzać czas na tworzeniu jakichś rzeczy, a nie na nauce testów wielokrotnego wyboru. Ale to też nie znaczy, że są one bezużyteczne. Nie uważam, iż certyfikacje wadzą, ale tylko wtedy, kiedy jesteś w stanie razem z nimi zademonstrować efekty swojej pracy.




Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zajrzyj na  www.devblogi.pl, gdzie regularnie zamieszczamy  tłumaczenia najpoczytniejszych blogów o tworzeniu oprogramowania.

Wszelkie prawa do zamieszczonego tłumaczenia są zastrzeżone; prawa autorskie do tłumaczenia zachowuje tłumacz.